Jan Paweł II – błogosławiony „mistyk” cz.2

Jaki Karol Wojtyła był na co dzień? Czy zmienił się po wyborze na papieża? W Ojca książce „Ale nam się wydarzyło” jest ciekawa scena ze Stefanem Kisielewskim…
Dotycząca także i mnie. Podczas papieskiej pielgrzymki Jan Paweł II spotkał się ze środowiskiem Ruchu Znak, czyli głównie ludźmi „Tygodnika Powszechnego”. Kwiat wybitnych publicystów, pisarzy, naukowców, poetów – wszyscy oni dobrze znali Wojtyłę od wielu lat, niekiedy byli nawet jego mentorami, to był po prostu od lat ’40 „ich człowiek”. Od konklawe minęło zaledwie pół roku. Stefan Kisielewski, rogta dusza i antyklerykał twardo twierdził, że klękać przed papieżem nie będzie, wspierałem go w tym „antyklerykalnym bunciku” – ale gdy Papież już wszedł i kolejno do nas podchodził, tak Kisielowi jak i mnie kolana same się zgięły. A wszyscy ci wybitni ludzie zachowywali się jak pierwszoklasiści, którzy zabiegają o uwagę ulubionej nauczycielki. Papieżowi oczywiście nie zależało na splendorze, nadal był skromny i prosty, a ta sytuacja była zabawna i jednocześnie pouczająca. Trafnie dostrzegł to sekretarz Konferencji Episkopatu Polski abp Bronisław Dąbrowski, który powiedział, że po wyborze na Stolicę Piotrową Karol Wojtyła pozostał sobą, a jednocześnie był zupełnie inny. Brzmi to paradoksalnie, ale rzeczywiście tak było.
Papież był osobą godzącą paradoksy, co irytowało mnie jako fizyka-racjonalistę – bo lubiłem sobie wszystko rozumowo wyjaśnić. To, co rzucało się w oczy przy kontaktach z nim to jakaś głęboka, intymna więź z Bogiem połączona z bardzo konkretnym zainteresowaniem ludźmi, których spotykał. Personalizm, godność każdego, to nie były dla niego kategorie abstrakcyjne. Odpisywał na każdy list, znał każdego chorego, którego odwiedzał – a przecież jako głowa Kościoła był osobą niesłychanie zajętą i spotykał miliony ludzi.

O czym Ojciec korespondował z papieżem? Jakie problemy Jan Paweł II uważał za kluczowe?
Charakterystyczne dla Karola Wojtyły było to, że zawsze pytał, a rzadko wyrażał swoje opinie. Trochę z odpowiedzialności – wiedział przecież, że później ktoś łatwo mógłby wykorzystać autorytet jego wypowiedzi do poparcia dla swoich celów. Ale przede wszystkim był ciekaw zdania innych i chciał ich wysłuchiwać. Rozmowy z nim były pełne pytań, a rozmówca po prostu starał się odpowiedzieć najlepiej jak umiał. Najczęściej rozmawialiśmy i pisaliśmy do siebie o sytuacji Kościoła w Polsce, na Zachodzie i w Stanach Zjednoczonych, o sytuacji społeczno-politycznej w naszym kraju, o ekumenizmie, zwłaszcza z prawosławiem i o rożnych aspektach Nauki Społecznej Kościoła. Polecaliśmy też sobie różne książki warte lektury.

Jakiej Polski oczekiwał Jan Paweł II?
Po pierwsze, zbudowanej na wartościach, nie na koniunkturalnych modach, miałkich ideologiach, czy wynikach opinii publicznej. Polski w której Kościół odgrywa ważną ale służebną rolę (zwł. pielgrzymka 1991). Po drugie, Polski w której ludzie racjonalnie opisują rzeczywistość. Sytuacja naszego kraju nie jest przecież tragiczna, nie stoimy nad przepaścią, ale mamy też sporo poważnych problemów. Wiele rzeczy zrobiliśmy dobrze, bardzo dużo jest też do poprawy. Papież podkreślał potrzebę racjonalnej, a nie ideologicznej oceny naszych dokonań czynionych w świetle wartości ewangelicznych, która inspiruje do działania (zwł. pielgrzymka 1997). Oczekiwał też „Polaków dialogu” – chciał, żebyśmy ze sobą rozmawiali, solidarne budowali Ojczyznę, a nie dzielili się na wrogie sobie plemiona (zwł. pielgrzymka 1999). Po czwarte – kraju ludzi posiadających wyobraźnię miłosierdzia, przejętych dzieleniem się z potrzebującymi, pełnych troski o najsłabszych: o życie od poczęcia aż do śmierci, o własnych obywateli, ale też otwartych na Ukrainę, czy Białoruś, a także dzisiejszą tragedię Syrii (zwł. pielgrzymka 2002). Umieliśmy podczas papieskich pielgrzymek do PRL wydobyć z siebie ogromny kapitał międzyludzkiej solidarności, który niestety później w znacznej mierze zaprzepaściliśmy. Karol Wojtyła to widział i zawsze starał się do tego dorobku nawiązywać.

Kto ma tę Polskę budować? Pokolenie JPII?
Wierzę, że ono istnieje, ale niestety – w podzielonej Polsce – wciąż nie potrafi się skrzyknąć. Pan Bóg jednak znowu dał nam czas specjalny – za pół roku będziemy obchodzić kanonizację Jana Pawła II, a później odbędą się u nas Światowe Dni Młodzieży. Pan Bóg widocznie szanuje to, że jako Polacy jesteśmy dobrzy w działaniach akcyjnych i daje nam szansę, żebyśmy się wykazali.
Kto tworzy to pokolenie? Wszyscy ludzie, którzy przejęli się tym pontyfikatem, którzy zmienili się pod jego wpływem. Są to ludzie zarówno sędziwi, jak i pokolenie trzydziestolatków. Wasze pokolenie, nieco młodsze, pamięta już papieża jedynie w schyłkowym okresie życia.
Ważne, aby liderami ruchu byli biskupi, bo oni mają specjalne miejsce w Kościele, by byli wyrazistymi świadkami Kościoła otwartego na dialog, ale jednocześnie przywiązanego do tradycji, wyrazistego w ocenianiu dobra i zła i jednocześnie, miłosiernego i odważnego w dialogu z ludźmi innych przekonań. Znak dawany z Watykanu przez papieża Franciszka sprzyja uwalnianiu tej dobrej energii.

Skoro mowa o Franciszku – jak to jest z wizerunkami papieży? Jan Paweł II to podobno reformator, Benedykt XVI miał być „pancerny”, Franciszek to kolejny reformator..
Każdy papież jest inny i wnosi do Kościoła własny charyzmat. Rzeczywiście jest tak, że od pewnego czasu po papieżu-reformatorze następuje taki, którego pontyfikat raczej utrwala dzieło poprzednika i zmienia mniej. Widocznie tak pisze historię Duch Święty. Ale pontyfikat może być wielki również wtedy, gdy liczba przeprowadzonych zmian nie jest olbrzymia. Świetnym pomysłem Franciszka była „encyklika na cztery ręce”, czyli wydanie dokumentu wspólnie z Benedyktem XVI. To pokazuje, że mimo wielkich różnic między nimi Franciszek myśli podobnie, że obaj pełnią tę samą posługę i że może się on podpisać pod encykliką praktycznie w całości napisaną przez swojego poprzednika.

Czy czcimy dziś pamięć o polskim papieżu w odpowiedni sposób?
Słyszałem, że chwalimy się, że mamy największą na świecie miniaturę Karola Wojtyły w Parku Miniatur Sakralnych w Częstochowie! To już tylko zabawny absurd!
Ważne jest to, o czym ostatnio przypomniał na spotkaniu z środowiskiem Instytutu Tertio Millennio abp Muszyński – sam papież miał mu kiedyś powiedzieć „wystarczy już tych pomników”. Dużo więcej dają przecież stypendia dla ubogiej młodzieży, wspieranie dzieł kulturowych, czy charytatywnych, popularyzowanie nauczania Jana Pawła II – to jest słuszny kierunek. Dzisiejszej młodzieży, nie pamiętającej Jana Pawła II powszednieje imię papieża, które jest widoczne na niezliczonych szkołach, ulicach, rondach i w innych publicznych miejscach – na każdym kroku. Znużenie i przesyt są naturalną reakcją. Ważniejsze jest, by młodzi poznali sens myśli papieża, która może im pomóc być dobrymi chrześcijanami i mądrymi Polakami.
Nadmierny ekumenizm, zbytnia nowoczesność i „epoka kremówkowa” – to główne zarzuty wobec pontyfikatu Jana Pawła II.
Jeśli papieża atakują ze wszystkich stron, to znaczy, że nie jest źle. Jan Paweł II bywał popierany i krytykowany zarówno przez progresistów, jak i przez integrystów. Był kapłanem nowoczesnym, ale również konserwatywnym – w dobrym tego słowa znaczeniu. Karol Wojtyła chciał konserwować dobro, a wyrzucać zło, za które w imieniu Kościoła potrafił przeprosić. W sprawach doktrynalnych był bardzo klarowny. Wadowickie kremówki czy ubieranie indiańskich pióropuszy były dla niego naturalne. Dawał w ten sposób znać ludziom, których poznawał, że szanuje i ceni ich życie, że pragnie być z nimi blisko, że po prostu ich kocha. Zwolennicy splendoru papiestwa byli załamani, że Jan Paweł II odziera urząd z godności, a on chciał tylko przekazać, że miłuje konkretnych ludzi w ich wielkiej różnorodności. Nie chciał wygłaszać w wiosce afrykańskiej przemówienia na poziomie „Osoby i czynu”, gdyż nie zostałby zrozumiany. Wolał się pomodlić, przytulić dziecko i serdecznie podziękować za lamparcią skórę. Papież potrafił trafić do odbiorców, nie był też niewolnikiem mediów, lecz potrafił się nimi posługiwać.

Co dla nas znaczy – oprócz oczywistej radości – wyniesie Jana Pawła II na ołtarze?
Mamy kogo prosić o orędownictwo i musimy się poważnie wziąć do roboty. Wiele grupek kościelnych za bardzo skupia się na sobie i zapomina o dialogu. Podkreślamy różnice, mówimy że jedni są za szybcy, drudzy za wolni, a ponadto „za lewi” czy „za prawi”. Musimy się pozbyć tej naszej choroby, bo stanowimy jeden powszechny Kościół Katolicki. Porozumienie to podstawa. Jeśli będziemy solidarni wewnątrz, to będziemy też zjednoczeni na zewnątrz. Możemy to osiągnąć dzięki wspólnej modlitwie i wspólnym działaniom. Nie jest to nowy postulat – już piętnaście wieków temu św. Benedykt powiedział „ora et labora”.


Loading Facebook Comments ...