Jan Paweł II – błogosławiony „mistyk”

Fragment wywiadu z o. Maciejem Ziębą OP

Przy jakiej okazji Ojciec poznał Jana Pawła II?

Poznałem go jako student, jeszcze jako kardynała Wojtyłę – widziałem go wiele razy na spotkaniach młodzieży akademickiej, dwa razy byłe zaproszony w mniejszym gronie do Domu Arcybiskupów Krakowskich. Nie była to jednak znajomość, dzięki której przyszły papież by mnie osobiście kojarzył.. Czytałem jego książki, artykuły, które w okresie cenzury nie były ogólnodostępne, a sama postać Kardynała znana była głównie w Krakowie. Od początku wchodzenia w dorosłość czułem duchową i emocjonalną więź z jego wizą Kościoła i Polski oraz sposobem jego duszpasterzowania.
Dlatego, tuż po wyborze na papieża, napisałem w ankiecie „Więzi”, wtedy jednym z niewielu niezależnych, ale jak wszystko cenzurowanych, pism w PRL że my, ludzie słabej wiary, teraz luksus, bo mamy pewność, że będzie to papież wybitny. Jan Turnau, redaktor „Więzi” uznał to za młodzieńczą naiwność, i dla mojego dobra skreślił „wybitny” i napisał „bardzo dobry”. I właśnie z ogromnego szacunku dla Karola Wojtyły, nigdy się papieżowi nie narzucałem. Miał on przecież tysiące znajomych z Polski i całego świata, każdy chciał uczestniczyć we mszy z jego udziałem i zrobić sobie zdjęcie. Nie chciałem zabierać czasu człowiekowi, którego szanowałem i kochałem.
Zmieniło się to dopiero w wolnej Polsce, gdy byłem mocno atakowany – za to, że jestem „liberalny”, „amerykanizuję polski Kościół” czy „chrzczę kapitalizm”, co mnie naprawdę bolało, bo nauczałem zgodnie z Nauką Społeczną Kościoła i nauczaniem Jana Pawła II. I paradoksalnie, te ataki okazały się błogosławione. Gdy w pewnym momencie, na podstawie bardzo tendencyjnj kompilacji fragmentów moich tekstów wysłano na mnie skargę do Watykanu. przesłałem kserokopie oryginałów księdzu Dziwiszowi. Odpisał, że dokumenty przeczytał Ojciec Święty i że zaprasza mnie do siebie. To był styczeń 1993 roku. Od tamtej pory regularnie się kontaktowaliśmy.

Książek kardynała Wojtyły było niewiele, bo krążyły tylko w drugim obiegu?

Dzieła Jana Pawła II były przede wszystkim trudne w odbiorze. Do dziś trochę męczę się, czytając „Osobę i czyn”. A w drugim obiegu, który powstał dopiero w połowie lat ’70, krążyły przede wszystkim dzieła polityczne i historyczne. Polscy autorzy byli poddawani represjom, Karol Wojtyła, choć bardzo wyraźnie wspierał polską opozycję demokratyczną sam nie drukował w drugim obiegu, bo represje spadły by na jego współpracowników, ale jego niektóre przemówienia, na przykład kazanie na Boże Ciało 1977 po zamordowaniu Stanisława Pyjasa, krążyły przepisywane po Polsce jako nielegalne druki. Książki religijne mogły się ukazywać, ale ich liczba i nakład były ściśle limitowane, podobnie jak nakład „Tygodnika Powszechny”, który w PRL pełnił niezwykle ważną rolę z który Karol Wojtyła był bardzo silnie związany. Nakład obniżał się, gdy tzw. Ruch Znak (parę niezależnych katolickich redakcji i 4 KIK-i) zachował się krnąbrnie i trzeba go było ukarać, a gdy władza chciała pokazać, że liberalizuje system, to nakład się zwiększał. Początkowo próbowano też przeciwstawić młodego „liberała” Wojtyłę „konserwatywnemu” prymasowi Wyszyńskiemu.

Obydwaj wiedzieli o tej grze PZPR wobec nich?

Tak – ale władza z czasem się zorientowała, że się pomyliła i nie doceniła Karola Wojtyły. Okazało się, że młody kardynał jest dla niej nawet groźniejszy niż Stefan Wyszyński. Prymas na początku był w naturalny sposób podejrzliwy wobec młodego biskupa z Krakowa. Chciano ich zestawić na zasadzie kontrastu – starszy antykomunista, relikt przeszłości, a z drugiej strony młody, postępowy kapłan. Przyszły papież zawsze był jednak lojalny i tym zdobył zaufanie Wyszyńskiego. Gdy do Polski w 1967 przyleciał Charles de Gaulle, władze PZPR nie pozwoliły mu spotkać się z prymasem. Prezydent Francji wymyślił więc, że spotka się w Krakowie z Wojtyłą, na co władze wyraził zgodę. Kard. Wojtyła wyjechał wtedy jednak, dość ostentacyjnie, z Krakowa na wizytację i pokazał w ten sposób pełną jedność z Kard. Wyszyńskim. W ten sposób po paru latach niezbyt dużej ufności obaj kapłani stworzyli wielki tandem.

Czy świętość Jana Pawła II była widoczna za życia? Przyszło Ojcu kiedyś do głowy „on jest święty”?

Wtedy używałem formuły „mistyk”. W Polsce, przed wyborem, jeszcze tego nie czułem – wiedziałem, że mam do czynienia z postacią wybitną, patrzącą szeroko na świat, świetnym teologiem i duszpasterzem. To widziałem… chociaż ci, którzy znali go wcześniej, mówią, że ta świętość była już jakoś widoczna. Gdy zacząłem spotykać Jana Pawła II częściej, zacząłem dostrzegać, że coś w jego osobie wymyka się normalnemu poznaniu. Nazwałem to mistycyzmem, bo patrząc na niego, rozmawiając, słuchając, czuło się jego głęboki kontakt z Bogiem. To wymykało się słowom, bo czułem, że dotykam niedotykalnego. Nie nazywałem tego świętością, bo tego nie dało się w pełni objąć rozumem, ale wiedziałem, że dotykam czegoś bardzo głębokiego, duchowego, bliskiego Panu Bogu. Dziś rozumiem, że trzeba to nazwać jednym słowem – świętość.


Loading Facebook Comments ...