„Przeżywamy zmianę epoki” Redaktor naczelny „Więzi”, Zbigniew Nosowski, podsumowuje pierwszy rok pontyfikatu papieża Franciszka

Paweł Lasiuk: 11 lutego 2013 roku Benedykt XVI ogłasza, że ustąpi ze stanowiska. Jaka jest Pana reakcja?

Zbigniew Nosowski: W dniu ogłoszenia rezygnacji byłem totalnie zszokowany. Papież uważany za konserwatystę zdecydował się na tak rewolucyjny krok! Abdykacja Josepha Ratzingera to najbardziej przełomowe wydarzenie dla Kościoła ostatnich wieków – nawet zwołanie soboru nie może się z nim równać.

Dziś, gdy minął już rok nowego pontyfikatu, odczuwam jeszcze głębszy szacunek do papieża seniora. Widać, że Benedykt XVI podjął właściwą decyzję, która poprzedziły długie zastanowienie i głęboka modlitwa. Postanowił otworzyć Kościół na nowe możliwości – i to się stało.

Jorge Bergoglio został wybrany już w piątym głosowaniu, chociaż większość komentatorów oczekiwała długiego konklawe.

Sam zapowiadałem żmudne obrady i niestety nie miałem racji – dlatego dziwię się, że Pan chce jeszcze ze mną o tym rozmawiać (śmiech). Podczas konklawe byłem jednym z ekspertów zaproszonych do studia Telewizji Polskiej. Żaden z nas nie oczekiwał wtedy białego dymu, ponieważ obrady trwały dopiero drugi dzień.

Nie przewidywałem także wyboru kardynała Bergoglio. Wydawało mi się, że rezygnacja Benedykta XVI symbolicznie zamyka w Kościele wiek XX, a nowy papież będzie musiał zmierzyć się z wyzwaniami nowych czasów. Pożądany byłby zatem efekt świeżości, co – jak uważałem – musiałoby oznaczać wybór papieża przynajmniej kilkanaście lat młodszego od poprzednika. Tymczasem Franciszek dobiega już osiemdziesiątki, a do momentu elekcji był słabo rozpoznawalny w naszej części świata.

Tego wieczora, po ogłoszeniu nazwiska nowego papieża, nie wpuszczono nas już na wizję – i dobrze, bo gadalibyśmy głupoty. Natychmiast rzuciłem się do poszukiwania informacji o nowym biskupie Rzymu. Szczęśliwie szybko dostrzegłem jego książkę Otwarty umysł, wierzące serce, będącą jakby zapowiedzią nowego stylu papiestwa, za którym tęskniłem i którego wypatrywałem.

Czy pochwala Pan sposób, w jaki media relacjonowały konklawe? Miejscami przypominało to konkurs lub reality show.

Nie podobał mi się taki styl, ale szczerze mówiąc, niewiele więcej się po współczesnych mediach spodziewam. I tak nie było najgorzej. Ale może to znaczy, że niepotrzebnie przyzwyczaiłem się do zaniżonego poziomu mediów? Zdecydowanie należy od nich wymagać więcej. W Kościele też przywykliśmy do pewnych zachowań, ale papież Bergoglio wyrywa nas z tej wygodnej pozycji. Wzywa do porzucenia przyzwyczajeń i uzasadnienia, że tak było zawsze. Etnografowie opisują spontaniczny ludowy konserwatyzm słowami: „ma być tak jak jest, bo jest tak, jak ma być”. Doskonale pasuje to do sytuacji Kościoła w Polsce, zwłaszcza na poziomie parafii. A Franciszek mówi, że ma być tak jak być powinno. Może więc i do mediów nie powinienem przykładać zaniżonych standardów, lecz te najwyższe?

Media zachowują te standardy przy przekazywaniu nauczania papieża? Czy jego wizerunek medialny różni się od rzeczywistego?

Początek pontyfikatu Jana Pawła II przypominał trochę pierwsze kroki Franciszka. Media były przychylnie nastawione do nowego, serdecznego biskupa Rzymu. Przybysz z dalekiego kraju był nieco tajemniczy, wzbudzał ciekawość i życzliwość. Z upływem lat jednak media ewoluowały, i to w zdecydowanie złym kierunku. Odzwierciedlały, a także promowały, przemiany kultury i obyczajów, które coraz bardziej koncentrują się na indywidualizmie i „antropologii przyjemności”.. Pomijanie religijnego przekazu papieża i skupianie się na gestach mogliśmy obserwować już przy okazji pielgrzymek naszego rodaka. Media świeckie najchętniej opatrywały relacje z podróży ogólnymi tytułami w stylu Jan Paweł II odwiedził Francję. Po raz kolejny potępił aborcję i antykoncepcję.

Dziś środki masowego przekazu jeszcze intensywniej promują rewolucję kulturową?

Tak, ale mam wrażenie, że papież Franciszek stosuje wobec nich przemyślaną strategię, stara się je świadomie wykorzystywać w dobrych celach. Wzbudza sympatię dziennikarzy i buduje mosty, po których może dotrzeć ze swoim przekazem – często zniekształconym czy zliberalizowanym, lecz jednak słyszalnym – do nieprzekonanych. Inaczej by do nich nie dotarł, bo oni zbudowali sobie mury oddzielające ich od Kościoła. A tu Franciszek przesyła im Dobrą Nowinę, pełną życzliwości i miłosierdzia. Efekty są, pozytywny przekaz dociera do ludzkich serc. W kilku krajach odnotowano wyraźny wzrost liczby osób spowiadających się. Papież korzysta również z mediów społecznościowych, dzięki którym może przemawiać bezpośrednio do wiernych (i niewiernych).

Przykład, jaki daje Franciszek, staje się – w pozytywnym tego słowa znaczeniu – zaraźliwy. Podczas spotkania z polskimi biskupami papież opowiadał o poruszającej postawie abp. Konrada Krajewskiego – niegdyś ceremoniarza, a obecnie jałmużnika papieskiego. W październiku 2013 r. Franciszek wysłał go na wyspę Lampedusa, aby oddał hołd rozbitkom-imigrantom afrykańskim, którzy utonęli, starając się dotrzeć do Europy i bezpośrednio zorientował się w możliwościach pomocy. Abp Krajewski między innymi długo modlił się tam nad ciałem każdej z wyłowionych ofiar katastrofy. Jego zaangażowanie sprawiło, że po zakończeniu akcji niemal wszyscy nurkowie, którzy brali w niej udział, udali się do niego do spowiedzi.

Media rzadko jednak wspominają o takich zachowaniach. Raczej kreują podział dobry papież-źli księża…

Akurat to media, także świeckie, opisywały. Media trochę wykorzystują to, że papież wyrasta ponad resztę duchowieństwa. Kiedyś usłyszałem to spostrzeżenie powiedziane językiem biznesowym przez pewnego przedsiębiorcę. Stwierdził on, że Kościół ma problem ze „średnim managementem”. Myślę zresztą, że sam papież wprost zachęca do stawiania wysokich wymagań duchownym. A wymagania wyraża się także przez krytykę. To właśnie księżą są grupą, którą Franciszek najczęściej upomina. Piętnuje hipokryzję, niekonsekwencję, złe przyzwyczajenia. Przypomina to relacje Jezusa z faryzeuszami – najbardziej pobożni są co i rusz przywoływani do porządku. Księża w tej sytuacji powinni obficie korzystać ze słów papieża i wzorować się na nim. Jego homilie są proste, skupiają się na kilku podstawowych pojęciach. Franciszek nie boi się nawet powtarzania pewnych kluczowych myśli, jak: potrzeba wyjścia Kościoła na ulice czy peryferie świata, albo porównanie Kościoła do szpitala polowego.

Jednym z rewolucyjnych ruchów nowego papieża było przygotowanie ankiety, w której wierni mogli wypowiedzieć się na temat związków homoseksualnych czy stosunku Kościoła do rozwodników. Okazało się, że wielu katolików oczekuje większej otwartości w tych kwestiach.

Nie był to ruch aż rewolucyjny. Przed każdym Synodem Biskupów rozsyłano z Watykanu podobne ankiety. Po raz pierwszy jednak ankieta została zakrojona na tak szeroką skalę, a zwłaszcza po raz pierwszy chciano rzeczywiście głęboko wsłuchać się w napływające odpowiedzi. Każdy z dylematów poruszonych w ankiecie jest materiałem na oddzielną, długą rozmowę. Podstawowe napięcia dotyczą kwestii poszanowania niezmiennej doktryny Kościoła oraz pragnienia zmiany obowiązującej kościelnej dyscypliny sakramentalnej. Nawet wielu zwolenników aktualnych rozwiązań ma bowiem świadomość, że w stosunku do osób rozwiedzionych, a żyjących w stabilnych drugich związkach Kościół jest mniej miłosierny niż Pan Bóg.

Papież, chcąc jednoznacznie rozstrzygnąć pewne kwestie, zaproponował, aby nadchodzący Synod Biskupów był dwuczęściowy. Nie jest jeszcze jasne, jaka będzie różnica między obu częściami. Przypuszczam, że najpierw będzie chodziło o wypracowanie konkretnych propozycji rozwiązania palących problemów, a po roku – o umieszczenie ich w ramach całościowej pozytywnej wizji małżeństwa chrześcijańskiego. Poszukujemy tu nowego języka. Przez wiele wieków nie musieliśmy uzasadniać tego, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Było to kulturowo oczywiste. Dziś już tak nie jest i nie wystarcza odpowiedź, że Bóg tak przykazał. Papież Franciszek zauważył, że dziś żyjemy nie tylko w epoce zmiany – przeżywamy zmianę epoki i stoją przed nami zupełnie nowe wyzwania. Być może po rewolucji seksualnej, emancypacji kobiet, zaczynamy dopiero odkrywać głęboką istotę małżeństwa.

Nie wszystkim podoba się sposób działania Ojca świętego. Papież jest krytykowany przez środowiska konserwatywne, głównie za odejście od tradycji.

Wierność tradycji nie może być niezmiennością. Benedykt XVI, który był zdecydowanie bliższy tradycjonalistom, również często podkreślał, że pewne elementy w Kościele są niezmienne, a inne potrzebują reform. Nie widzę w nauczaniu i sposobie działania Franciszka zerwania kościelnej ciągłości . Papież senior i papież urzędujący współpracują, „wspólnie” wydali encyklikę.

Również adhortacja Evangelii gaudium bardzo wyraźnie pokazuje, że między obu papieżami przebiega wyraźna nić porozumienia dotycząca istoty wiary. Franciszek pisze tam: „Niezmordowanie będę powtarzał słowa Benedykta XVI, wprowadzające nas w serce Ewangelii: <U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą>”. To wizja Kościoła, który powinien być przezroczystym znakiem zbawienia, winien odsłaniać ludziom Boga.

Jednym słowem, doktryna nauczania Kościoła nie zmieniła się. Zmienił się jedynie styl.

Wydaje mi się, że konserwatyści imputują Josephowi Ratzingerowi swoją własną wizję sytuacji, pod którą on sam by się nie podpisał. Nigdy przecież nie krytykował swojego następcy, a gdyby chciał, miałby do tego wystarczającą ilość okazji. Benedykt XVI niedawno nawet publicznie powiedział, że za swe zadanie uważa obecnie wspieranie papieża. Napisał w liście do Hansa Künga: „Jestem szczęśliwy, że wiążą mnie z papieżem Franciszkiem wielka zbieżność poglądów i serdeczna przyjaźń. Dziś jako moje jedyne i ostatnie zadanie widzę wspieranie jego pontyfikatu w modlitwie”. Paradoksalnie zatem ci konserwatyści, którzy wzięli na celownik Franciszka, postępują wyraźnie wbrew Benedyktowi…

Pokuśmy się o podsumowanie pierwszego roku pontyfikatu.

Rezygnacja wybitnego teologa, Benedykta XVI, była dla kardynałów szokiem. Rozglądając się za znakami czasów, zaczęli szukać kogoś z wyraźną wizją. I znaleźli kardynała z Buenos Aires! Nowy papież za priorytet swojej posługi uznał nawrócenia pastoralne Kościoła. Nie chce Kościoła statycznego, ale misyjnego. Pragnie zmiany modelu eklezjalnego – by duszpasterz przestał liczyć tylko ludzi przychodzących na mszę, a więcej myślał o tych, którzy są nieobecni. Przed wyborem na papieża kard. Bergoglio mówił kardynałom, że Jezus puka do drzwi naszych świątyń nie tylko z zewnątrz, ale również od środka, ponieważ chciałby wyjść w świat. My jednak czasem Go nie wypuszczamy.

Dzięki papieżowi wiele szkodliwych stereotypów dotyczących Kościoła zostało naruszonych. Ludzie zniechęceni do Kościoła, a czasem i do Boga, zaczynają otwierać się na Dobrą Nowinę. Rozpoczęto także reformy Kurii rzymskiej, których oczekiwali kardynałowie. Zobaczymy, na ile da się wcielić ducha Franciszka do administracji. Przez rok udało się zrobić naprawdę bardzo wiele.


Loading Facebook Comments ...