Ostatnio w Polsce gorącym tematem stała się kwestia posiadania arsenału atomowego. Rozgorzała zwłaszcza po słowach premiera Tuska o ewentualnym polskim udziale we francuskim programie zwiększania możliwości nuklearnych i wcześniejszych sugestiach prezydenta Nawrockiego nt. powinności rozważenia przez Polskę stworzenia takowego. O ile niezaprzeczalnym faktem jest, że sytuacja polskiej obronności posiada zauważalne wady, to takie sugestie należy jednoznacznie potępić na gruncie moralnym i etycznym.
Zanim jednak ulegniemy wizji potęgi, warto najpierw przyjrzeć się konsekwencjom użycia taktycznej broni jądrowej. Następnie oddać głos kolejnym papieżom, którzy jednoznacznie uznają broń masowej zagłady za moralnie niedopuszczalną. Wreszcie rozbić ten nuklearny sen na argumenty operacyjne i finansowe. Atom nie jest magiczną tarczą. Spróbuję pokazać, że odstraszanie często zawodzi, a rolę skutecznej obrony coraz częściej przejmują dziś tanie roje bezzałogowców.
Jakie byłyby skutki użycia taktycznej broni atomowej?
Naprzeciw dość popularnym ambicjom atomowym („zdecydowanie” i „raczej” za jej posiadaniem jest 50,9% Polaków [1]) wychodzą argumenty natury moralnej i etycznej. Najbardziej podstawowym jest masowa natura użycia takiej broni. Mało istotnym przy tym jest argument, że istnieje przecież atomowa broń taktyczna (jak amerykański ładunek W-80) służąca do rażenia stricte pola bitwy. Po pierwsze: broń taka odpowiada obecnie za mniej niż 3% gotowej broni do użycia [2]. Po drugie: wciąż prowadzi ona do długotrwałego skażenia gleby, chorób popromiennych oraz okaleczenia tych żołnierzy, którym udało się przetrwać. Potencjalny efekt “niedużej” eksplozji taktycznej głowicy można zobaczyć choćby na NUKEMAP autorstwa Alexa Wellersteina.
Praktycznie cały światowy arsenał atomowy przemyślany jest zatem pod kątem strategicznych działań, a więc likwidacji centrów produkcji, węzłów logistycznych, ośrodków miejskich wroga. Mówimy o właściwie zerowej możliwości precyzyjnego namierzania tylko celów wojskowych, nie mówiąc o zapewnieniu minimalizacji strat wśród cywilów i własności prywatnej, tzw. szkód ubocznych (collateral damage). Z powodów takich ponad 100 państw świata (poza m.in. USA, Rosją i… Polską) zgodziło się na konwencję zakazującą posiadania i gromadzenia broni kasetowej [3], przecież o wiele mniej niszczycielskiej niż atom.
Stanowisko Kościoła wobec broni atomowej
Zanim jednak przejdę do perspektywy wojskowej, warto oddać głos tym, którzy od początku istnienia broni atomowej wskazywali jej moralną niedopuszczalność. Mądrość Kościoła od początku istnienia broni atomowej sprzeciwiała się jej istnieniu i proliferacji. Sam Katechizm Kościoła Katolickiego jasno stwierdza, powołując się na konstytucję Gaudium et spes (80):
„»Wszelkie działania wojenne, zmierzające bez żadnej różnicy do zniszczenia całych miast lub też większych połaci kraju z ich mieszkańcami, są zbrodnią przeciw Bogu i samemu człowiekowi, zasługującą na stanowcze i natychmiastowe potępienie«. Ryzykiem nowoczesnej wojny jest stwarzanie okazji posiadaczom broni masowej zagłady, zwłaszcza atomowej, biologicznej lub chemicznej, do popełniania takich zbrodni” (KKK 2314).
Słowa te wpisują się w stanowisko bł. Piusa XII, który był pierwszym papieżem mogącym zaświadczyć o potworności bomby atomowej; jak powiedział: „każdy akt wojny mający na celu bezpardonowe zniszczenie całych miast lub rozległych obszarów zamieszkałych jest zbrodnią przeciwko Bogu i człowiekowi” [4]. Jego obawy wobec potęgi atomu są wręcz starsze niż sama broń nuklearna, o czym w 2014 r. przypomniał stały obserwator Stolicy Apostolskiej przy ONZ, Arcybiskup Bernardito Auza:
„Już w lutym 1943 roku, dwa i pół roku przed testem Trinity (pierwszy test broni atomowej w historii – dop. aut.), papież Pius XII wyraził głębokie zaniepokojenie brutalnym użyciem energii atomowej. Po wydarzeniach w Hiroszimie i Nagasaki, biorąc pod uwagę całkowicie niekontrolowane i bezwzględne konsekwencje broni jądrowej, domagał się faktycznego zakazu i odrzucenia wojny atomowej, nazywając wyścig zbrojeń kosztownym stosunkiem wzajemnego terroru” [5] (tłum. własne)
W 1963 r., gdy liczba światowego arsenału nuklearnego przekroczyła 33 tys. głowic, św. Jan XXIII ostrzegał w encyklice Pacem in terris:
„Skoro zaś jedno państwo jest wyposażone w broń atomową, to staje się dla innych racją do zaopatrzenia się w broń, o równej sile niszczycielskiej. To zaś sprawia, że narody żyją w ustawicznym strachu […] I słusznie, gdyż rzeczywiście broni nie brak. Jest rzeczą niemal nie do wiary, żeby istnieli ludzie, którzy mieliby odwagę wziąć na siebie odpowiedzialność za mordy i nieopisane zniszczenia, jakie pociąga za sobą wojna, Nie można jednak zaprzeczyć, że jakieś jedno nieprzewidziane i przypadkowe wydarzenie może rozpalić pożogę wojenną. A ponadto, jeśli nawet ogromna siła potencjału zbrojeniowego odstrasza dziś ludzi od rozpętania wojny, to niemniej jednak istnieje podstawa do obaw, że same próby z bronią atomową, podejmowane z racji przygotowań do wojny, mogą – jeśli nic zostaną przerwane – narazić na zniszczenie wiele fonu życia na ziemi. Dlatego sprawiedliwość, rozum i poczucie ludzkiej godności domagają się usilnie zaprzestania współzawodnictwa w rozbudowie potencjału wojennego, równoczesnej redukcji uzbrojenia poszczególnych państw, zakazu używania broni atomowej i wreszcie dokonania przez wszystkich odpowiedniego rozbrojenia na podstawie układów, z zachowaniem skutecznych gwarancji wzajemnych” [6]
Dwa lata później, podczas historycznej wizyty na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w 1965 r. – ponad 38 tys. głowic w arsenałach wszystkich krajów – papież Paweł VI zwrócił się do przedstawicieli rządów całego świata:
„Broń, a zwłaszcza ta straszliwa broń, którą dała wam współczesna nauka, rodzi złe sny, podsyca złe nastroje, wywołuje koszmary, wrogość i mroczne postanowienia, zanim jeszcze doprowadzi do ofiar i zniszczeń. Wymaga ogromnych wydatków. Przerywa projekty solidarności i pożytecznej pracy. Wypacza światopogląd narodów” [7] (tłum. własne).
Następnie, w 1967 r. (globalny arsenał atomowy zbliża się do 40 tys. głowic), w Populorum progressio apelował:
„Podczas gdy tyle ludów głoduje, gdy tyle rodzin cierpi zupełną nędzę, gdy tyłu ludzi żyje w ciemnościach niewiedzy, gdy tylu potrzeba szkół, szpitali, mieszkań godnych tej nazwy – wówczas wszelkie, czy to publiczne, czy prywatne marnotrawstwo, wszelka rozrzutność wynikająca z ostentacji narodowej lub osobistej, wszelki wreszcie wyniszczający wyścig zbrojeń, wszystko to, powtarzamy, staje się hańbą nie do zniesienia. Bardzo odpowiedzialny, powierzony Nam urząd wymaga, abyśmy to otwarcie powiedzieli. Oby Ci, w których ręku jest władza, posłuchali Nas, zanim dojdzie do ostateczności.” [8]
Święty Jan Paweł II w 1987 r. (w tamtym czasie ponad 68 tys. głowic na świecie) w Sollicitudo rei socialis kontynuował ten wątek:
„W niektórych przypadkach kapitały udostępnione przez świat rozwinięty są użyte do zakupu broni w świecie nie rozwiniętym. Jeśli do tego wszystkiego doda się powszechnie znane straszliwe niebezpieczeństwo broni atomowych nagromadzonych w niewiarygodnych ilościach, nasuwa się następujący logiczny wniosek: tak widziany świat współczesny, łącznie ze światem ekonomii, zamiast troszczyć się o prawdziwy rozwój, wiodący wszystkich ku życiu „bardziej ludzkiemu” — jak tego pragnęła encyklika Populorum Progressio — zdaje się prowadzić nas szybko ku śmierci” [9].
W Centesimus annus (1991 r. — „tylko” 58 tys. głowic, w ramach tendencji spadkowej wynikającej z międzynarodowych umów nt. rezygnacji z proliferacji oraz wobec drastycznie pogarszającej się gospodarki ZSRS) widział z kolei w odrzuceniu wyścigu zbrojeń nuklearnych szansę nie tylko na uczynienie świata bezpieczniejszym, ale również szansę na uwolnienie go od destrukcyjnej marksistowskiej interpretacji dialektyki heglowskiej:
„Nad całym wreszcie światem zawisła groźba wojny atomowej, która może doprowadzić do zagłady ludzkości. Nauka, użyta do celów militarnych, oddaje w ręce nienawiści, podsycanej przez ideologie, narzędzie rozstrzygające. Ale wojna może prowadzić nie do zwycięstwa jednych i przegranej drugich, lecz do samobójstwa ludzkości. Należy więc odrzucić wiodącą do niej logikę oraz samą koncepcję, według której walka zmierzająca do zniszczenia przeciwnika, sprzeczność interesów i wojna to czynniki rozwoju i postępu historii51. Świadome odrzucenie tej koncepcji niezawodnie prowadzi do załamania się zarówno logiki 'wojny totalnej’, jak i logiki 'walki klas'” [10].
15 lat później, w 2006 r., gdy liczba głowic atomowych na świecie spadła o prawie połowę do 27 tys., papież Benedykt XVI w orędziu z okazji Światowego Dnia Pokoju wykazywał brak logiki w myśleniu o arsenale atomowym jako narzędziu obrony:
„Co powiedzieć o rządach, które liczą na broń nuklearną, pragnąc zapewnić bezpieczeństwo swoim krajom? Razem z niezliczonymi ludźmi dobrej woli można stwierdzić, że taka perspektywa jest nie tylko tragiczna, ale i całkowicie złudna. W wojnie nuklearnej nie byłoby bowiem zwycięzców, a jedynie ofiary. Prawda o pokoju wymaga, aby wszystkie rządy – zarówno te, które w sposób zadeklarowany czy utajniony posiadają broń nuklearną, jak też te, które mają zamiar ją zdobyć – razem odwróciły bieg spraw, dokonując jasnych i trwałych wyborów, zmierzając zgodnie ku postępującemu i wspólnemu rozbrojeniu nuklearnemu [11]”.
W 2015 r., gdy na skutek różnych programów likwidacji arsenałów atomowych globalna liczba głowic zmalał ponownie o niemal połowę do 16 tys., papież Franciszek w Laudato si’ wciąż przestrzegał przed niszczycielską naturą nuklearnej broni:
„Nie możemy jednak ignorować faktu, że energia jądrowa, biotechnologia, informatyka, znajomość naszego DNA i inne możliwości, które zyskaliśmy, oferują nam straszliwą moc… Ludzkość nigdy nie miała tyle władzy nad sobą samą i nie ma gwarancji, że dobrze ją wykorzysta, zwłaszcza biorąc pod uwagę sposób, w jaki się nią posługuje. Wystarczy przypomnieć bomby atomowe zrzucone w połowie XX wieku, jak też cały wachlarz technologii wykorzystanych przez nazizm, komunizm i inne reżimy, służących zagładzie milionów ludzi. Nie zapominajmy też, że wojna ma dziś do dyspozycji coraz bardziej śmiercionośne narzędzia. W jakich rękach spoczywa i w jakie ręce może wpaść tak wielka władza?”. [12]
W 2020 r. (13 tys. głowic na świecie) kontynuował tę myśl we Fratelli Tutti:
„Przyjrzyjmy się wielu niewinnym cywilom, wymordowanym jako „przypadkowe ofiary”. Zapytajmy poszkodowanych. Zwróćmy uwagę na uchodźców, na tych, którzy ucierpieli na skutek promieniowania atomowego lub ataków chemicznych, na kobiety, które straciły swoje dzieci, na dzieci okaleczone lub pozbawione swego dzieciństwa. Zwróćmy uwagę na prawdę o tych ofiarach przemocy, spójrzmy na rzeczywistość ich oczyma i wysłuchajmy ich historii z otwartym sercem. W ten sposób będziemy mogli dostrzec otchłań zła w samym sercu wojny i nie będzie nam przeszkadzać, że potraktują nas jako naiwnych, bo wybraliśmy pokój. Nie wystarczą też zasady, jeśli myślimy, że rozwiązanie dzisiejszych problemów polega na odstraszaniu innych, siejąc strach, grożąc im użyciem broni nuklearnej, chemicznej lub biologicznej” [13].
Rok wcześniej, w 2019 r., papież Franciszek przemawiał pod Pomnikiem Pokoju w Nagaski, jednym z dwóch miast dotkniętych tym środkiem odstraszania:
„Jednym z najgłębszych pragnień ludzkiego serca jest pożądanie stabilności i pokoju. Posiadanie broni nuklearnej oraz innej broni masowego rażenia nie jest najlepszą odpowiedzią na to pragnienie. Co więcej, zdają się nieustannie wystawiać je na próbę […] Nasza reakcja na zagrożenie bronią nuklearną musi być zbiorowa i skoordynowana, oparta na żmudnej, ale stałej budowie wzajemnego zaufania, która przełamałaby obecnie dominującą dynamikę nieufności” [14].
Wreszcie, również obecny papież Leon XIV w oficjalnych słowach odniósł się do terroru związanego z arsenałem atomowym, który – słowem przypomnienia – obecnie przekracza 12 tys. głowic. W przesłaniu z okazji 80. rocznicy atomowego bombardowania Hiroszimy i Nagasaki (2025 r.) podkreślił:
„Chociaż minęło wiele lat, oba miasta nadal pozostają żywą pamięcią o ogromnych okrucieństwach spowodowanych przez broń jądrową [….] Broń nuklearna uwłacza naszemu wspólnemu człowieczeństwu, a ponadto stanowi zdradę godności stworzenia, którego harmonię jesteśmy powołani chronić” [15]
W styczniu 2026 r., w mowie do dyplomatów akredytowanych przy Stolicy Apostolskiej, Leon XIV zwrócił się słowami:
„W wielu sytuacjach… możemy dostrzec coś, na co zwracał uwagę sam Augustyn, mianowicie uporczywe przekonanie, że pokój jest możliwy jedynie dzięki zastosowaniu siły i odstraszania. Podczas gdy wojna zadowala się zniszczeniem, pokój wymaga ciągłych i cierpliwych wysiłków na rzecz jego budowania oraz nieustannej czujności. Takie wysiłki są wymagane od wszystkich, począwszy od krajów posiadających arsenały nuklearne. Mam na myśli w szczególności istotną potrzebę monitorowania traktatu New START, który wygasa w lutym” [16].
Faktycznie, traktat między Stanami Zjednoczonymi i Rosją dotyczący wzajemnego monitorowania i ograniczania arsenału nuklearnego wygasł, i dotychczas oba państwa nie przedłużyły go i nie sformułowały nowego. Sekretarz Stanu USA Marco Rubio zwrócił uwagę, że są dwie tego przyczyny: po pierwsze, Rosjanie jednostronnie zaprzestali realizacji traktatu już w 2023 r., po drugie Waszyngton chce, aby jego kontynuacja uwzględniała nowe realia poprzez włączenie do umowy Chińskiej Republiki Ludowej. Jak podkreśla, negocjacje w tej sprawie mogą potrwać lata, ale „prezydent Trump jest oddany pragnieniu ograniczenia globalnych zagrożeń nuklearnych” [17]. Pozostaje nam modlić się, by była to prawda – i zrozumieć, że zgłaszanie nowych ambicji nuklearnych raczej utrudni, niż ułatwi ten proces.
Czym jest odstraszanie nuklearne i strategia brinkmanship?
Mając już podstawę etyczną, można przejść do podpierających ją argumentów zgoła innej natury. Do podstaw dla posiadania broni nuklearnej, zwłaszcza własnego (pamiętajmy, że część państw z taką bronią nie posiada jej w ramach własnego programu, a dysponuje pociskami mocarstw atomowych, dzielących się swoim arsenałem z sojusznikami) należy założenie o odstraszaniu (tzw. Deterrence Theory), wedle którego sama groźba kary może powstrzymać wrogie państwo przed atakiem. Składają się na nią ogólnie rzecz biorąc trzy elementy: pewność jej zastosowania, wiarygodność jej istnienia i zdolność do jej egzekucji.
Dla przykładu: jeśli istnieją wrogie sobie państwa A i B, to państwo B musi posiadać takie narzędzie, którego zastosowanie w przypadku napaści państwa A:
- będzie wynikało z ogólnie znanej doktryny (pewność)
- będzie poparte realną groźbą (wiarygodność)
- będzie oparte o istniejące, zauważalne środki (zdolność).
A więc: Państwo B ogłasza, że wszelka agresja ze strony państwa A spotka się z eskalacyjną odpowiedzią (np. na atak rakietowy odpowie nalotami i inwazją lądową). Państwo A zyskuje wówczas pewność, że nie może atakować państwa B, chyba że wie, iż państwo B blefuje, ponieważ brakuje mu wiarygodności (ponieważ np. w przeszłości nie zareagowało na atak) albo wie, że państwo B nie posiada odpowiednio dużej armii do takiego działania – ergo brakuje mu zdolności eskalującej odpowiedzi. Te trzy elementy składają się na grę między państwami, w ramach której mogą one prowadzić rozmowy nt. konfliktogennych spraw (dyplomacja), rozpoznawać swoje realne zdolności (wywiad, szpiegostwo) lub testować reakcję (prowokacje). Warto przy tym zauważyć, że zdolność wynikająca z np. dużej liczby żołnierzy może być osłabiana, gdy brakuje wiarygodności np. z powodu braku doświadczenia w zarządzaniu nią etc.
Odstraszanie i międzypaństwowa gra mogą jednak łatwo zmienić się w grę na krawędzi (ang. brinkmanship), zmorę całego świata w trakcie Zimnej Wojny. Oznacza ona celowe eskalowanie konfliktu (także przed wybuchem pełnoskalowej wojny) tak, aby przeciwnik w końcu nie mógł dalej eskalować konfliktu z obawy przed katastrofą dla obu (lub więcej) stron – mówiąc karcianą terminologią, licytowanie stawki tak agresywnie, by przeciwnik w końcu musiał spasować. Zgodnie z doktryną brinkmanship, scenariusz sporu między państwem A a państwem B, przy założeniu że katastrofą jest wybuch wojny, a mediacje strony trzeciej zawodzą, mógłby wyglądać tak:
- Państwo A żąda od państwa B rezygnacji z posiadania artylerii dalekiego zasięgu, uznając takową za zagrożenie dla siebie.
- Państwo B odmawia i przesuwa część zawodowej armii bliżej granicy, demonstrując swoją gotowość do obrony suwerennej decyzji.
- Państwo A robi to samo + ogłasza mobilizację (np. zwiększa armię zawodową przez powołanie rezerwistów).
- Państwo B robi to samo + przeprowadza ćwiczenia wojsk rakietowych, zdolnych do rażenia miast państwa A w głębi terytorium.
- W tym momencie, przy jednoczesnej stanowczej retoryce przedstawicieli obu państw, napięcie między nimi dosięga bardzo wysokiego poziomu; mogą zdarzać się pomniejsze strzelaniny między żołnierzami na pograniczu, ryzykowne manewry lotnictwa obu stron, testowanie obrony powietrznej poprzez wysyłanie nieuzbrojonych dronów etc.
- Dwa warianty finału: katastrofa, a więc wybuch wojny, oraz ustępstwa którejś ze stron. Ten drugi wariant jest, w myśl brinkmanship, pożądany – ale żeby go osiągnąć, należy posiadać odstraszanie.
Oczywiście, to uproszczony scenariusz, a rzeczywiste przebiegi gry na krawędzi wyglądają bardzo różnie, zależnie chociażby od zbiegu okoliczności o własnej specyfice, kodów kulturowych stron etc. Historycznie najbardziej chyba znanym przykładem zastosowania brinkmanship był Kryzys Kubański (1962 r.), w którym Amerykanie wygrali grę na krawędzi w dużej mierze dzięki skutecznemu odstraszaniu. Przyjrzyjmy się danym:
| państwo | ilość broni atomowej |
| Rosja | 5459 |
| Stany Zjednoczone | 5277 |
| Chiny | 600 |
| Francja | 290 |
| Wielka Brytania | 225 |
| Indie | 180 |
| Pakistan | 170 |
| Izrael | 90 |
| Korea Północna | 50 |
Tabela: The International Campaign to Abolish Nuclear Weapons, Which countries have nuclear weapons? [18] / dane na 2025 r.
Mój główny wniosek z powyższego zestawienia jest jasny: globalny arsenał jest skrajnie asymetryczny. Ponad 80% światowych zasobów nuklearnych spoczywa w rękach zaledwie dwóch państw. Pokazuje to jednoznacznie, jak ekskluzywnym i trudnym do osiągnięcia statusem jest bycie mocarstwem atomowym.
Znając więc te konteksty, logicznym wydaje się stwierdzenie, że mocarstwa atomowe z zasady muszą wygrywać wszelkie gry, zwłaszcza grę na krawędzi, przeciwko państwom pozbawionym arsenału nuklearnego. Jest to jednak zdecydowanie pozorny wniosek, być może w teorii zakładającej sporą warunkowość prawdziwy, ale upadający w zderzeniu z praktyką przepełnioną innymi kontekstami. Chcąc przejść jednak do kluczowego, z perspektywy tego artykułu, wątku moralno-etycznego, wymienię jedynie pobieżnie przyczyny tego, czemu praktyka wypiera wspomnianą teorię.
Dlaczego broń atomowa nie gwarantuje bezpieczeństwa?
Po pierwsze, zawodzi wiarygodność. Groźby nuklearne Rosji w obecnej wojnie na Ukrainie są tego świetnym przykładem – nie ma wątpliwości, że Rosja posiada doktrynę „o charakterze defensywnym”, [19] zakładającą możliwość użycia atomu przy zagrożeniu jej integralności terytorialnej (a więc pewność) oraz spory arsenał (w tym gotowy do użycia – ok. 1500 pocisków [20]). Z drugiej strony użycie broni atomowej byłoby krokiem prowadzącym do katastrofalnej eskalacji, dlatego Rosja najwyraźniej stara się go uniknąć, zadowalając się dotychczasowymi zdobyczami i przewagą konwencjonalną [21a][21b][21c][21d], bez ryzykowania napięć z państwami trzecimi. Podobnie, zarówno Indie, jak i Pakistan mają doktryny [22], które w zaistniałej w maju 2025 r. sytuacji usprawiedliwiałyby użycie broni atomowej, a jednak zdecydowały się na eskalację zakończoną mediacjami innych państw. W obu sytuacjach wiarygodność użycia broni nuklearnej jest lub była za mała, by powstrzymać drugą stronę od dalszego “licytowania”.
Po drugie, istnieją formalne sojusze i nieformalne wspólnoty interesów, które odstraszają użycie atomu. Nawet jeśli państwo A i państwo B toczyłyby wojnę, wyeskalowaną do maksimum, ponad którym istnieje już tylko opcja atomowa, to oba musiałyby się liczyć, że nie są jedynymi państwami na Ziemi. Sojusze formalne (takie jak NATO) sprawiają, że zrzucenie bomby atomowej na jedno z państw sojuszu prowokuje reakcję pozostałych państw (notabene: Artykuł V NATO nie oznacza jednoznacznie wspólnego prowadzenia wojny obronnej w formie kinetycznej – mówi o podjęciu „działań, jakie uzna za konieczne”, co w praktyce może oznaczać zarówno bezpośrednie wysłanie wojsk do pomocy, jak i jedynie przekazanie sprzętu obronnego). Nieformalne wspólnoty interesu (np. państwo C mające interes w tym, aby państwo B nie wygrało dzięki atomowi, albo żeby użyciem atomu nie wpłynęło na handel z państwem A), o wiele mniej precyzyjnie określone i stanowczo bardziej dynamiczne, również oddziałują na proces decyzyjny w użyciu atomu.
Po trzecie – co chyba najbardziej istotne – nawet przy istnieniu wiarygodności, państwo atomowe nie musi oceniać stawki Gry na tyle wysoko, by warto było dla niej ryzykować eskalację do gry na krawędzi. Sumując koszty polityczne (wewnętrzne i zewnętrzne) i ryzyko ekonomiczne można dojść do – cynicznego poniekąd – wniosku, że dążenie do wygranej konwencjonalne jest bardziej opłacalnym wyjściem (nawet jeśli osłabia wiarygodność – wspomniana Rosja w wojnie na Ukrainie) lub nawet zrezygnować (jak np. Stany Zjednoczone w wojnie wietnamskiej, w której koszta polityczne były większe niż przewaga militarna w terenie). Właśnie dlatego Thomas Schelling [23] stwierdza, że w większości przypadków „dwie strony nie mogą pokonać się nawzajem, mając przewagę sił; mogą wyrządzić sobie krzywdę. Siłą mogą spierać się o obiekt pożądania; samą przemocą mogą go zniszczyć”.
Świetnym przykładem, dlaczego posiadanie broni atomowej nie musi decydować o odstraszaniu i (nieco paradoksalnie) dlaczego asymetria stawki łagodzi posiadanie broni atomowej, jest spór między Państwem Izrael a Islamską Republiką Iranu. Obie strony uważają sam fakt istnienia drugiej za akt wojny, przy czym rządzona przez szyickich fanatyków Islamska Republika uważa, że jedynym jej zakończeniem jest koniec istnienia którejś z nich. Izrael, chociaż z wielkim zadowoleniem widziałby tzw. „zmianę reżimu” w Iranie, to zakłada, że możliwe jest zakończenie wojny poprzez fizyczne i deklaratywne zakończenie wrogości ze strony Teheranu (co wynika z przemowy premiera Netanyahu [24] w dniu rozpoczęcia – trwającej, gdy piszę ten tekst – operacji „Roar of Lion”). W konflikcie tym Izrael posiada broń atomową, której mógłby użyć, ale rezygnuje z tego: niekoniecznie tyle z wystarczalności przewagi nad wrogiem (jak Rosja), co z niżej określonej stawki konfliktu (Izrael nie musi zlikwidować Islamskiej Republiki, by wygrać).
Innym przykładem, jak odstraszanie może być łagodzone, to ostatnia faza właśnie brinkmanship w przypadku Ukrainy. Doktryna pomocy prezydenta Bidena zakładała, że należy udostępniać Ukraińcom tyle środków obronnych, by mogli się bronić, ale nie wygrać – nie był to tyle efekt odstraszania, co właśnie ruchów w ramach gry na krawędzi. Gdy jesienią 2022 r. Ukraińcy poprowadzili niezwykłą ofensywę, w której udało im się odbić prawobrzeżny Chersoń, Waszyngton uznał, że ten – zdaniem Kijowa połowiczny – sukces wystarczy. Było to jednak wynikiem kalkulacji, nie skutecznego odstraszania ze strony Rosji, ponieważ jeszcze w październiku amerykański Sekretarz Obrony Lloyd Austin zakomunikował rosyjskiemu odpowiednikowi, że jakakolwiek odpowiedź za pomocą atomu spotka się ze stanowczym sprzeciwem Stanów Zjednoczonych, co również zakomunikował (możliwe, że na prośbę Waszyngtonu właśnie) również Pekin, o którym Amerykanie wiedzieli, że ma większy wpływ na Moskwę (wydarzenia te opisuje Bob Woodward w swoim reportażu „War” [25]). To nie rosyjskie odstraszanie zatrzymało ofensywę Ukraińców, a amerykański ruch w grze na krawędzi. Przewaga Stanów Zjednoczonych w niej, dzięki dyplomacji i pewności oraz wiarygodności przewyższyła odstraszanie Moskwy, chociaż jednocześnie uszanowała na tyle, by obaj gracze mogli zrobić krok w tył.
Drony wojskowe – czy mogą być najlepszą obroną przed Rosją?
W ramach ostatniego argumentu praktycznego warto rozważyć, czy w ogóle potrzebujemy atomu poza scenariuszem apokaliptycznym, w którym Polska zagrożona podbojem decyduje się wraz ze sobą pociągnąć agresora w otchłań. Jeśli zakładamy, że bezsprzecznym jest, iż potrzebujemy nowych narzędzi, by skutecznie odstraszać potencjalnych adwersarzy (na ten moment jasnym jest, że chodzi głownie, a być może nawet wyłącznie, o Rosję), to powstaje pytanie: czy naprawdę atom jest najlepszym wyborem z praktycznego punktu?
Wykorzystanie bezzałogowych statków powietrznych, różniących się rozmiarami i przeznaczeniem, ale połączonych nazwą dronów, nie jest żadną nowością na polu bitwy (nawet najbardziej konserwatywne ich definiowanie cofnie nas jeszcze do XX wieku). Obecnie natomiast wojna na Ukrainie uwydatniła ich pożyteczność w wojnie konwencjonalnej, a coraz szersze użycie przez różne rodzaje sił zbrojnych na wszystkich zamieszkałych przez człowieka kontynentach potwierdzają ją. Chociaż nie są doskonałym ersatzem floty powietrznej, to sieją zniszczenie jako broń piechoty tak wśród siły żywej, jak i pojazdów – lekkich (jak samochody), średnich (jak wozy) i ciężkich (jak czołgi).
W lutym 2025 r. Center for Strategic and International Studies z siedzibą w Waszyngtonie opublikowało raport nt. używanej przez Rosję amunicji powietrznej. Wynikają z niego przede wszystkim dwie rzeczy:
- drony Shahed, mimo że przewożą nieporównywalnie mniejszy ładunek wybuchowy, to kosztują kilkakrotnie mniej niż konwencjonalne pociski balistyczne (Shahed kosztuje ok. 35 tys. USD i ma 50 kg ładunku wybuchowego, rakieta KH-59 kosztuje 500 tys. USD i ma 320 kg ładunku, a Iskander-M – 2 mln USD za 450 kg)
- drony rzadziej dosięgają celów (jedynie 10% przy 29% KH-59 i 90% Iskander-M), ale mają o wiele lepszy wynik w stosunku koszt/trafienie (353 tys. USD vs 1,8 mln USD/trafienie w wypadku KH-59 i 2,2 mln USD/trafienie dla Iskandera-M) [26].
Nasuwa się wniosek, że drony nie muszą stanowić głównej siły uderzeniowej, by zmuszać wroga do znacznych kosztów. Obrona przeciwlotnicza, mierząc się z salwą składającą się z chmary dronów i kilkunastu pocisków rakietowych, najczęściej nie może – wobec ograniczonych możliwości strzałów na minutę i zapasów amunicji – decydować się na choćby próbę zestrzelenia każdego obiektu. Pamiętajmy, że istnieją również drony-wabiki, które nie mają wartości bojowej, ale służą do przyciągania uwagi obrońców i mylenia inteligentnych pocisków. Ofiarą takiego rodzaju amunicji była w ostatnim czasie chociażby Polska, która „zaatakowana” kilkunastoma dronami Gerbera (wabikami właśnie), zmuszona była do poderwania samolotów własnych i sojuszniczych, przy czym koszt drona nie przekracza 20 tys. USD, a samolotowe pociski AMRAAM, służące do strącania takich właśnie celów w powietrzu, przekraczają 2 mln USD [27].
Jednocześnie, utrzymanie arsenału atomowego samo w sobie jest dość drogim przedsięwzięciem. W 2024 r. Francja wydała na ten cel 6,9 mld USD (24 mln/ładunek), USA 56,8 mld USD (11 mln/ładunek) a Izrael 1,1 mld USD (12 mln/ładunek) [28] – zróżnicowane koszty takiego utrzymania wynikają z licznych czynników (liczba pocisków gotowych do użytku, rodzaj sił zbrojnych nimi dysponujących etc.) stąd nie można oszacować jednoznacznie „opłacalności”, poza tym, że jest to niemało – a mówimy o utrzymaniu, nie stworzeniu całego programu atomowego od zera. Jednocześnie należy pamiętać, że do obsługi takiej broni należy posiadać odpowiednie łodzie podwodne, pociski balistyczne lub bombowce strategiczne (te trzy środki naraz tworzą tzw. Triadę Atomową – posiadają ją USA, Rosja, Chiny i Indie). Polska nie posiada żadnego z tych rodzajów uzbrojenia, co oznacza, że musiałaby również na tym polu zaczynać od podstaw.
Mówimy więc nie o latach, ale o dekadach samych technikaliów – pomijając kwestie finansowania, prawa międzynarodowego czy ryzyko pogorszenia relacji z państwami występującymi przeciwko proliferacji broni atomowej. Nawet jeśli rozwijanie części aspektów związanych z programem broni atomowej jest legalne i nie musi budzić sprzeciwu, to naiwnym jest twierdzić, że umkną one uwadze wywiadów obcych państw (nie jest to zresztą rolą takiego procesu). Dochodzi przy tym do pewnego braku logiki. Jeśli zakładamy, że potrzebujemy własnej broni atomowej do celów obronnych, to znaczy, że nie wierzymy w wartość sojuszu NATO. Jeśli nie wierzymy w niego, to czemu zakładamy, że będzie nas bronił przed Rosją w trakcie realizacji programu atomowego? Jeśli zakładamy, że sojusz NATO wystarczy do odstraszania Rosji, to po co nam broń nuklearna?

Obraz: Liczba broni atomowej na świecie obecnie i w przeszłości [29]
Oczywiście nie można popadać w tzw. dronozę — przekonanie, zgodnie z którym drony miałyby być ostatecznym etapem ewolucji pola walki, kojarzone z powiedzeniem, że „generałowie zawsze przygotowują się do wojny, która już była”. Powstają i istnieją różnego rodzaju środki ich zwalczania – od tworzenia stref antydostępowych przy użyciu systeqmów generujących impulsy elektromagnetyczne (EMP) na dużym obszarze, po ręczne „karabiny-zakłócacze” mogące strącać nadlatujące bezzałogowce na niedużym dystansie. Przy czym nawet najlepsze drony nie są porównywalne z nowoczesnymi myśliwcami takimi jak F-35 czy F-22… co nie do końca jest naszym problemem, ponieważ Rosja co prawda dysponuje samolotami piątej generacji, ale dopiero na wstępnej fazie użytkowania na polu bitwy.
W każdym razie drony jako ersatz lotnictwa, powtarzam, o ile faktycznie nie są najlepsze, to mają jednak do odegrania inne kluczowe role: jako chmary paraliżujące obronę powietrzną, śmiertelnie niebezpieczna i demoralizująca broń piechoty, wsparcie logistyczne oraz wywiadowcze. Wejście potęgi militarnej do walki z mniejszym, ale najeżonym dronami krajem napiętnowane jest zatem wysokimi kosztami, również tymi pośrednimi, wynikającymi z codziennych nalotów na znajdujące się na tyłach rafinerie, miasta, centra przemysłowe itp. Co więcej, “proliferacja dronów” nie jest napiętnowana negatywnie w stosunkach międzynarodowych. Masowy i jakościowy rozwój sił zbrojnych wokół dronów ma więc potencjał na stanowienie odpowiedniego narzędzia odstraszania na warunki i możliwości Polski tu i teraz, a nie w perspektywie kilkunastu-kilkudziesięciu lat.
Podsumowując powyższe rozważania: dążenie do posiadania broni nuklearnej przez Polskę jest nieuzasadnione operacyjnie i moralnie niedopuszczalne. Nasze bezpieczeństwo możemy budować na nowocześniejszych, tańszych i etycznie akceptowalnych środkach odstraszania, takich jak rozwój systemów bezzałogowych.
Zakończę słowami modlitwy Ojca Świętego Leona XIV:
Panie, oświeć przywódców narodów,
aby mieli odwagę porzucić śmiercionośne projekty,
zatrzymać wyścig zbrojeń
i postawić w centrum życie najsłabszych.
Spraw, aby zagrożenie nuklearne nigdy więcej nie determinowało przyszłości ludzkości [30].
***
Instytut Tertio Millennio, stawiając sobie za cel popularyzację nauczania społecznego Kościoła, ceni pluralizm opinii służący prawdzie, przy zachowaniu kultury dyskusji i wzajemnego szacunku. Teksty z działu „opinia” nie zawsze odzwierciedlają poglądy redakcji. Zapraszamy do polemiki, również na łamach tertio.pl.
Przypisy
[1] https://www.rp.pl/spoleczenstwo/art43900651-bron-atomowa-dla-polski-polacy-zdecydowali-w-sondazu
[2] https://www.rp.pl/spoleczenstwo/art43900651-bron-atomowa-dla-polski-polacy-zdecydowali-w-sondazu
[3] https://www.clusterconvention.org/states-parties/
[4] https://www.clusterconvention.org/states-parties/
[5] https://holyseemission.org/contents/statements/57e9caa13e2fe.php
[6] https://www.mop.pl/doc/html/encykliki/Encyklika%20Pacem%20in%20terris.htm
[8] https://www.mop.pl/doc/html/encykliki/Encyklika%20Populorum%20progressio.htm
[17] https://statedept.substack.com/p/the-next-era-of-nuclear-arms-control
[18] https://www.icanw.org/nuclear_arsenals
[19] https://www.mid.ru/en/foreign_policy/international_safety/1434131/
[20] https://www.armscontrol.org/factsheets/nuclear-weapons-who-has-what-glance
[21a] https://www.foreignaffairs.com/russia/ukraine-losing-war
[21b] https://www.csis.org/analysis/russias-grinding-war-ukraine
[21c] https://www.cfr.org/articles/comparing-size-and-capabilities-russian-and-ukrainian-militaries
[21d] https://foreignukraines.com/2025/10/06/how-small-states-defeated-large-countries-during-war/
[23] Thomas C. Shelling, Arms and Influence, 1966.
[25] Bob Woodward, War, 2024.
[26] https://www.csis.org/analysis/calculating-cost-effectiveness-russias-drone-strikes
[27] https://www.csis.org/analysis/calculating-cost-effectiveness-russias-drone-strikes
[28] https://www.icanw.org/global_spending_on_nuclear_weapons_topped_100_billion_in_2024
[29] https://www.statista.com/statistics/752508/number-of-nuclear-warheads-worldwide-overtime/
[30] https://www.vatican.va/content/leo-xiv/pl/prayers/documents/20260305-popesprayer-marzo.html
Wszystkie dane nt. ilości głowic atomowych co do roku pochodzą z: https://ourworldindata.org/nuclear-weapons
