Psychologia i religia. Poszukiwanie sensu po upadku metanarracji

"Wędrowiec nad morzem mgły", Caspar David Friedrich, 1818

Świat współczesny „jęczący i wzdychający”, jak pisał Jan Paweł II, wciąż oczekuje objawienia się synów Bożych – ludzi, którzy nie tylko znają siebie, ale pozwolili, by ich życie zostało przemienione przez łaskę. Psychologia może pomóc człowiekowi zrozumieć siebie, lecz tylko wiara pozwala mu zrozumieć, kim naprawdę jest – pisze Tomasz Motyczyński.

Jak trudno zrozumieć, dlaczego w świecie, który potrafi leczyć choroby przez stulecia skracające ludzkie życie, tak wielu ludziom wciąż trudno znaleźć powód, by żyć. Dlaczego w epoce zaawansowanej techniki wciąż wykorzystuje się ją do prowadzenia wojen?

Konflikty między narodami i wewnątrz nich, gwałtowne przemiany kulturowe, media i konsumpcjonizm bez wątpienia wpływają na rozpowszechnienie wielu zaburzeń, chorób psychicznych lub zwyczajnej życiowej pustki. Wydają się one zarazem silnie motywować człowieka do prób odnalezienia się w świecie i do stawiania pytań o własną naturę.

Psychologia

Ludzie wychodzący ze świątyń zdają się potwierdzać tezę, że coraz rzadziej szukają tam odpowiedzi na pytania o sens i sposób odnalezienia się w życiu. Jednocześnie rośnie liczba osób zainteresowanych psychologią – jedynie między 2019 a 2023 rokiem liczba studentów psychologii w Polsce wzrosła o 106%[2]. To wyraźna odpowiedź na zwiększone zapotrzebowanie na profesjonalną pomoc i znak, że właśnie tam współcześni młodzi ludzie szukają prawdy o człowieku.

Jak ten trend pogodzić z katolickim nauczaniem, według którego „tylko w Bogu człowiek znajdzie prawdę i szczęście, których nieustannie szuka” (KKK 27)[3]? Czy sama psychologia wystarczy człowiekowi do odnalezienia szczęścia i wartościowych odpowiedzi na nurtujące go pytania?

Dyscyplina ta odnosi przecież wymierne sukcesy. Jak pokazują badania, skuteczność psychoterapii w leczeniu wielu zaburzeń psychicznych jest często porównywalna do farmakoterapii. Oczywiście żadna z tych metod nie daje stuprocentowej skuteczności, a ich efektywność – choćby w leczeniu uzależnień – wciąż nie jest w pełni zadowalająca. Prace naukowe wskazują jednak, że pacjenci (czy, jak dziś częściej się mówi, klienci) dzięki psychoterapii, oprócz redukcji objawów chorobowych, zyskują również głębsze poznanie siebie czy poczucie sprawczości. Współczesna psychologia dysponuje wieloma skutecznymi narzędziami do wniknięcia w swoje potrzeby i emocje, jak również tymi służącymi do poprawy komunikacji międzyludzkiej.

Czy psychologia i religia mają elementy wspólne?

Rozważając zagadnienie styku psychologii i religii, warto zauważyć, że psychologia łączy w sobie zarówno wymiar empiryczny, jak i teoretyczny. O ile wyniki rzetelnie przeprowadzonych badań empirycznych mają charakter obiektywny, o tyle teorie psychologiczne, które próbują je interpretować, często znacząco się różnią – niekiedy nawet wzajemnie wykluczają.

Podobnie jak religia (a nawet środowiska wewnątrz Kościoła katolickiego), psychologia nie jest monolitem, lecz zbiorem wielu szkół i nurtów odmiennie rozumiejących naturę człowieka, jego motywacje oraz relację do transcendencji. Różni badacze i myśliciele udzielają odmiennych odpowiedzi na pytanie o charakter relacji między psychologią a religią[4].

W klasycznym ujęciu relacji między teologią i psychologią wyróżnia się cztery podejścia: konfliktu, podporządkowania, paralelizmu oraz integracji.

Model konfliktu zakłada, że religia i psychologia pozostają wobec siebie w opozycji. Nurt ten reprezentują m.in. klasyczna psychoanaliza Freuda oraz psychologia marksistowska. Religia traktowana jest w nich jako przejaw niedojrzałości lub iluzorycznej świadomości, a jej doświadczenia redukowane są do uwarunkowań psychicznych bądź społeczno-ekonomicznych. Freud uważał, że religia jest formą nerwicy natręctw, wyrazem lęku i infantylizmu, zaś marksizm – że stanowi fałszywe odbicie rzeczywistości. W tym ujęciu psychologia staje się narzędziem demaskowania religii jako zjawiska szkodliwego i irracjonalnego.

Model podporządkowania zakłada nadrzędność jednej dziedziny nad drugą. Może przyjmować dwie formy: psychologizacji religii lub teologizacji psychologii. W pierwszym przypadku doświadczenie religijne tłumaczone jest w kategoriach psychologicznych, co prowadzi do jego redukcji do zjawisk wewnątrzpsychicznych. W drugim – wyniki badań psychologicznych poddaje się ocenie teologicznej i podporządkowuje normom wiary, z czym mamy do czynienia choćby w teologii pastoralnej.

Do nurtu podkreślającego pozytywną rolę religii należą m.in. Jung i Fromm, którzy wskazywali na religijność jako naturalny element struktury psychicznej człowieka i źródło jego rozwoju. Jung pisał:

„Dusza z natury posiada funkcję religijną. […] Gdyby w duszy nie tkwiły dające się przeżywać najwyższe wartości, w ogóle nie interesowałbym się psychologią, ponieważ dusza byłaby tylko ‘nędznym oparam’. Wiem jednak na podstawie setek doświadczeń, że tak nie jest i że tkwi w niej odpowiednik tych wszystkich rzeczy, które znalazły wyraz w dogmatach, a ponadto coś, co pozwala być duszy owym okiem, którego przeznaczeniem jest oglądać światło. […] Nie ja przypisuję duszy funkcję religijną, lecz jedynie przytaczam fakty, które dowodzą, że dusza jest naturaliter religiosa, tj. że posiada funkcję religijną”[5].

Model paralelizmu głosi niezależność obu dziedzin: psychologia zajmuje się mechanizmami psychicznymi człowieka, a religia – jego relacją do Boga. Obie poruszają się więc w odmiennych płaszczyznach poznania – empirycznej i transcendentnej – lecz nie muszą pozostawać w konflikcie.

Model integracji postuluje możliwość twórczego połączenia obu dziedzin. Zarówno religia, jak i psychologia badają człowieka – choć czynią to odmiennymi metodami – dlatego mogą się wzajemnie uzupełniać. Integracja zakłada, że poznanie psychologiczne i religijne nie stoi w sprzeczności, lecz może wspólnie przybliżać prawdę o człowieku. W tym duchu wypowiadali się m.in. Allport, Frankl czy przedstawiciele psychologii humanistyczno-egzystencjalnej, podkreślając rolę religijności w rozwoju osobowości oraz przezwyciężaniu cierpienia egzystencjalnego.

Podejście to było również bliskie Janowi Pawłowi II, który wskazywał, że istnieje pole do współpracy między psychologią i psychiatrią a religią. Papież przestrzegał jednak przed niebezpieczeństwem oderwania tych dziedzin od zdrowej antropologii chrześcijańskiej, według której nie sposób zrozumieć człowieka w oderwaniu od Boga:

„Z samej swej natury wasza praca często prowadzi was na próg tajemnicy człowieka. Wymaga wrażliwości na często splątane mechanizmy ludzkiego umysłu i serca oraz otwartości na ostateczne pytania, które nadają sens życiu człowieka. Są to obszary najwyższej wagi dla Kościoła, a zarazem przywołują pilną potrzebę konstruktywnego dialogu między nauką a religią – po to, by rzucić pełniejsze światło na tajemnicę człowieka w całej jej pełni. Historia zaangażowania Kościoła w troskę o chorych – zwłaszcza o ubogich i wykluczonych – zakorzeniona jest w przekonaniu, że osoba ludzka stanowi jedność ciała i ducha, posiadając nienaruszalną godność istoty stworzonej na obraz Boga i powołanej do przeznaczenia transcendentnego. Z tego powodu Kościół jest przekonany, że żadna adekwatna ocena natury człowieka ani jego potrzeb w zakresie spełnienia i dobrostanu psychiczno-społecznego nie może być dokonana bez uwzględnienia duchowego wymiaru człowieka i jego zdolności do samotranscendencji”[6].

Czy współczesna psychologia zaczyna wypierać religię?

Jak wytłumaczyć w świetle przedstawionego podziału przemiany zachodzące we współczesnym społeczeństwie? Czy psychologia nie tyle tylko dzieli wspólne elementy z religią, ale przyjmuje już pewne cechy kultu? Czy wizja człowieka, którą niesie, faktycznie jest neutralna?

Znany amerykański psycholog Abraham Maslow, twórca piramidy potrzeb, pisał:

„Wartości Bytu są postrzegane jako wartości ostateczne, same w sobie, doświadczane jako samousprawiedliwiające się, autowalidujące, wewnętrznie cenne. Wzbudzają podziw, skłaniają do adoracji, uwielbienia, a nawet poświęcenia życia. Kontemplacja ich i zjednoczenie z nimi dają największą radość, do jakiej zdolna jest istota ludzka”[7].

Amerykański psycholog chrześcijański Paul Clayton Vitz zauważa, że „psychologie ja”, takie jak koncepcje Fromma, Rogersa, Maya czy Maslowa, często funkcjonują jak „religie” w frommowskim sensie tego słowa. Vitz określa je mianem selfizmu – religii skupionej na czci własnego „ja”, przejawiającej się w nieustannym podkreślaniu prawa jednostki do nieograniczonego samowyrażania się, twórczości i zmiany.

„Selfistom wydaje się, że nie istnieją akceptowalne powinności, zakazy czy ograniczenia. Istnieją natomiast jedynie prawa i możliwości do zmiany, przy jednoczesnym braku niezmiennych zależności moralnych i związków interpersonalnych”[8].

Selfizm, zdaniem Vitza, prowadzi do racjonalizacji konsumpcjonizmu oraz rozwoju w szerokim wymiarze społeczno-kulturowym narcyzmu.

Analizując zachowania w dzisiejszym społeczeństwie, rozbitym i zwróconym ku sobie, trudno nie zauważyć, że selfizm w pewnym stopniu przeniknął do powszechnej świadomości.

Czy współczesna psychoterapia, w swojej rozbudowanej formie, nie pełni funkcji quasi-religijnej? Czy psychoterapeuta nie staje się nowym kapłanem – depozytariuszem szczególnej wiedzy o człowieku, przewodnikiem po ścieżkach wewnętrznego oczyszczenia, które ma prowadzić do „oświecenia”, czyli odkrycia autentycznego Ja? Czy proces terapii, polegający na przepracowywaniu traum z dzieciństwa – „grzechów” – nie przyjmuje dziś form rytuału pokutnego, wpisanego w świecką liturgię samorozwoju? Czy wreszcie samorozwój nie staje się nowym dogmatem, a przyznanie się do uczestnictwa w terapii – współczesnym wyznaniem wiary w człowieka?

Norma, prawda, wolność

W jaki sposób odróżnić, czy procesy zachodzące w psychice lub zachowania są „normalne”? To pytanie należy do najbardziej złożonych w całej psychologii i psychiatrii. Wystarczy przywołać przykład: ten sam pocałunek dwóch mężczyzn może zostać zupełnie inaczej zinterpretowany we Francji, w kulturze mafijnej, w relacjach rodzinnych czy na ulicy dużego miasta. Oznacza to, że pojęcie normy psychicznej i behawioralnej wymaga uwzględnienia wielu wymiarów – kulturowego, społecznego, adaptacyjnego, statystycznego, a także emocjonalnego.

Norma zależy więc nie tylko od rzadkości danego zachowania czy jego nieprzewidywalności, ale także od tego, czy budzi ono lęk, dyskomfort lub prowadzi do cierpienia i upośledzenia funkcjonowania jednostki w istotnych obszarach życia. W wielu przypadkach właśnie klinicznie istotne, subiektywne cierpienie pozostaje najważniejszym kryterium zaburzenia.

Z tego względu współczesna psychologia i psychiatria nie mówi dziś o jednej normie, lecz o wielu kryteriach normalności. W swoim podejściu nie odwołuje się jednak do norm obiektywnych ani do kategorii prawdy, najwyżej do społecznie akceptowanych standardów moralnych.

Uzależnianie norm ludzkich zachowań wyłącznie od czynników społecznych i kulturowych niesie w sobie poważne ryzyko – prowadzi bowiem do stopniowego rozmycia pojęcia dobra i prawdy. Gdy to, co „normalne”, zaczyna być definiowane jedynie przez zmienne układy społeczne lub dominujące narracje kulturowe, norma traci odniesienie do obiektywnego wymiaru człowieczeństwa.

Jeszcze bardziej niebezpieczne wydaje się przenoszenie źródła normy do wnętrza jednostki, uznanie, że to ona sama – poprzez własne emocje, potrzeby i doświadczenia – stanowi miarę dobra. Taki sposób myślenia jest też jednym z przejawów selfizmu.

Można zatem zapytać, czy nie obserwujemy dziś skutków tej przemiany w rosnącym kryzysie więzi, sensu i wspólnego systemu wartości, które niegdyś stanowiły fundament ludzkiego doświadczenia i życia społecznego.

Czy zjawiska te nie są jedynie przejawem relatywizmu co także przenikania pewnych elementów kultury terapeutycznej do sfery publicznej?

Jan Paweł II przypominał, że prawdziwa wolność nie może istnieć bez zakorzenienia w prawdzie:

„Wolność jednak w pełni jest dowartościowana jedynie poprzez przyjęcie prawdy: w świecie bez prawdy wolność traci swoją treść, a człowiek zostaje wystawiony na pastwę namiętności i uwarunkowań jawnych lub ukrytych” (Centesimus Annus, 46).

Poznanie siebie

Zarówno Pismo Święte, jak i tradycja chrześcijańska uczą, że poznanie siebie jest niezbędnym etapem wzrostu wewnętrznego. Mówią o tym wielcy chrześcijańscy myśliciele, jak choćby św. Tomasz z Akwinu czy św. Teresa z Ávili. „Rozważmy, oceńmy swe drogi, powróćmy do Pana” (Lm 3,40) – zachęca prorok, wskazując, że refleksja nad sobą stanowi pierwszy krok w kierunku nawrócenia. Podobnie Jezus mówi: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,31–32).

Poznanie prawdy o sobie, ze wszystkimi jej zranieniami, mechanizmami obronnymi i lękami, jest konieczne, by człowiek mógł doświadczyć prawdziwej wolności. W tym sensie psychologia i psychoterapia mogą stać się cennymi narzędziami na drodze oczyszczenia – pomagają uporządkować emocje, zrozumieć własne reakcje, pojednać się z przeszłością. Jednak nie są celem samym w sobie. Pozostają środkiem, który może przygotować grunt pod głębsze spotkanie – to, które dokonuje się na płaszczyźnie duchowej. Łaska bazuje na naturze!

Zwrócenie się ku swojemu wnętrzu w ujęciu chrześcijańskim nie jest selfizmem, ale etapem na drodze poznania Boga, dzięki któremu człowiek może wyruszyć na prawdziwą ścieżkę spotkania z Absolutem. Znany teolog Karl Rahner powiedział kiedyś: „Dwudziestopierwszowieczny chrześcijanin będzie mistykiem, albo nie będzie go wcale”[9].

Prawdziwe światło zaczyna rozbłyskać dopiero wtedy, gdy człowiek, poznawszy siebie, otwiera się na Tego, który go stworzył. W tym sensie narzędzia psychologiczne mogą pomóc człowiekowi zejść głębiej, ale tylko wtedy, gdy pamięta, kim jest osoba ludzka: jednością ciała i ducha, istotą stworzoną „na obraz i podobieństwo Boga”. Uporządkowanie sfery emocji, w której psychologia ma wiele do zaoferowania, może stać się wstępem do prawdziwego zanurzenia się w głębię duszy. Ale dopiero spotkanie z Bogiem czyni to poznanie pełnym i uzdrawiającym.

Świat współczesny „jęczący i wzdychający”, jak pisał Jan Paweł II, wciąż oczekuje objawienia się synów Bożych – ludzi, którzy nie tylko znają siebie, ale pozwolili, by ich życie zostało przemienione przez łaskę. Psychologia może pomóc człowiekowi zrozumieć siebie, lecz tylko wiara pozwala mu zrozumieć, kim naprawdę jest.

Bibliografia

Czy religia kłóci się z psychologią?, Deon, dostęp 06.11.2025.

Jan Paweł II, Encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009, s. 684.

Katolik na kozetce. Szanse i zagrożenia pomocy psychologicznej dla wierzących, Klub Jagielloński, dostęp 06.11.2025.

Kozetka czy konfesjonał?, Opoka, dostęp 06.11.2025.

Ladmanová Michaela i in., Client-identified outcomes of individual psychotherapy: a qualitative meta-analysis, The Lancet Psychiatry, Vol. 12, Issue 1, s. 18–31.

Psychologia jako religia, Holistic News, dostęp 06.11.2025.

Zimbardo Philip G., Gerrig Richard J., Psychologia i życie, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2012.

Żylicz Piotr Olaf, Psychologia i religia, cz. I i II, Studia Philosophiae Christianae, 1993.

Przypisy

[1] Encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II, s. 21, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009

[2] Czerniak A., Gruszka-Gosiewska A., Koszur J., Ziółkowska A., Studia psychologiczne w Polsce. Raport za lata 2019-2024.

[3] Katechizm Kościoła Katolickiego, Wydawnictwo Pallotinum 1994, nr 27.

[4] Makselon J., Relacje między psychologią a religią, ANALECTA CRACOVIENSIA XX, 1988.

[5] Jung C. G., Psychologia a religia, Warszawa 1970, s. 99.

[6] Jan Paweł II, Przemówienie do członków Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i Światowego Towarzystwa Psychiatrycznego, 4 stycznia 1993 r.

[7] Maslow A. H., The Farther Reaches of Human Nature, 1971, tłum. własne.

[8] Vitz Paul C., Psychology as Religion: The Cult of Self-Worship, 1977, tłum. własne.

[9] Encykliki Ojca świętego Jana Pawła II, s. 684, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009.

Tomasz Motyczyński
Tomasz MotyczyńskiStudent kierunku lekarskiego na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Fascynuje go człowiek, jego cielesność, myśl i duch. Od medycyny i psychologii, po filozofię i teologię. Prywatnie lubi podróże, książki i sztukę.