W styczniu miały miejsce trzy znaczące wydarzenia noszące wyraźny ślad papieża Leona. Każde z nich miało zdecydowanie chrystocentryczne zabarwienie: rozpoczęcie nowego cyklu refleksji podczas audiencji generalnych; zwołanie nadzwyczajnego konsystorza kardynałów; oraz ważne przemówienie do korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej. W każdym z nich dostrzegamy odzyskanie centralnego znaczenia słów „w Chrystusie” – pisze Robert P. Imbelli.
Często zwracałem uwagę na osobliwe zjawisko. Nierzadko w prasie katolickiej, a nawet w czasopismach naukowych, komentatorzy i teologowie z powagą przywołują pierwszy rozdział Lumen Gentium, dogmatycznej konstytucji Soboru Watykańskiego II o Kościele. „Kościół jest (…) jakby sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego”. Jednak w pośpiechu, by podkreślić jedność ludzkości, ci, którzy cytują powyższe słowa, pomijają dwa kluczowe wyrazy: „w Chrystusie”.
Papież, którego dewizą biskupią jest „In Illo Uno Unum”, nie tylko nie będzie zaniedbywał tego „w Chrystusie” – uczyni je centralnym punktem swojego pontyfikatu. Istotnie, pierwszy rok magisterium Leona XIV naznaczony był konsekwentnym i spójnym przedstawianiem wizji chrystocentrycznej.
Jezus Chrystus jest rzeczywiście Lumen gentium – Światłością narodów. A jak lubił rozważać duchowy „ojciec” papieża, Augustyn z Hippony: „w Jego światłości widzimy światłość”.
Choć Leon XIV został wybrany dokładnie rok temu, pod wieloma względami pontyfikat leonowy rozpoczął się dopiero w styczniu tego roku, po zakończeniu Roku Jubileuszowego, zainaugurowanego przez papieża Franciszka. Przez pozostałą część 2025 roku Leon kontynuował podczas audiencji generalnych katechezy na temat rozpoczęty przez swojego poprzednika.
W styczniu miały miejsce trzy znaczące wydarzenia noszące wyraźny ślad papieża Leona. Każde z nich miało zdecydowanie chrystocentryczne zabarwienie: rozpoczęcie nowego cyklu refleksji podczas audiencji generalnych; zwołanie nadzwyczajnego konsystorza kardynałów; oraz ważne przemówienie do korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej. W każdym z nich dostrzegamy odzyskanie centralnego znaczenia słów „w Chrystusie”.
Podczas swojej pierwszej audiencji generalnej nowego roku (7 stycznia) Leon ogłosił zamiar poświęcenia serii wystąpień ponownemu rozważeniu dokumentów Soboru Watykańskiego II. Powiedział do zgromadzonych: „Sobór Watykański II na nowo odkrył oblicze Boga jako Ojca, który w Chrystusie wzywa nas, abyśmy byli Jego dziećmi; spojrzał na Kościół w świetle Chrystusa, światłości narodów, jako na misterium komunii i sakrament jedności między Bogiem a Jego ludem”.
Tego samego dnia rozpoczął się nadzwyczajny konsystorz. Warto zauważyć, że papież Franciszek rzadko korzystał z rady kolegium kardynalskiego, podczas gdy Leon niemal natychmiast przywrócił praktykę zwoływania konsystorzy i zapowiedział już drugie takie zgromadzenie na koniec czerwca.
Zwracając się do kardynałów, ponownie odwołał się do Soboru i przypomniał im, że perspektywa soborowa postrzega tajemnicę Kościoła jako „wpisaną całkowicie w tajemnicę Chrystusa i w ten sposób rozumiejącej misję ewangelizacyjną jako promieniowanie niewyczerpanej energii wyzwolonej przez centralne Wydarzenie historii zbawienia”.
Dwa dni później miało miejsce trzecie istotne wydarzenie. Leon wygłosił coroczne przemówienie do korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej. Jego długie i niezwykłe wystąpienie zasługuje na uważną lekturę. Papież osadził swoje uwagi w kontekście klasycznego augustyńskiego Państwa Bożego i jego dialektyki dwóch państw, tak często skonfliktowanych w swoich podstawowych pragnieniach i wartościach – swoich „miłościach”. Następnie jednak podkreślił, że „chrześcijanie żyjący w ziemskim mieście nie są obcy światu polityki i – kierując się Pismem Świętym – starają się stosować etykę chrześcijańską w sprawowaniu rządów cywilnych”.
Leon wymienia szereg kwestii stanowiących element katolickiej tradycji moralnej. Ubolewa nad tym, że „wojna znów stała się «modna»”, i podkreśla znaczenie „międzynarodowego prawa humanitarnego”. Wzywa do poszanowania godności uchodźców i zdecydowanie afirmuje prawo do wolności sumienia i religii. Wylicza presje, z jakimi mierzą się rodziny, wychwala prawo do życia i odrzuca aborcję. Wzywa dyplomatów i ich rządy do odzyskania „znaczenia słów”, które zbyt często zostały oderwane od rzeczywistości i używane są jako „broń służąca do oszukiwania albo do atakowania i obrażania przeciwników”. Krótko mówiąc, przedstawia integralną wizję moralną, odpowiadającą i wyjaśniającą prawdziwie integralną antropologię.
Co znamienne, w świeckiej epoce, która zbyt często pozostaje głucha na transcendencję, Leon wyraża to fundamentalne przekonanie: „Wobec braku transcedentalnego i obiektywnego fundamentu dominuje jedynie miłość własna, aż do pogardy wobec Boga, który rządzi miastem ziemskim”. Co więcej, idzie jeszcze dalej i otwarcie wyznaje chrystocentryczny fundament katolickiej wizji moralnej:
„ (…) jest on [pokój] celem miasta Bożego, do którego dążymy, nawet nieświadomie, i którego przedsmak możemy doświadczać nawet w mieście ziemskim. Podczas naszej pielgrzymki na tej ziemi budowanie pokoju wymaga pokory i odwagi (…) W życiu chrześcijańskim cnoty te odzwierciedlają się w Bożym Narodzeniu, kiedy Prawda – odwieczne Słowo Boże, staje się pokornym ciałem, oraz w Wielkanocy, kiedy skazany Sprawiedliwy przebacza swoim prześladowcom i obdarza ich swoim życiem jako Zmartwychwstały”.
W tym kontekście, jak trafnie zauważa Christine Emba w artykule opiniotwórczym opublikowanym w The New York Times, papież pokazuje „jak wygląda rygorystyczne myślenie o zasadach moralnych przez pryzmat specyficznie chrystusowy”.
Dodałbym, że ten „chrystusowy pryzmat”, ta hermeneutyka chrystologiczna, nie tylko kieruje nauczaniem moralnym Leona, ale także stanowi fundament i przenika całą jego wizję religijną, jego rozumienie człowieka i historii. Wszystko postrzegane jest w Chrystusie.
To chrystocentryczne przekonanie było już w pełni widoczne w listopadowym przemówieniu Leona w Stambule, upamiętniającym 1700. rocznicę Soboru Nicejskiego. Papież wyraził tam zarówno ostrzeżenie, jak i wyznanie wiary. Ostrzegł przed „powracającym arianizmem”, obecnym we współczesnej kulturze, a czasem nawet wśród wierzących. „Dochodzi do tego wtedy, gdy Jezus podziwiany jest jedynie na poziomie ludzkim, być może nawet z religijnym szacunkiem, lecz nie jest naprawdę uznawany za żywego i prawdziwego Boga pośród nas. Jego boskość, Jego panowanie nad historią zostają przesłonięte, a On sam zostaje sprowadzony do roli wielkiej postaci historycznej, mądrego nauczyciela albo proroka walczącego o sprawiedliwość – ale niczego więcej”.
I wyznaje, w jedności z biskupami zgromadzonymi w Nicei: „Chrystus Jezus nie jest postacią z przeszłości, jest Synem Bożym obecnym pośród nas, prowadzącym historię ku przyszłości, którą Bóg nam obiecał”. Dlatego tylko On jest Światłością narodów i tylko w Chrystusie Kościół może rościć sobie prawo do bycia sakramentem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem oraz jedności ludzkości.
Myślę więc, że znamienne jest to, iż odpowiadając na pytanie dziennikarza podczas lotu powrotnego z niedawnej podróży do Afryki, Leon przedstawił następującą interpretację znanego wezwania papieża Franciszka, aby Kościół przyjmował „tutti, tutti, tutti!”. Leon wyjaśnił: „(…) jest wyrazem przekonania Kościoła, że wszyscy są mile widziani; wszyscy są zaproszeni; wszyscy są zaproszeni do naśladowania Jezusa i wszyscy są zaproszeni do poszukiwania nawrócenia w swoim życiu”. Wszyscy są rzeczywiście zaproszeni – do przemiany w Chrystusie.
Tekst został pierwotnie opublikowany 8 maja 2026 roku na portalu First Things pod tytułem Pope Leo’s Christocentric Vision. Tłumaczenie redakcji Tertio.