Z okazji 20. rocznicy śmierci Jana Pawła II Jakub Horbacz rozmawia z ks. prałatem Pawłem Ptasznikiem – wieloletnim bliskim współpracownikiem papieża i przewodniczącym Rady Administracyjnej Watykańskiej Fundacji Jana Pawła II.
Jakub Horbacz: Przeżywamy właśnie 20. rocznicę śmierci Jana Pawła II. Cofnijmy się pamięcią do 2 kwietnia 2005 roku…
Ks. Paweł Ptasznik: To był trudny czas dla nas wszystkich – dla całego Kościoła. Wszyscy wiedzieli, że stan zdrowia Ojca Świętego, jego wiek, zapowiadają odejście i przez wiele dni odbywała się modlitwa Kościoła, zarówno na Placu Świętego Piotra, jak i w różnych zakątkach świata. Byliśmy świadomi tego, że ludzie towarzyszą Ojcu Świętemu w modlitwie. Moim zadaniem, które w tamtym czasie wyznaczał mi urząd, było utrzymywanie kontaktów z dziennikarzami oraz z politykami i ówczesną ambasador Polski przy Stolicy Apostolskiej, żeby ewentualnie na bieżąco informować o stanie zdrowia Ojca Świętego.
Drugim zadaniem, jakie w tych dniach mi towarzyszyło, było tłumaczenie testamentu Ojca Świętego. Muszę powiedzieć, że moment, w którym otrzymałem rękopisy zapisywane przez Jana Pawła II od 1979 roku aż do ostatnich lat – w czasie, gdy cały Kościół modlił się o jego zdrowie – był dla mnie najtrudniejszym w tamtych dniach. W testamencie z roku 1980 Ojciec Święty modlił się, aby dzień jego przejścia – Paschy – był momentem przypieczętowania tego, czemu służył przez całe życie: dobru Kościoła, narodów świata, w tym także Polski. Te słowa były dla mnie pocieszeniem, bo uświadomiły mi, że dzięki zanurzeniu się ludzi w modlitwie, realizuje się to jego pragnienie. Warto też przypomnieć, że dzień przed śmiercią Ojciec Święty pobłogosławił korony dla obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w Sanktuarium Jasnogórskim i w Kaplicy Polskiej w Grotach Watykańskich. To był jego ostatni akt publiczny.
Moje pożegnanie z Janem Pawłem II nastąpiło w południe, w sobotę 2 kwietnia, kiedy zostałem poproszony, żeby jeszcze się z nim spotkać. Był tam obecny również kardynał Ratzinger. Chwilę trwaliśmy na wspólnej modlitwie. Ojciec Święty był świadom naszej obecności. Na koniec, na prośbę księdza Dziwisza, papież pobłogosławił nam, robiąc znak krzyża na czole. I to było takie ostatnie pożegnanie, które pozostaje w pamięci, w sercu. A potem przyszła godzina odejścia i tak jak wszyscy w Kościele staraliśmy się przeżywać to z dziękczynieniem Bogu za cały jego pontyfikat, a równocześnie z żalem w sercu, że odchodzi wielki człowiek, który był nam bliski.
Ważnym wątkiem jest też sposób przeżywania cierpienia przez Jana Pawła II, szczególnie biorąc pod uwagę czas Wielkiego Postu i przygotowania do Wielkanocy.
Z tamtego czasu najbardziej wspominamy to, co mogliśmy wszyscy zobaczyć. Wielki Piątek 2005 roku, kiedy Ojciec Święty, łącząc się duchowo w trakcie drogi krzyżowej w Koloseum, równocześnie był wtulony w krzyż Chrystusa. To przejmujący obraz, który pozostaje w pamięci.
Jan Paweł II przeżywał swoje cierpienie, swój stan zdrowia z wielkim pokojem, z oddaniem Panu i zaufaniem.
W roku 2000 w testamencie zapisał takie rozważanie, czy wtedy, kiedy zbliża się wiek 80 lat, nie powinien za starcem Symeonem powiedzieć nunc dimittis (pieśń Symeona z Ewangelii wg św. Łukasza 2, 29-32), to znaczy pora odejść. Ale wtedy zapisał też, że Pan sam znajdzie czas i moment, w którym to odejście ma nastąpić. I tak do swojego cierpienia i odchodzenia podchodził. Ciekawe jest to, że ostatnia audiencja, podczas której Ojciec Święty osobiście wygłosił katechezę, dotyczyła Psalmu 116, w którym czytamy „Będę chodził w obecności Pańskiej w krainie żyjących”. Te słowa w jakiś sposób wyznaczały ten późniejszy czas, w którym zmagał się z różnymi trudnymi chwilami, zarówno w poliklinice Gemelli, jak i w Watykanie.
Ostatnia audiencja papieża z okna Pałacu Apostolskiego była momentem, którego byłem bliskim świadkiem w tym czasie odchodzenia. Przygotowywał się do tego, że sam przemówi, ale potem pewnie emocje sprawiły, że jednak nie był w stanie. Moim zadaniem było odczytanie jego pozdrowienia dla Polaków obecnych na Placu Świętego Piotra. Oczywiście potem również Sekretariat Stanu był zaangażowany w to wszystko, co się dokonywało. Jednym z pięknych śladów tamtych dni były kartki z życzeniami zdrowia, refleksjami i podziękowaniami dla Jana Pawła II, które wierni zostawiali pod kolumnadą. Poprosiliśmy, żeby te kartki nie były niszczone, by można je było zachować. I z tego powstało takie wielkie świadectwo miłości ludzi do Jana Pawła II, które zostało wydane również w postaci książkowej. To są wspaniałe świadectwa osób, które były na Placu Świętego Piotra i uczestniczyły w odchodzeniu Ojca Świętego. I to pozostaje w pamięci.
Dwadzieścia lat to także dobry moment na refleksję, co się zmieniło od tamtego czasu. Śmierci papieża towarzyszyły ogromne emocje na całym świecie, a szczególnie wśród Polaków. Jak możemy jednak podchodzić do współczesnej recepcji papieskiego nauczania i do sytuacji w Polsce?
Dziś odejście Jana Pawła II pamiętają najlepiej ludzie, którzy są w moim wieku. Młodsi tego dnia nie pamiętają i nie pamiętają tych wszystkich przeżyć, które wtedy nam towarzyszyły. Natomiast dziwi to, co dzieje się w Polsce zwłaszcza, bo tego nie dostrzegamy w innych krajach. Włosi wciąż z wielką miłością i wielkim szacunkiem podchodzą do osoby Jana Pawła II i do wszelkich rocznic, jakie się wiążą z jego pontyfikatem.
W Polsce fałszywa i napastliwa propaganda sprawia, że ludzie, zwłaszcza młodzi, zaczynają odchodzić. Równocześnie jest to pewnie w jakiejś mierze wina naszego pokolenia, że nie potrafiliśmy przekazać w pełni nauczania Jana Pawła II i świadomości dzieła, jakiego przez te 27 lat pontyfikatu dokonał w Europie i w Kościele na całym świecie.
Zatrzymaliśmy się na naszych emocjach, których nie jesteśmy w stanie przekazać młodszemu pokoleniu. I na tych emocjach nie da się zbudować prawdziwego obrazu tego pontyfikatu. Trzeba wciąż na nowo wracać do jego nauczania i do tego, co pozostawił w świecie i w Kościele po swoim pontyfikacie.
Mamy Rok Nadziei, więc myślę, że z nadzieją warto patrzeć na to, że są także młodzi ludzie w Polsce, którzy z otwartością, ale i krytycznie, chcą słuchać i czerpać z tego dziedzictwa pontyfikatu i przesłania Jana Pawła II. Chciałem zapytać właśnie o tę działalność aktywnie podejmowaną przez Watykańską Fundację Jana Pawła II, która pomaga młodym ludziom, troszcząc się o zachowanie oraz rozwój duchowego dziedzictwa papieża.
Część zadań Fundacji wyznaczył sam Jan Paweł II wtedy, kiedy zgodził się na to, żeby Fundacja nosiła jego imię. Właściwie w owym czasie najważniejsze dla papieża było to, aby podmiot ten starał się promować chrześcijańską kulturę Polski i krajów Europy Środkowej, która jak wiadomo w czasach komunizmu była odgrodzona barierą od całej Europy. I tego dokonywał funkcjonujący przy Fundacji Instytut Kultury. Druga rzecz, którą Ojciec Święty kierunkowo wyznaczył, to troska o wychowanie nowych pokoleń młodych chrześcijan z krajów byłego Związku Sowieckiego i krajów przyległych Europy Środkowej i Azji. I stąd powstał Dom Fundacji w Lublinie i stypendia, które od 40 lat są udzielane młodzieży z tych krajów, która studiuje w Lublinie i również w Krakowie. Natomiast trzecie zadanie, jakie my dzisiaj sobie wyznaczamy, to jest troska o zachowanie i o rozszerzanie nauczania Jana Pawła II i temu służy Ośrodek Dokumentacji i Studium Pontyfikatu.
Biorąc pod uwagę, że przeżywamy obecnie Rok Jubileuszowy 2025, jak wspomina ksiądz prałat wydarzenia Roku Jubileuszowego 2000 przy Janie Pawle II?
Ojciec Święty przygotowywał cały Kościół do Roku Jubileuszowego, wskazując na to, co jest ważne w tym wejściu w nowe tysiąclecie. Dwa ważne dokumenty Ojca Świętego – listy apostolskie Tertio Millennio Adveniente i Novo Millennio Ineunte – pozostają kluczowe, i myślę, że po 25 latach warto do nich wrócić, by zobaczyć, w jakim stopniu realizujemy dziś jego wizję i na ile możemy ją podjąć na nowo.
Natomiast samo przeżywanie Jubileuszu rozpoczęło się od Wigilii Bożego Narodzenia roku 1999, na którą Ojciec Święty napisał homilię właściwie w ostatniej chwili. W dzień Wigilii rano zostałem poproszony do gabinetu i Jan Paweł II powiedział, że to, co razem przygotowaliśmy na ten dzień, mogłoby być wygłoszone w każde inne Boże Narodzenie. Rozpoczynamy jednak Jubileusz i trzeba ten tekst jeszcze nieco przeformułować. Napisał więc całą nową homilię, która wyznacza ten najgłębszy program Jubileuszu, który skupia się wokół osoby Chrystusa, Jego wcielenia i całego dzieła zbawczego, które dokonał. A potem były wydarzenia, wielkie wydarzenia w samym Rzymie i na całym świecie, które w jakiś sposób wskazywały na to, jaka jest rola chrześcijan w tym nowym, otwierającym się tysiącleciu. Nie wiem w jakim stopniu przez te 25 lat zdążyliśmy przynajmniej w części podjąć ten program, ale to jest wciąż zadanie, które jest aktualne i dzisiaj można do tego wracać. Jest to wciąż program nadziei, bo chrześcijaństwo wiąże się z tym, że patrzymy w przyszłość – najbliższą, ale i tę ostateczną. Myślę, że ten czas, specjalny czas łaski, jest jakąś kontynuacją tego, co Jan Paweł II wtedy rozpoczął.