Jeden duch, jedno serce, jedno ciało vs one-night stand

Wydaje się, że świat zachodu nie ceni miłości małżeńskiej, której realizacja chyli się ku upadkowi w wielu „postępowych” krajach. Człowiek otoczony brutalną rzeczywistością rozwodów, zdrad, a niejednokrotnie przemocy i gwałtów w małżeństwach może tracić już nadzieję, że istnieje prawdziwa miłość, której w głębi siebie pragnie. Być może nie znajdując tego, co dałoby prawdziwe spełnienie, zadowala się namiastką miłości w hookup culture, która przekonuje go, że to najlepsze, co może go spotkać. A jednak Kościół już od dawna ma znacznie lepszą ofertę.

W czasach gdy liczy się body count i super fotki na Instagramie, świat zdaje się być z jednej strony zafiksowany na cielesności, ale z drugiej degraduje i gubi jej istotę oraz głębokie osobowe znaczenie. I może tak jest łatwiej, bo wtedy one-night stand to już nie oddanie mojej osoby komuś na jedną noc, ale tylko mojego biologicznego ciała. Wtedy ciało „nie jest już żywym wyrazem całości naszego bytu, lecz jest jakby odrzucone w dziedzinę czysto biologiczną” (Benedykt XVI, encyklika Deus caritas est, 5), a w konsekwencji „złudne wywyższanie ciała może bardzo szybko przekształcić się w nienawiść do cielesności” (tamże).

Wiara chrześcijańska zawsze uznawała, że duch i materia przenikają się wzajemnie w człowieku, odrzucając manicheizm wraz z jego dualizmem jako herezję. Jeśli człowiek nie przyjmuje z miłością zarówno duszy, jak i ciała, lecz odrzuca jedno z nich, to w rzeczywistości odrzuca samego siebie. Myślę, że jeszcze gdzieś pokutują ślady tego myślenia w Kościele. A przecież katolicyzm miłuje ciało: karmimy się największym cudem – Ciałem Chrystusa – tworząc Jego Mistyczne Ciało i oczekując życia, w którym nasze ludzkie ciała zostaną uwielbione. Stąd tak bardzo rażące są dla katolika nadużycia wobec osoby poprzez jej uprzedmiotowienie – bo to gwałt na osobie, w której dusza i ciało tworzą jedność.

Stąd właśnie Kościół tak mocno podkreśla piękno i głębię miłości małżeńskiej. Jak pisał Jan Paweł II w adhortacji Familiaris consortio:

„Miłość małżeńska zawiera jakąś całkowitość, w którą wchodzą wszystkie elementy osoby — impulsy ciała i instynktu, siła uczuć i przywiązania, dążenie ducha i woli. Miłość zmierza do jedności głęboko osobowej, która nie tylko łączy w jedno ciało, ale prowadzi do tego, by było tylko jedno serce i jedna dusza” (FC 13).

Ktoś mógłby jednak zapytać, czy Kościół katolicki nie romantyzuje rzeczywistości życia małżeńskiego. Jeśli jednak tak je przedstawia, to być może właśnie świętym małżeństwom najbliżej jest do pojmowania oraz doświadczenia tej niezwykłej tajemnicy – jedności Ojca, Syna i Ducha Świętego. Jedno ciało, jedno serce, jedna dusza (FC 13, por. Dz 4, 32) – tak może wyglądać życie małżonków, w którym codzienność nabiera smaku mistyki.

Obraz Boga

“Człowiek staje się odzwierciedleniem Boga nie tyle w akcie samotności, ile w akcie komunii. Jest wszakże «od początku» nie tylko obrazem, w którym odzwierciedla się samotność panującej nad światem Osoby, ale niezgłębiona, istotowo Boska komunia Osób” (Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich)

Dopiero gdy w opisie stworzenia świata w Księdze Rodzaju pojawiła się kobieta, mężczyzna odnalazł „odpowiednią dla siebie pomoc” – co w najgłębszym znaczeniu nie polega oczywiście na prasowaniu koszul, lecz jest wezwaniem do międzyosobowej komunii, wzorowanej na tej Boskiej. “Kobieta ma pomagać mężczyźnie – a zarazem on ma jej pomagać – przede wszystkim w samym “byciu człowiekiem” (Jan Paweł II, list apostolski Mulieris dignitatem 7).

Jesteśmy stworzeni, by siebie nawzajem potrzebować – jesteśmy zależni od siebie. Kobieta nie ma więc być silna i niezależna, lecz silna i zależna (ale nie uzależniona). Podobnie zresztą sprawa ma się z męskością i kobiecością – w relacji z kobietą mężczyzna doświadcza swojej męskości, rozwija ją i vice versa: kobieta swoją kobiecość.

Kościół dostrzega w tej relacji miłości mężczyzny i kobiety pierwiastek boskości: „Ponieważ Bóg stworzył mężczyznę i kobietę, ich wzajemna miłość staje się obrazem absolutnej i niezniszczalnej miłości, jaką Bóg miłuje człowieka” (KKK 1604).

Nic więc dziwnego, że pierwszym skutkiem grzechu – zerwania jedności z Bogiem – jest właśnie uderzenie w relacje damsko-męskie. To, co miało być odzwierciedleniem trwałej miłości Boga do człowieka, zostało dotknięte skutkami grzechu: „Ich wzajemna relacja została wypaczona przez ich wzajemne oskarżenia; ich pociąg ku sobie, będący darem Stwórcy, zamienił się w relację panowania i pożądliwości […]” (KKK 1607). Czułemu, miłosnemu dialogowi zaczęły zagrażać wzajemne oskarżenia, a pociągowi ku sobie – wizja drugiego już nie jako celu, lecz środka do realizacji pragnień.

Ofiara

Chrystus wprowadza nową jakość miłości małżeńskiej. Relacja, której pierwotna komunia została ugodzona przez grzech, zostaje wywyższona w Chrystusie i włączona w Jego oblubieńczą miłość. To w Jego Ofierze Krzyżowej małżonkowie mogą odnaleźć na powrót pierwotny sens małżeństwa.

Miłość oblubieńcza Chrystusa i Kościoła jest wzorem miłości, do życia według której wezwani są małżonkowie. Święty Paweł pisze w Liście do Efezjan: „Mężowie miłujcie żony jak Chrystus umiłował Kościół” i w innym miejscu „Żony niechaj będą poddane swym mężom jak Panu, bo mąż jest głową żony”. Tak samo Chrystus jest głową Kościoła, bo „wydał za niego samego siebie”, co oznacza oddać nawet własne życie.

Mąż ma więc miłować swoją żonę aż po gotowość oddania swojego życia – na wzór miłości Chrystusa. Poddanie żony polega zatem poddaniu się jako Oblubienica – a więc poddaniu się oblubieńczej miłości męża i odwzajemnieniu jego miłości. Czyli po prostu „pozwól się kochać i kochaj” (a nie o zgrozo bądź niewolnicą męża-pana, jak błędnie można to rozumieć). I analogicznie jeżeli przed grzechem miłość mężczyzny i kobiety była obrazem absolutnej i niezniszczalnej miłości, jaką Bóg miłuje człowieka, tak teraz ma być obrazem miłości, którą Chrystus umiłował Kościół.

Zatem, katolik powinien rozpoznać w sobie, czy jest gotowy kochać swoją wybrankę aż po oddanie swojego życia – tylko wtedy jest gotowy na małżeństwo na miarę miłości, do której jesteśmy powołani.

Łaska

Czy można to osiągnąć ludzkimi siłami? Nie bez powodu relacja małżonków to jedyna relacja międzyludzka podniesiona do rangi sakramentu. „Duch, którego Pan użycza, daje nowe serce i uzdalnia mężczyznę i kobietę do miłowania się tak, jak Chrystus nas umiłował” (FC 13). To dzięki Miłości Ukrzyżowanej małżonkowie mogą zwracać się do Źródła, z którego będą czerpać siły do miłości ofiarnej, bo „Łaska małżeństwa chrześcijańskiego jest owocem Krzyża Chrystusa, będącego źródłem całego życia chrześcijańskiego” (KKK 1615).

Zatem jakkolwiek droga życia małżonków może wydawać się trudna i często taka właśnie jest, to ofiarowanie się drugiemu jest wpisane w DNA duszy każdego człowieka, jako droga spełnienia swojego człowieczeństwa. „Małżeństwo ochrzczonych staje się w ten sposób rzeczywistym znakiem Nowego i Wiecznego Przymierza, zawartego we krwi Chrystusa. Duch, którego Pan użycza, daje nowe serce i uzdalnia mężczyznę i kobietę do miłowania się tak, jak Chrystus nas umiłował” (FC 13).

Zatem pomocą dla zakochanych są sakramenty: małżeństwa, Eucharystii oraz pokuty i pojednania, które umacniają ich na tej drodze i budują w łasce uświecającej czyniąc ich małżeństwo coraz bardziej świętym.

Emilia Zawadzka
Emilia ZawadzkaAbsolwentka lingwistyki stosowanej (BA) na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz interdyscyplinarnych studiów podyplomowych JPII Studies na Uniwersytecie św. Tomasza z Akwinu w Rzymie. Jej pasją jest muzyka, ale również piękno widziane oczami – nie tylko w muzeum. Lubi obserwować dzikie zwierzęta i pływać otoczona naturą.