Diecezja Spiry zmniejsza liczbę parafii z siedemdziesięciu do zaledwie dziewięciu. Władze diecezjalne argumentują, że jest to reforma konieczna ze względu na problemy finansowe i kadrowe. George Weigel zauważa jednak, że za radykalną restrukturyzacją może kryć się coś znacznie poważniejszego. Co doprowadziło jedną z najstarszych niemieckich diecezji do tak głębokiej przemiany?
Spira [niem. Speyer] to urokliwe miasto na zachodnim brzegu Renu. Jego wspaniałe średniowieczne centrum zdominowane jest przez okazałą XI-wieczną katedrę, miejsce spoczynku niemieckich cesarzy przez trzysta lat i jeden z najwybitniejszych w Europie przykładów architektury romańskiej.
Dla miłośników brytyjskiej rodziny królewskiej: to właśnie w Dom zu Speyer, czyli katedrze w Spirze, w 1861 roku przyszły król Edward VII poznał swoją przyszłą żonę, Aleksandrę; swatką „Bertiego” była jego siostra, księżniczka koronna Prus Wiktoria („Vicky”). Speyer ustanowiono siedzibą diecezji prawdopodobnie gdzieś w IV wieku; po raz pierwszy miejscowy biskup katolicki został wspomniany w źródłach pisanych w 346 roku.
Wytrzymajcie teraz ze mną przez kilka chwil nudnej, ale wiele mówiącej statystyki.
Według aktualnego wydania watykańskiego rocznika Annuario pontificio w diecezji Spiry jest 504 210 katolików, co – jak przypuszczam – oznacza, że 504 210 osób mieszkających w granicach diecezji deklaruje przynależność do Kościoła katolickiego, zaznaczając odpowiednie pole dotyczące Kirchensteuer, czyli „podatku kościelnego”, w swoich niemieckich zeznaniach podatkowych.
W diecezji mieszka 239 księży diecezjalnych oraz dwudziestu sześciu kapłanów należących do zgromadzeń zakonnych; jest ona również domem dla sześćdziesięciu pięciu diakonów stałych, 304 członków męskich zakonów oraz 312 członkiń żeńskich wspólnot zakonnych. W 2024 roku w diecezji nie odbyły się żadne święcenia kapłańskie, a w tym czasie Spira miała czterech seminarzystów. Średnia frekwencja na niedzielnej Mszy Świętej wynosi 5,1 procent zarejestrowanych katolików.
W czerwcu diecezja ogłosiła daleko idącą restrukturyzację, w ramach której liczba jej siedemdziesięciu parafii zostanie zmniejszona o 87 procent – do dziewięciu.
Te nowe „parafie”, które zastąpią obecne dekanaty diecezjalne, będą zarządzane przez „radę synodalną” oraz „pełnoetatowy zarząd wykonawczy”, podczas gdy finansami parafii zajmie się „rada administracyjna”.
Dziewięć nowych parafii będzie obejmować „zespoły wspólnotowe”, mające stanowić „miejsca duszpasterskiej bliskości i przeżywanej wiary”. Wszystko to zapowiadał już zeszłej jesieni proces synodalny w diecezji, w ramach którego opublikowano propozycję reformy strukturalnej zatytułowaną „Bądźcie błogosławieństwem” [Ein Segen sollt ihr sein – przyp.] – tytuł osobliwy, zważywszy na to, że wikariusz generalny diecezji przyznał, iż podczas tego procesu konsultacyjnego „patrząc w przyszłość, można było odczuć wielką niepewność, a czasem nawet rezygnację”.
Istotnie. Co jednak było źródłem tej niepewności? Rozważmy następujący fakt:
Krótko przed ogłoszeniem tej radykalnej transformacji – niektórzy powiedzieliby: dekonstrukcji – historycznej diecezji, utworzonej sto lat przed pontyfikatem papieża św. Leona Wielkiego, biskup Georg Bätzing z Limburga demonstracyjnie poparł błogosławienie par jednopłciowych jako par, publicznie oświadczając, że będzie się to odbywać „w odpowiedzialnych ramach. Służy to ludziom i, moim zdaniem, nie zagraża jedności Kościoła”. Były przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec uczynił to bezpośrednio po tym, jak papież Leon, przemawiając podczas lotu powrotnego z Gwinei Równikowej, skrytykował takie praktyki i stwierdził, że Kościół nie zgadza się na formalne błogosławieństwo par jednopłciowych.
Równocześnie przewodnicząca Centralnego Komitetu Niemieckich Katolików, Irme Stetter-Karp, wyraziła nadzieję, że „ceremonie błogosławieństwa będą nadal wykorzystywane w możliwie największej liczbie miejsc do błogosławienia par jednopłciowych oraz par znajdujących się w tak zwanych sytuacjach nieregularnych”.
Jest wiele niezwykle irytujących aspektów tego, jak niemiecki katolicyzm w gadareńskim pędzie zmierza w dół urwiska ku kościelnemu zapomnieniu; jednym z najbardziej niepokojących – właśnie ze względu na jego nieuczciwość – jest twierdzenie, że seksualne wykorzystywanie przez duchownych wymaga od Kościoła przemyślenia na nowo jego etyki ludzkiej miłości oraz odwiecznego zobowiązania do celibatu duchownych.
Nie istnieją żadne empiryczne dowody na to, że duchowni dopuszczający się przestępstw seksualnych stali się w jakiś sposób potworami z powodu Szóstego Przykazania oraz katolickiego rozumienia tego, w jaki sposób przestrzeganie tego przykazania prowadzi do ludzkiego szczęścia i rozwoju.
Jeśli zaś chodzi o pogląd, że małżeństwo jest swoistym programem zapobiegania przestępczości, tak że żonaci duchowni byliby mniej skłonni do seksualnego wykorzystywania innych, to jest to zarówno rażąca zniewaga dla sakramentu małżeństwa, jak i twierdzenie, któremu przeczą poważne problemy z wykorzystywaniem seksualnym w tych chrześcijańskich denominacjach, w których duchowni mogą pozostawać w związkach małżeńskich.
Jak zauważałem już wcześniej na tych łamach, źródłem niemieckiego kryzysu jest apostazja: otwarte odrzucenie tego, co Kościół katolicki uważa i czego naucza jako prawdy.
Diecezja Spiry nie umiera z powodu „przyczyn finansowych i kadrowych”, mimo twierdzeń urzędników diecezjalnych. Niemiecki katolicyzm wręcz tonie w pieniądzach dzięki podatkowi kościelnemu, a 265 księży powinno w zupełności wystarczyć do obsługi siedemdziesięciu parafii.
Rzężenie przedśmiertne powodowane jest porażką w dążeniu, aby głosić, nauczać i przeżywać – z radością i współczuciem – Ewangelię w całej jej pełni: „wiarę raz tylko przekazaną świętym” (Jud 1,3).
To właśnie wyjaśnia 5,1-procentową frekwencję na niedzielnej Mszy Świętej. I to dokładnie doprowadziło do tragedii spiralskiej spirali śmierci.
Tekst został pierwotnie opublikowany 12 sierpnia 2026 roku na portalu First Things pod tytułem Spiraling Down in Speyer. Tłumaczenie: Mateusz Dadura z redakcji Tertio.
