Każdy papież ma swoją określającą go misję, swego rodzaju papieski charyzmat, który charakteryzuje jego pontyfikat i z czasem staje się jego skrótowym symbolem. Paweł VI był reformatorem liturgii, który odwrócił ołtarz ku wiernym. Jan Paweł II był apostołem godności ludzkiej w walce z dwoma antybogami: komunizmem i sekularyzmem. Franciszek był pasterzem ubogich i rzecznikiem troski o klimat w epoce niestabilności gospodarczej i środowiskowej. Zaledwie nieco ponad rok po objęciu tronu Piotrowego możemy już dostrzec papieski charyzmat Leona XIV: jest on papieżem migrantów.
Jego niedawna wizyta w Hiszpanii była w dużej mierze misją skierowaną do migrantów przebywających w tym europejskim kraju, do organizacji ich wspierających oraz do hiszpańskich ustawodawców próbujących pogodzić zasadniczo przychylne nastawienie wobec imigracji z napięciami społecznymi i kulturowymi, jakie jej towarzyszą. Jednym z centralnych punktów wizyty było spotkanie z migrantami w Las Raíces („Korzenie”), ośrodku detencyjnym na wyspie Teneryfa, będącej jednym z głównych punktów nielegalnej migracji z północnej i zachodniej Afryki.
To właśnie tam Leon powiedział zatrzymanym: „miłość Boga nie zna granic, nie czyni różnic, udziela się wszystkim i gromadzi nas w jedności.”. Porównał ich również do misjonarzy, którzy nieśli Ewangelię do nowych krain, lecz jednocześnie uczyli się od ludów miejscowych i ich sposobów życia. Dodał: „Was również zachęcam, abyście ofiarowali skarb człowieczeństwa, marzeń i kultury, który przynieśliście na te wyspy, i abyście byli otwarci na przyjęcie tego, co jest wam tutaj proponowane. Tę wymianę powinniśmy przeżywać także odpowiedzialnie, myśląc o przyszłości następnych pokoleń, którym pragniemy przekazać dziedzictwo cywilizacji miłości”.
W tych kilku zdaniach papież nakreślił teologię migracji dla świata, w którym przemieszczanie się ludzi na wielką skalę ponad granicami stało się nową normą. Zjawiska te są źródłem gorących sporów politycznych, a wypowiedzi hierarchii katolickiej, które naturalnie podkreślają empatię i chrześcijańskie miłosierdzie, bywają interpretowane przez konserwatystów i nacjonalistów jako wyraz idealistycznego liberalizmu, głuchego na praktyczne konsekwencje masowej imigracji.
Uwagi Leona wygłoszone w Hiszpanii należy odczytywać jako odpowiedź na tę krytykę, ponieważ ukazują papieża wykonującego intelektualną pracę na styku sfery duchowej i świeckiej. Leonowa teologia migracji rozpoczyna się od uznania wspólnej ludzkiej kruchości oraz wspólnej duchowej przynależności do Ciała Chrystusa. Papież powiedział przedstawicielom organizacji wspierających uchodźców, że „żywy znak” Dobrej Nowiny „staje się czytelny przez dotyk i bliskość, gdy dotykamy ran innych ludzi”. Poprzez współczucie dla cierpiącego obcego głębiej rozumiemy Ewangelię.
To rodzi chrześcijańskie miłosierdzie, które „wypływa z miłości Boga rozlanej w sercu wierzącego”. W obliczu cierpienia potrzebujących „miłość do Chrystusa przekształca się w gesty”.
Aby te akty miłosierdzia były prawdziwą caritas – bezinteresowną, na wzór Chrystusa skierowaną ku innym miłością – muszą wykraczać poza materialną dobroczynność świata świeckiego i prowadzić do duchowej jedności z tymi, którzy z tej pomocy korzystają. Musi istnieć – jak powiedział Leon swoim słuchaczom – „integracja”.
Oznacza to nie „wymazywać historii tego, kto przybywa”, ani nie „tworzyć światów równoległych, zamkniętych na siebie nawzajem”, lecz podjąć „drogę wzajemną ”, na której migranci i kraje ich przyjmujące nawzajem od siebie otrzymują i nawzajem się ubogacają. Powinno to być czymś więcej niż tylko „zadaniem społecznym”. Leon pochwalił katolickie parafie za karmienie i udzielanie schronienia imigrantom, lecz zachęcał je również, by ukazywały „świadectwem życia i słowem – drogi prowadzące do poznania Jezusa Chrystusa”.
Papież twierdzi zatem, że migracja oraz przyjmowanie migrantów są aktami apostolskimi: przybysze dają gospodarzom okazję do realizowania nauki Chrystusa, a gospodarze zapraszają przybyszów do spotkania z Nauczycielem. Gdy nasze serca skłaniają się ku ranom innych, obie strony migrują bliżej doskonałej miłości, którą jest Bóg.
Przypowieść o Dobrym Samarytaninie zajmuje ważne miejsce w dyskusjach o migracji. Ewangelista Łukasz opisuje napadniętego podróżnego w sposób, który można odnieść do wielu migrantów pokonujących trudne szlaki przez bezlitosne tereny lub śmiercionośne morza: jest nagi, pobity, samotny i „na wpół umarły”.
Samarytanin okazał wzorową miłość, opatrując i dając schronienie zrozpaczonemu wędrowcowi z wrogiego plemienia Jednak papież Leon stawia przed nami wyższe wymaganie: nie tylko sprawić, by potrzebujący obcy przestał być potrzebujący, lecz także sprawić, by przestał być obcy; włączyć jego życie w nasze życie oraz w nasze rozumienie ludzkiej godności. Jest to w istocie wezwanie do komunii.
Dotyczy ono wspólnoty w znaczeniu świeckim (gospodarz zapewnia wsparcie i usługi, migrant przestrzega prawa i przyswaja kulturę kraju przyjmującego), ale również możliwości wspólnoty duchowej, pod warunkiem że dąży się do niej z „szacunkiem i pokorą”, które respektują indywidualną wolność sumienia. Sama miłość nie wystarcza; potrzebna jest również prawda.
W tym miejscu Leon nawiązuje do jednego ze swoich poprzedników. W encyklice Caritas in veritate Benedykt XVI nauczał, że „miłość w prawdzie stanowi siłę tworzącą wspólnotę”, wskazując na różnicę między wspólnotą ludzi, która jest „ustanowiona przez nas samych”, która „nigdy o własnych siłach nie stanie się wspólnotą w pełni braterską”, a „jednością rodzaju ludzkiego”, będącą „braterską komunią ponad wszelkimi podziałami”, zrodzoną przez „słowo Boga-Miłości”. To nie własną mocą, lecz dzięki łasce Bożej ziemska solidarność staje się jednością w Chrystusie.
Teologia migracji Leona komplikuje próby przedstawiania Stolicy Apostolskiej jako siedliska naiwnych zwolenników otwartych granic, choć jednocześnie pozostawia bez odpowiedzi kluczowe pytania dotyczące granic miłosierdzia w sytuacji, gdy imigracja powoduje realne szkody dla krajów przyjmujących. Papież oczekuje od migrantów integracji, lecz nie wyjaśnia zakresu uprawnionych działań państwa w przypadkach, gdy pewne grupy (na przykład islamiści) regularnie praktykują separatyzm lub dążą do zastąpienia istniejącego systemu politycznego, kultury czy norm społecznych własnymi rozwiązaniami.
Katolicka doktryna dotycząca migracji pozostaje również powściągliwa wobec szkód, a niekiedy wręcz zła, które może wynikać z szybkiego napływu dużych grup ludzi wywodzących się z odmiennych kultur. Dotyczy to zarówno szkód ekonomicznych w postaci presji na obniżanie wynagrodzeń, jak i szkód społecznych związanych z obciążeniem rynku mieszkaniowego i usług publicznych.
Jeśli zaś chodzi o zło mogące towarzyszyć otwartym granicom, wykracza ono daleko poza działalność handlarzy ludźmi, których Leon wezwał do nawrócenia. Wystarczy spojrzeć na Wielką Brytanię, gdzie niekontrolowany napływ ludności przyczynił się do terroryzmu islamistycznego, rutynowych ataków na Żydów i żydowskie instytucje, przemocy oraz przestępstw popełnianych przez nieweryfikowanych uchodźców, a także – najbardziej niesławnie – do przemysłowej skali gwałtów i seksualnego wykorzystywania białych brytyjskich dziewcząt przez grupy mężczyzn często wywodzących się z pakistańskich środowisk muzułmańskich.
Każdy papież jest przede wszystkim kapłanem, ale każdy papież musi być również politykiem. Leon jako kapłan głosi powszechną dostępność Chrystusa dla wszystkich narodów i wszystkich miejsc, lecz Leon jako polityk wie, że czyni to w czasach, gdy przepuszczalność granic jest źródłem realnych trudności i uzasadnionych obaw. Papież migrantów musi być również papieżem tych, którzy ponoszą ciężary migracji.
Na tym polega dylemat tkwiący w samym sercu Leonowej teologii migracji: miłość Chrystusa jest powszechna, a Jego królestwo nie zna granic, jednak doczesne państwa nie mogą być równie szczodre ani równie otwarte, jeśli mają zachować porządek i służyć dobru wspólnemu. Panowanie Chrystusa jest wieczne, natomiast suwerenność państwa narodowego jest – na szczęście – ograniczona.
Te braki nie są nieistotne, ale też nie są niemożliwe do przezwyciężenia dla katolickiej doktryny zdolnej przekształcić nasze rozumienie imigracji i ukierunkować je na powszechną godność, wzajemną odpowiedzialność oraz jedność w miłości. Papież Leon uczy swój lud miłować w prawdzie i dawać świadectwo naszej wspólnoty w Chrystusie – uczniostwa, które może przekraczać niedoskonałości świata, lecz po drodze musi się z nimi zmierzyć.
Tekst został pierwotnie opublikowany 25 czerwca 2026 roku na portalu First Things pod tytułem Leo’s Theology of Migration. Tłumaczenie: Mateusz Dadura z redakcji Tertio.