W ostatnich miesiącach papież Leon stał się ostrym krytykiem polityki administracji Trumpa. Pierwszy spór dotyczył imigracji. Wypowiedzi papieża były wyważone: z jednej strony uznawał prawo państw do kontroli granic, z drugiej podkreślał konieczność godnego i sprawiedliwego traktowania migrantów – niezależnie od ich statusu prawnego. Nic nadzwyczajnego. Sytuacja zmieniła się jednak radykalnie, gdy papież skrytykował ataki na Iran przeprowadzone przez wojska Izraela i Stanów Zjednoczonych – pisze James F. Keating.
Jeśli chodzi o sprawy papieskie w Rhode Island, często jestem zapraszany do lokalnych mediów. Dzięki temu mam swoje „piętnaście minut sławy” za każdym razem, gdy papież umiera albo ma zostać wybrany nowy. Proszą mnie wtedy o przewidywania co do następcy. Moja skuteczność nie jest imponująca. Przewidywałem, że Bergoglio zastąpi św. Jana Pawła II, ale uważałem, że jest zbyt wiekowy, by zostać następcą Benedykta XVI. W odniesieniu do obecnego papieża byłem z kolei przekonany, że Amerykanin nie zostanie wybrany – uznałem, że dałoby to Stanom Zjednoczonym zbyt dużą władzę w świecie, zarówno „tronu”, jak i „ołtarza”. Na swoją obronę dodam, że Robert Prevost to dość nietypowy Amerykanin, skoro był biskupem w Peru. Po jego wyborze przewidywałem, że będzie trzymał się z dala od amerykańskiej polityki, a przynajmniej uniknie konfliktów z Donaldem Trumpem. I tu również się pomyliłem – i to spektakularnie.
W ostatnich miesiącach papież Leon stał się ostrym krytykiem polityki administracji Trumpa. Pierwszy spór dotyczył imigracji. Wypowiedzi papieża były wyważone: z jednej strony uznawał prawo państw do kontroli granic, z drugiej podkreślał konieczność godnego i sprawiedliwego traktowania migrantów – niezależnie od ich statusu prawnego. Nic nadzwyczajnego. Sytuacja zmieniła się jednak radykalnie, gdy papież skrytykował ataki na Iran przeprowadzone przez wojska Izraela i Stanów Zjednoczonych. Problemem nie było oczywiście to, że sprzeciwiał się wojnie i – gdy już wybuchła – wzywał do natychmiastowego zakończenia walk i powrotu do dialogu.
Wojny zawsze niosą ze sobą wielkie zło i są niedopuszczalne, jeśli istnieje realna alternatywa pokojowa. Papieskie głosy sprzeciwu wobec konfliktów zbrojnych sięgają co najmniej czasów Benedykta XV, który bezskutecznie próbował powstrzymać I wojnę światową, nazywając ją „bezsensowną rzezią” i „samobójstwem cywilizowanej Europy”. Święty Jan Paweł II pod koniec życia stanowczo sprzeciwiał się wojnie w Iraku.
Nowością – przynajmniej w moim odbiorze – jest jednak ostrość retoryki Leona. Zdaje się on zakładać, że działania Trumpa wynikają wyłącznie z żądzy dominacji. Zupełnie pomija przy tym deklarowany przez prezydenta cel, jakim jest niedopuszczenie do tego, by radykalny reżim Iranu wszedł w posiadanie broni nuklearnej. Co więcej, niektóre wypowiedzi papieża ocierają się o pacyfizm. Na przykład w homilii na Niedzielę Palmową powiedział: „Bracia i siostry, oto nasz Bóg: Jezus, Król pokoju. To Bóg, który odrzuca wojnę, którego nikt nie może wykorzystać do usprawiedliwienia wojny, który nie słucha modlitwy tych, którzy wojnę prowadzą, i odrzuca ją, mówiąc: «Choćbyście nawet mnożyli modlitwy, Ja nie wysłucham. Ręce wasze pełne są krwi» (Iz 1, 15)”.
Niezależnie od tego, czy była to odpowiedź na wątpliwe użycie przez sekretarza obrony Pete’a Hegsetha Psalmu 144,1 w obronie działań militarnych przeciw Iranowi, trzeba powiedzieć jasno: orzekanie, czyich modlitw Bóg wysłuchuje, jest ze strony każdego człowieka – nawet papieża – aktem zuchwałym. Co więcej, czy papież ma na myśli tych, którzy prowadzą wojny niesprawiedliwe, czy każdą wojnę bez wyjątku?
Innymi słowy, czy Leon sygnalizuje odejście od tradycji „wojny sprawiedliwej”, mimo jej związku ze św. Augustynem, patronem jego zakonu? Biorąc pod uwagę zmianę nauczania Kościoła w kwestii kary śmierci dokonaną przez jego poprzednika, nie jest to scenariusz nie do pomyślenia.
Niezależnie od odpowiedzi, obecna eskalacja ma swoje źródło w serii wydarzeń zapoczątkowanych potępieniem przez Leona słów Trumpa o tym, że „cała cywilizacja zginie tej nocy i nigdy nie powróci”. Papież słusznie skrytykował taki język, ale poszedł krok dalej, zachęcając Amerykanów do kontaktowania się z przedstawicielami w Kongresie w celu zakończenia wojny. Tym samym przekroczył granicę między stosowaniem zasad moralnych a bezpośrednim udziałem w sporze politycznym własnego kraju. Nawet jeśli inni papieże czynili podobnie, żaden papież-Amerykanin – z oczywistych względów – tego nie robił. Znajdujemy się na nieznanym terenie. Kolejnym krokiem było spotkanie papieża z Davidem Axelrodem, znanym strategiem Partii Demokratycznej i ostrym krytykiem Trumpa. Trzy dni później trzej amerykańscy kardynałowie – Blase Cupich, Joseph Tobin i Robert McElroy – wystąpili w programie „60 Minutes”, gdzie z werwą właściwą politykom zaatakowali prezydenta.
W tym momencie Trump odpowiedział atakiem na papieża – zarówno w serwisie Truth Social, jak i w wypowiedziach dla mediów. Język, jak to często u niego bywa, był przesadzony i grubiański.
Nie da się zaprzeczyć, że obecny prezydent często wypowiada się w sposób przynoszący wstyd krajowi, którym kieruje. Podobnie jak biskup Barron uważam, że powinien przeprosić. W swoim stylu Trump zareagował jednak odwrotnie – jeszcze bardziej zaostrzył krytykę. Taka już rzeczywistość.
Uderza mnie natomiast to, że traktuje papieża jak zwykłego polityka: „Papież Leon jest SŁABY wobec przestępczości i fatalny w polityce zagranicznej”, „[został wybrany] dlatego, że jest Amerykaninem i uznano, że to najlepszy sposób na poradzenie sobie z prezydentem Donaldem J. Trumpem”.
Można się oburzać – i ja się oburzam – ale nie wolno przeoczyć nowości i powagi tej sytuacji. Jako zwierzchnik Kościoła katolickiego papież Leon musi mieć swobodę wypowiadania się o wydarzeniach na całym świecie. Jako Amerykanin powinien jednak unikać wikłania się w bezpośrednie spory z politykami własnego kraju – zwłaszcza z tak niepowściągliwym przeciwnikiem jak Trump. Słusznie mówi, że nie „boi się” prezydenta ani żadnego ziemskiego przywódcy. Powinien jednak obawiać się uwikłania w dysfunkcyjną politykę swojego kraju. Można śmiało powiedzieć, że Leon dopiero uczy się, co to znaczy być papieżem-Amerykaninem w dzisiejszych realiach.
Tekst został pierwotnie opublikowany 16 kwietnia 2026 roku na portalu First Things pod tytułem An American Pope at a Time of War. Tłumaczenie redakcji Tertio.
Instytut Tertio Millennio, stawiając sobie za cel popularyzację nauczania społecznego Kościoła, ceni pluralizm opinii służący prawdzie, przy zachowaniu kultury dyskusji i wzajemnego szacunku. Teksty z działu „opinia” nie zawsze odzwierciedlają poglądy redakcji. Zapraszamy do polemiki, również na łamach tertio.pl.
