Z dniem 6 lutego kard. Timothy Michael Dolan przestanie być arcybiskupem Nowego Jorku
Przez ostatnie siedemnaście lat mieszkańcy Nowego Jorku wiedzieli, że mają arcybiskupa, i to w tym samym sensie, w jakim Jan Paweł II sprawił, że wiedzieli, iż mają papieża. Kardynał Dolan, cieszący się dobrym zdrowiem i pełnią energii, bynajmniej nie kończy swojej posługi ani wpływów. Jego obecność będzie odczuwalna w Stanach i w Rzymie przez lata – pisze George Weigel.
Na East 50th Street w dzielnicy Midtown na Manhattanie znajduje się steakhouse, do którego kardynał Timothy Dolan i ja chodziliśmy czasem na kolację po jednym lub dwóch apertifach w jego salonie. Restauracja znajdowała się niespełna przecznicę od rezydencji arcybiskupów Nowego Jorku – taki spacer zajmował zwykle dwie lub trzy minuty. Z kardynałem Dolanem często zajmował dziesięć, a czasem piętnaście minut, ponieważ niemal każdy mijany po drodze przechodzień chciał przywitać się z arcybiskupem, podzielić się historią, podziękować mu za to czy owo, lub po prostu powiedzieć „dzień dobry”.
Obserwowałem to wielokrotnie i przypominało mi to słowa jednego z poprzedników kardynała Dolana, kardynała Johna O’Connora, który w 1996 roku odpowiedział na moje pytanie o to, jakie właściwie było znaczenie Jana Pawła II.
„Ludzie po prostu wiedzieli, że mają papieża” – odparł kardynał O’Connor. Nie w sensie abstrakcyjnym. Nie jako ciekawostkę historyczną czy hasło w teleturnieju. Ale jako kogoś na wysokim stanowisku, z kim – jak wierzyli – łączy ich osobista relacja, mająca znaczenie w ich życiu. Kogoś, na kim mogą polegać. Kogoś, kto jest dla nich autorytetem. Kogoś, kto ich rozumiał, współczuł im – a wręcz ich kochał. Przez ostatnie siedemnaście lat mieszkańcy Nowego Jorku wiedzieli, że mają arcybiskupa, i to w tym samym sensie, w jakim Jan Paweł II sprawił, że wiedzieli, iż mają papieża.
Od czasu ogłoszenia w grudniu ubiegłego roku, że papież Leon XIV przyjął rezygnację, którą kardynał Dolan był kanonicznie zobowiązany złożyć rok temu w dniu swoich siedemdziesiątych piątych urodzin, składano liczne hołdy: dla wyjątkowego uosobienia chrześcijańskiej radości przez kardynała Dolana; dla jego umiejętności homiletycznych, łączących przystępność z duchową głębią; dla jego skutecznej pracy jako rektora seminarium formującego wyjątkowo dobrych księży; dla jego przywództwa w Konferencji Biskupów Katolickich Stanów Zjednoczonych; oraz dla jego gotowości do współpracy z możnymi tego świata, a jednocześnie mówienia im trudnej prawdy, gdy było to konieczne. Chciałbym skupić się na trzech aspektach jego osoby, które być może nie zostały dotychczas wystarczająco zauważone.
Po pierwsze, pod powierzchownością uśmiechniętego, towarzyskiego irlandzko-amerykańskiego „starszego brata” czy wujka, która stanowi jego publiczny wizerunek, Timothy Michael Dolan jest poważnym intelektualistą. Może być najlepiej oczytanym biskupem w Stanach Zjednoczonych; salon, w którym sączyliśmy trunki i rozmawialiśmy, był przepełniony nowymi książkami, które nie znajdowały się tam dla ozdoby. Były przeczytane lub właśnie czytane, a rzadko zdarzało się, bym wspomniał o tytule, o którym kardynał nie słyszał – te zaś, które były dla niego nowe, natychmiast zamawiał. Posiadając doktorat z historii katolicyzmu w USA, kardynał Dolan znał historię katolicyzmu w Stanach Zjednoczonych na wylot i posiadał największą skarbnicę anegdot historycznych, z jaką kiedykolwiek się spotkałem, z których wiele zaczerpnął od swojego mentora, wielkiego Johna Tracy Ellisa.
Po drugie, kardynał Dolan jest niezwykle lojalnym przyjacielem.
Po zapoznaniu się ze zwierzchnikiem Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego (UKGK), arcybiskupem większym Światosławem Szewczukiem, stał się jednym z orędowników i obrońców ukraińskiego lidera.
Dolan siedział obok Szewczuka, gdy szef wydziału „spraw zagranicznych” Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, metropolita Hilarion Ałfiejew, w pokazie groteskowo złych manier i rosyjskiej imperialnej arogancji, zbezcześcił swoje zaproszenie do przemawiania na Synodzie, ostro atakując UKGK. Kardynał arcybiskup Nowego Jorku zwrócił się do arcybiskupa większego kijowsko-halickiego i powiedział: „Jeśli chcesz wyjść, idę z tobą”. A w ciągu czterech lat od inwazji Rosji na Ukrainę żaden amerykański biskup nie wspierał zwierzchnika UKGK w USA, arcybiskupa Borysa Gudziaka, bardziej niż kardynał Dolan.
Jest też stała obrona wolności religijnej przez kardynała, widoczna w stworzeniu w katedrze św. Patryka małej kapliczki honorującej więźnia sumienia z Hongkongu, Jimmy’ego Lai. Sprzyjający reżimowi (lub skompromitowani) Chińczycy w Nowym Jorku protestowali; kardynał nie zważał na to.
Młody Tim Dolan nigdy nie chciał być nikim innym jak proboszczem i w głębi serca nim pozostał. Gdy przyjaciele chorują, dzwoni do nich. Jego wizyty w parafiach jako arcybiskupa, zarówno w Milwaukee, jak i w Nowym Jorku, były jego ulubionymi chwilami posługi pasterskiej. Gdziekolwiek służył, niemal wszyscy żałują jego odejścia, czego niestety nie można powiedzieć o każdym wyższym duchownym.
Z dniem 6 lutego przestanie być arcybiskupem Nowego Jorku. Ale kardynał Timothy Dolan, cieszący się dobrym zdrowiem i pełnią energii, bynajmniej nie kończy swojej posługi ani wpływów. Jego obecność będzie odczuwalna w Stanach i w Rzymie przez lata. I możemy dziękować za to Bogu.
Tłumaczenie redakcji Tertio. Felieton George’a Weigla „The Catholic Difference” jest dystrybuowany przez „Denver Catholic” dla Archidiecezji Denver. Ten tekst pod nazwą Cardinal Dolan: By No Means Finished Yet ukazał się na jej łamach 4 lutego 2026 roku.
