Sobór Watykański II to wydarzenie, które mimo upływu ponad 60 lat od jego zakończenia wciąż budzi wielkie emocje. Jego znaczenie podkreśla chociażby fakt, że papież Leon XIV zdecydował się przypomnieć bogactwo treści, które przynoszą soborowe dokumenty. O książce „Sobór, który trwa. Vaticanum II w praktyce duszpasterskiej” Mikołaj Musiał rozmawiał z księdzem dr. hab. Damianem Wąskiem, dyrektorem Centrum Badań nad Soborem Watykańskim II Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.
***
Mikołaj Musiał: Księże Profesorze, co stało u źródeł Soboru Watykańskiego II? Czy Kościół potrzebował wtedy nowego języka?
Ks. dr hab. Damian Wąsek, prof. UPJPII: Czasem słyszę, że przed Soborem Kościół wiedział, kim jest, a potem postanowił dopasować się do świata. To bardzo prosta opowieść, ale historycznie nieprawdziwa. Jan XXIII nie zwołał Soboru dlatego, że uznał Ewangelię za przestarzałą. Dostrzegł, że świat się zmienia, a Kościół musi zapytać, czy jego dotychczasowy sposób mówienia pozwala ludziom tę Ewangelię usłyszeć.
Wyobraźmy sobie człowieka pytającego o sens pracy, o małżeństwo, o zagrożenie wojną. Jeśli odpowiadamy mu wyłącznie formułami zrozumiałymi dla specjalistów, problemem nie jest jego niechęć do prawdy. Być może to my nie podjęliśmy trudu rozmowy. Jan XXIII rozróżniał treść wiary od sposobu jej wyrażania. Sobór potraktował to rozróżnienie poważnie.
W dyskusjach o Soborze bywa tak, że historyczny język Kościoła staje się niemal nietykalny, jakby każda zmiana słów była zmianą wiary. Tymczasem Tradycja żyje także dzięki temu, że Kościół umie przekazać otrzymaną prawdę ludziom, którzy nie żyją już w świecie naszych dziadków. Wierność wymaga czasem nauczenia się nowych słów.
Mając to na uwadze, czy przed Soborem teologia rozmawiała z życiem zwykłych wiernych?
Oczywiście były środowiska, które robiły to od dawna. Sobór nadał jednak tej intuicji rangę zadania dla całego Kościoła. Wystarczy przypomnieć początek Gaudium et spes: radości i nadzieje, smutki i lęki ludzi współczesnych, zwłaszcza ubogich i cierpiących, są bliskie również uczniom Chrystusa.
Za tym zdaniem stoi bardzo konkretna decyzja. Kiedy człowiek mówi o bezrobociu, małżeństwie, wojnie albo samotności, teologia nie może uznać, że zadaje pytania spoza jej dziedziny. Wiara dotyczy całego człowieka. Sobór przypomniał też, że świeccy nie są jedynie odbiorcami duszpasterstwa. Żyją Ewangelią w miejscach, do których ksiądz często w ogóle nie dociera: w domu, pracy, nauce, kulturze i życiu publicznym. Jeśli Kościół chce rozumieć ten świat, potrzebuje ich doświadczenia i głosu.
W 2026 roku Papież Leon XIV zdecydował się rozpocząć cykl katechez o nauczaniu Soboru Watykańskiego II. Co biskup Rzymu mówi dziś o Soborze i jego nauczaniu?
Leon XIV zachęca, by ponownie czytać dokumenty soborowe jako teksty, które pomagają odpowiadać na obecne pytania. W styczniu 2026 roku rozpoczął cykl katechez im poświęconych. Mówił, że Sobór otworzył Kościół na dialog z ludźmi dobrej woli, a jego dokumenty zachowały aktualność i uczą rozpoznawać znaki czasu.
W jego odczytaniu Gaudium et spes Kościół ma być blisko człowieka i brać na serio konkretną sytuację historyczną. Papież przenosi tę soborową perspektywę także na nowe wyzwania, w tym pytania o godność osoby w epoce sztucznej inteligencji. Można powiedzieć tak: Leon XIV otwiera dokumenty Soboru i jednocześnie otwiera oczy na dzisiejszy świat.
Z książki Księdza Profesora można wyciągnąć wniosek, że Sobór daje też lekcje synodalności. Jakie lekcje synodalności daje nam Sobór Watykański II?
Pierwszą lekcją jest samo doświadczenie Soboru. Biskupi z różnych kontynentów spotkali się, słuchali siebie, spierali się i wspólnie szukali odpowiedzi. Wielu odkrywało wówczas z nową siłą, że ich odpowiedzialność nie kończy się na własnej diecezji. Kościół powszechny nie był już dla nich pojęciem z podręcznika. Siedział obok, mówił innym językiem i przynosił inne doświadczenia.
Sobór rozwinął naukę o kolegialności biskupów. Dzisiejsza rozmowa o synodalności obejmuje szersze pytanie: jak cały Lud Boży może uczestniczyć w słuchaniu, rozeznawaniu i misji Kościoła. Nie należy tych pojęć utożsamiać, ale łączy je ważna intuicja: nikt nie widzi całej drogi z miejsca, w którym stoi sam. Wspólne słuchanie nie znosi odpowiedzialności pasterzy. Pomaga im zobaczyć to, co mogłoby umknąć z jednej perspektywy.
Używa Ksiądz zwrotu „Kościół, który robi miejsce”. Czym jest Kościół, który robi miejsce?
„Robić miejsce” brzmi serdecznie, ale w praktyce bywa wymagające. Oznacza dopuścić drugiego człowieka do głosu i potraktować poważnie to, co wnosi. Sobór przypomniał o godności wszystkich ochrzczonych i o ich odpowiedzialności za misję Kościoła. Świecki nie jest gościem zaproszonym do pomocy przy „naszych” kościelnych sprawach – Kościół jest również jego sprawą.
Podobnie spotkanie z chrześcijańskim Wschodem wymagało uznania, że katolickość może wyrażać się w różnych liturgiach i tradycjach. Dialog ekumeniczny i międzyreligijny wymagał zaś nauczenia się szacunku wobec osób, z którymi nie dzielimy wszystkiego. Kościół robi miejsce wtedy, gdy bliskość drugiego człowieka naprawdę wpływa na sposób, w jaki słucha, myśli i działa.
Jak Sobór patrzy na człowieka i na świat, w którym on żyje?
Sobór patrzy na człowieka z nadzieją, ale bez naiwności. Widzi jego godność, wolność i zdolność do miłości. Widzi też cierpienie, wewnętrzne rozdarcie, grzech i lęk. W Gaudium et spes mówi, że tajemnica człowieka wyjaśnia się w pełni w Chrystusie. To ważne: Chrystus pozwala zobaczyć nie tylko ludzką słabość, lecz także to, do czego człowiek jest powołany.
Podobnie świat nie jest dla Soboru obszarem, od którego chrześcijanin powinien uciekać. To przestrzeń pracy, nauki, kultury, polityki i relacji; przestrzeń, w której podejmujemy odpowiedzialność za innych. Sobór zachęca do zaangażowania w nią, a zarazem do krytycznego spojrzenia na wszystko, co poniża człowieka. Wiara nie odrywa nas od ludzkich spraw. Pomaga pytać, jak przeżywać je bardziej po ludzku.
Co to znaczy, że droga do Boga musi być drogą wolną? Dlaczego tak trudno było to powiedzieć na Soborze?
Deklaracja Dignitatis humanae dotyka pytania, od którego nie można uciec: czy wolno bronić prawdy, posługując się przymusem wobec sumienia? Sobór odpowiedział, że człowiek powinien szukać prawdy i być jej wierny, ale władza nie może wymusić na nim aktu religijnego. Można wymusić deklarację. Nie można wymusić wiary.
Niektórzy krytycy Soboru widzą w tym kapitulację przed relatywizmem. To pomylenie dwóch spraw. Twierdzenie, że człowiek ma być wolny od przymusu religijnego, nie oznacza, że wszystkie religie są równie prawdziwe. Prawo osoby do wolności od przymusu nie jest nagrodą za trafność jej poglądów. Wynika z jej godności.
Właśnie dlatego spór soborowy był tak trudny. Trzeba było na nowo przemyśleć relację między prawdą, sumieniem i państwem oraz zmierzyć się z własną historią. Wierność Kościołowi nie wymaga udawania, że w tej historii nigdy nie używano siły w sprawach wiary. Wymaga pytania, czy taki sposób działania odpowiada Ewangelii.
Ważnym dokumentem przyjętym w trakcie obrad Soboru Watykańskiego II była deklaracja Nostra aetate. Czym jest „język promienia”? Czego uczy nas ten dokument?
Sobór mówi, że w innych religiach może odbijać się „promień Prawdy” oświecającej wszystkich ludzi. Niektórzy reagują na to nerwowo: skoro dostrzegamy prawdę gdzie indziej, to czy nie osłabiamy wyznania wiary w Chrystusa? Moim zdaniem jest odwrotnie. Jeżeli wierzymy, że Bóg działa w świecie, nie powinniśmy bać się rozpoznać dobro tam, gdzie ono rzeczywiście jest.
„Promień” nie oznacza, że wszystkie religie mówią to samo. Oznacza, że chrześcijanin nie musi zaczynać spotkania z wyznawcą innej religii od odmówienia wartości wszystkiemu, co dla tamtego człowieka święte. Może słuchać uczciwie, zachowując własną wiarę.
Najbardziej wymagająca część Nostra aetate dotyczy judaizmu. Sobór odrzucił przypisywanie Żydom jako narodowi odpowiedzialności za śmierć Jezusa i potępił antysemityzm. To nie był dyplomatyczny gest wobec świata. To było uznanie, że chrześcijanie muszą zmienić także własny sposób mówienia, gdy rani on ludzi i fałszuje nasze rozumienie ich religii.
Dlaczego Wschód stał się pytaniem o samą naturę Kościoła? Czy dekret Orientalium Ecclesiarum mówi więcej o katolickich Kościołach wschodnich, czy o nas, łacinnikach?
Spotkanie ze Wschodem zmusza łacinników do rozróżnienia, którego czasem nie chcemy dokonać: między tym, co należy do wiary Kościoła, a tym, do czego przywykliśmy w naszej tradycji. Liturgia, dyscyplina i struktury chrześcijańskiego Wschodu rozwijały się inaczej. Nie czynią go przez to mniej katolickim.
W środowiskach przywiązanych do tradycji łacińskiej często mówi się o tradycji w liczbie pojedynczej, jak gdyby jej jedynym rozpoznawalnym kształtem był Zachód. Wschodni katolicy przypominają, że historia Kościoła jest bogatsza. Ich dziedzictwo nie potrzebuje usprawiedliwienia przed łacińskim zwyczajem.
Dlatego Orientalium Ecclesiarum jest również pytaniem skierowanym do nas: czy bronimy tego, co naprawdę wspólne całemu Kościołowi, czy czasem nadajemy własnym przyzwyczajeniom rangę powszechnego prawa? Katolickość wymaga jedności wiary i komunii. Nie wymaga jednolitości wszystkich form życia kościelnego.
Czego uczy nas dekret o ekumenizmie?
Unitatis redintegratio proponuje trudniejsze zadanie niż samo wskazywanie błędów innych chrześcijan. Wzywa katolików, by zapytali także o własne zaniedbania i o to, co po naszej stronie przeszkadza jedności. Dla niektórych brzmi to jak ustępstwo, a przecież rachunek sumienia nie jest ustępstwem wobec kogokolwiek.
Sobór nie mówi, że różnice doktrynalne zniknęły. Zachęca, by o nich rozmawiać uczciwie, zaczynając od tego, co jest w centrum chrześcijańskiej wiary. Przypomina też, że w innych wspólnotach chrześcijańskich istnieją autentyczne dobra duchowe. Można być przekonanym o prawdzie katolickiej wiary i zarazem uznać, że od innych chrześcijan mamy się czego uczyć.
Jeśli jedność wyobrażamy sobie tylko jako chwilę, w której inni przyznają nam rację, nie podjęliśmy jeszcze całego wysiłku, do którego wzywa Sobór. Dialog wymaga od nas jasnego mówienia o wierze, ale również gotowości do wysłuchania odpowiedzi.
Ostatnim dokumentem omawianym przez Księdza w książce jest dekret o posłudze i życiu kapłanów. Jaki obraz kapłaństwa przynosi Presbyterorum ordinis?
Kapłan jest w nim człowiekiem posłanym do ludzi: głosi słowo Boże, sprawuje sakramenty i służy wspólnocie. Jego posługa ma sens w relacji do Chrystusa, biskupa i całego Ludu Bożego. Nie czyni go kimś, kto stoi poza wspólnotą i jedynie zarządza jej religijnym życiem.
Dekret mówi też coś ważnego o duchowości księdza. Nie musi on szukać jej wyłącznie obok swojej codziennej pracy. Jego droga do świętości wiedzie również przez sposób, w jaki głosi, słucha, celebruje i troszczy się o powierzonych mu ludzi. Oczywiście sama liczba zajęć nikogo nie uświęca. Chodzi o miłość pasterską, która nadaje tym działaniom sens. Ksiądz nie jest właścicielem wspólnoty. Ma jej pomagać spotykać Chrystusa i odkrywać własną odpowiedzialność za Ewangelię.
Dziękuję za rozmowę.

