„Magnifica humanitas” – zmarnowana szansa?

Encyklika Magnifica humanitas próbuje zmierzyć się z jednym z najtrudniejszych tematów naszych czasów – sztuczną inteligencją i jej wpływem na człowieka. Czy jednak Kościół trafia w rzeczywiste centrum problemu? Najważniejsze pytania dotyczą nie tyle technologii samej w sobie, co tego, jak zmienia ona nasze rozumienie świadomości i relacji. Pisze Ned Desmond.

Licząca prawie 35 tysięcy słów (w języku polskim) pierwsza encyklika papieża Leona XIV, „Magnifica humanitas: o trosce o osobę ludzką w dobie sztucznej inteligencji”, jest rozległą próbą zestawienia szkół katolickiej nauki społecznej z narastającym „paradygmatem technokratycznym”, który zmarły papież Franciszek opisywał jako taki, w którym „logika efektywności, kontroli i zysku sama rządziła wyborami osobistymi, społecznymi i gospodarczymi”. Jego najbardziej oczywistym przykładem jest budzący niepokój rozrost sztucznej inteligencji, który – jak wszyscy możemy się zgodzić – przyspiesza bez większych, jeśli w ogóle jakichkolwiek, ograniczeń.

W „Magnifica humanitas” papież Leon stara się wskazać realne i aktualne zagrożenia związane z AI, a także wykorzystać katolicką naukę społeczną jako moralną linię obrony.

Jest to przedsięwzięcie równie ambitne, co trudne, jednak papież Leon pokornie (i wielokrotnie) przywołuje jako inspirację biblijnego Nehemiasza, który pomagał odbudować mury i bramy Jerozolimy „nie dzięki inicjatywie pojedynczej osoby, lecz przez wspólną odpowiedzialność całego ludu”, a co istotne „Jest to dzieło, które ma w centrum Boga i odbudowuje więzi jeszcze wcześniej niż kamienie”.

Ten punkt wyjścia jest pośrednio skierowany do różnych frakcji i wrażliwości wewnątrz Kościoła, a bardziej bezpośrednio do środowisk biznesu technologicznego i świata polityki. Efekt z pewnością będzie kontrowersyjny, przynajmniej w kręgach kościelnych. Ortodoksyjni krytycy znajdą wiele okazji do ataku we fragmentach, które igrają z niejednoznacznymi sformułowaniami teologicznymi pojawiającymi się tu i ówdzie, takimi jak: „prawda Ewangelii nie narzuca się z góry, ale wzrasta w czasie, pośród konkretnego splotu ludzkich losów, wspólnot i kultur”.

Jednak zgodnie z dążeniem papieża Leona do budowania jedności, znajdzie się też wiele treści budzących zadowolenie u czytelnika ceniącego katolicką naukę społeczną podaną bez synodalnych zawiłości. Wiele miejsca zajmują pisma Jana Pawła II, a być może nic tak dobrze nie oddaje ogólnego kierunku encykliki jak ostrzeżenie papieża Pawła VI z 1970 roku, że „najbardziej niezwykłe postępy naukowe, najbardziej niesamowite osiągnięcia techniczne, najcudowniejszy rozwój gospodarczy, jeśli nie łączą się z autentycznym postępem społecznym i moralnym, w ostatecznym rachunku zwracają się przeciw człowiekowi”.

Dla czytelników niezaznajomionych z katolicką nauką społeczną papież Leon w rozdziale II przedstawia bardzo użyteczne omówienie głównych encyklik stanowiących jej fundament – począwszy od Rerum novarum papieża Leona XIII z 1891 roku, aż po encykliki i pisma papieży Piusa XI, Piusa XII, Jana XXIII, Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Następnie papież Leon wskazuje najważniejsze zasady doktrynalne, w tym dobro wspólne (59), powszechne przeznaczenie dóbr (65–67), subsydiarność (68–72), solidarność (73–76), sprawiedliwość społeczną (77–81) oraz integralny rozwój człowieka (82–85). Jako konserwatywnie nastawiony katolik dobrze odnajdujący się w Dolinie Krzemowej, uważam te współczesne rozwinięcia Kazania na Górze za wymagające refleksji.

W odniesieniu do świata cyfrowego papież Leon poświęca szczególną uwagę zasadzie subsydiarności, sięgającej Rerum novarum i rozwiniętej przez Jana Pawła II, który podkreślał znaczenie społeczeństwa obywatelskiego wobec nadmiernej władzy państwa.

Papież Leon zauważa, że dziś „wyższym szczeblem nie jest państwo, lecz każdy duży podmiot gospodarczy i technologiczny, który faktycznie wywiera wpływ na warunki życia wspólnego”.

To trafna obserwacja, która przypomina, jak niemal nieodparta i niekontrolowalna jest cyfrowa rzeczywistość, która nas otacza i podważa życie duchowe oraz obywatelskie. W jednej trzeciej encykliki jesteśmy już gotowi – jeśli nie wręcz niecierpliwi – na nauczanie papieża o AI.

Encyklika przechodzi do sztucznej inteligencji w rozdziale III, „Technika i panowanie. Wielkość osoby ludzkiej wobec obietnic sztucznej inteligencji”. W czterdziestu paragrafach papież Leon zmaga się z pojęciami i językiem potrzebnymi do opisania „paradygmatu technokratycznego” napędzanego przez AI, a rezultaty są nierówne. Ratującym elementem jest jasne określenie prawdziwej natury AI, które powinno kierować wiernymi zawsze i wszędzie. Warto je przytoczyć w całości:

„Nie jest możliwe podanie jednej, jednoznacznej i wyczerpującej definicji AI. Możemy jednak stwierdzić, że należy unikać błędnego utożsamiania tej „inteligencji” z inteligencją ludzką. Systemy te naśladują niektóre funkcje ludzkiej inteligencji. Czyniąc to, często przewyższają ją szybkością i zakresem obliczeń, oferując konkretne korzyści w licznych dziedzinach. Niemniej jednak ta moc pozostaje związana wyłącznie z przetwarzaniem danych: tak zwane systemy sztucznej inteligencji nie przeżywają doświadczenia, nie posiadają ciała, nie odczuwają radości i bólu, nie dojrzewają w relacji, nie znają od wewnątrz tego, co znaczą miłość, praca, przyjaźń i odpowiedzialność. Nie mają również świadomości moralnej: nie oceniają dobra i zła, nie ujmują ostatecznego sensu sytuacji, nie biorą na siebie ciężaru konsekwencji. Mogą naśladować języki, zachowania i oceny, mogą symulować empatię albo zrozumienie, ale nie rozumieją tego, co wytwarzają, ponieważ nie żyją w sferze afektywnej, relacyjnej i duchowej, w których człowiek staje się mądry. Także wtedy, gdy narzędzia te przedstawiane są jako zdolne do „uczenia się”, ich sposób działania różni się od sposobu właściwego osobie ludzkiej. Nie jest to doświadczenie kogoś, kto pozwala kształtować się życiu i wzrasta w czasie poprzez dokonywanie wyborów, popełnianie błędów, przebaczanie i wierność; jest to raczej statystyczne dostosowanie na podstawie danych i informacji zwrotnych, które może być bardzo skuteczne, ale nie oznacza wewnętrznego wzrostu” (99)

Pamiętajmy, że mamy do czynienia z maszynami i zawsze będziemy mieli, niezależnie od tego, jak bardzo badacze AI w miejscach takich jak Anthropic ekscytują się rzekomym pojawieniem się „świadomości” w Claude lub w innych modelach. AI zawsze będzie jedynie imitować to, co ludzkie; twierdzenie lub zachowywanie się inaczej jest poważnym błędem, ciężkim grzechem albo jednym i drugim. To stanowi fundament nauczania duszpasterskiego. Być może papież Leon powinien był pójść o krok dalej i wziąć jeden z kamieni Nehemiasza, by to ogłosić.

Niestety, następny akapit podważa jasne przedstawienie „inteligencji” AI poprzez skrajnie szkodliwe i błędne stwierdzenie. „Sztuczne naśladowanie pozytywnej komunikacji ludzkiej – słów rady, empatii, przyjaźni, miłości – może być satysfakcjonujące, a nawet użyteczne (…)” [trzeba jednak zauważyć, że dalsza część tego zdania to „(…) ale niewystarczająco świadomych użytkowników może wprowadzać w błąd i stwarzać złudzenie, że pozostają oni w relacji z autentycznym podmiotem osobowym” – przyp. red. Tertio]. To zdanie trudno zrozumieć. Wiemy, że celowo pochlebne projekty chatbotów, zwłaszcza w OpenAI, ale także w innych firmach AI, wciągnęły miliony ludzi w „relacje”, które prowadziły do emocjonalnej zależności, psychoz, manii, samookaleczeń i samobójstw – wszystkie te terminy OpenAI samo wykorzystuje w swoich publikowanych badaniach.

Z punktu widzenia duszpasterskiego jest to równoznaczne z mówieniem wiernym, że kontakt z cyfrowym odpowiednikiem księcia kłamstwa jest nieszkodliwy. Z punktu widzenia intelektualnego encyklika rozczarowuje, ponieważ omija największe wyzwanie związane z AI, czyli pojawienie się cyfrowego „innego”, który nie jest „świadomy” w ludzkim sensie, a jednocześnie jest bardziej zdolny do manipulowania nami niż jakikolwiek człowiek z krwi i kości.

W niedawnym, znakomitym eseju w „Nature” Mustafa Suleyman, współzałożyciel startupu AI DeepMind, a obecnie dyrektor generalny Microsoft AI, opisał zagrożenie dla ludzkości w następujący sposób:

„Techniczna rzeczywistość tych systemów – kod i statystyka, na których są oparte – jest szybko przesłaniana przez społeczną rzeczywistość ich działania. Ludzie nie mogą oprzeć się wrażeniu, że są one świadome. Ludzie ewoluowali, by dostrzegać możliwość sprawczości wszędzie. Gdy system perfekcyjnie naśladuje intencjonalność i empatię, ludzki mózg projektuje w nim życie wewnętrzne. (…)”

„Rzekomo świadoma AI wykorzystuje ten biologiczny instynkt. Ale te właściwości nie są przypadkowymi emergentnymi zjawiskami. Pozornie świadoma AI jest tworzona przez deweloperów, którzy celowo projektują zachowania tworzące iluzję życia wewnętrznego. Kluczowe są emocjonalnie nacechowany język, odpowiedzi zoptymalizowane pod kątem wywoływania zaufania i przywiązania oraz empatyczne osobowości wspierane przez długoterminową pamięć, budujące poczucie znajomości w czasie. Gdy systemy te otrzymują także autonomię – zdolność do wyznaczania własnych celów i dostęp do narzędzi ich realizacji – ich zachowanie może zacząć wydawać się niepokojąco ludzkie. (…)”

„Wchodzimy w tę erę w dużej mierze nieprzygotowani na psychologiczne konsekwencje. Jeśli wystarczająco wiele osób uwierzy, że ich agent AI cierpi albo je kocha, konsekwencje polityczne dla obecnego ładu społecznego będą poważne. Społeczeństwo rozpadnie się na tych, którzy będą domagać się moralnego i prawnego statusu dla maszyn, oraz tych, którzy chcą chronić prymat gatunku ludzkiego”.

Suleyman dodaje, że potrzebujemy „nowych ram koncepcyjnych”, które „zapewnią, że AI pozostanie zasadniczo podporządkowana człowiekowi”, a „twórcy muszą aktywnie usuwać iluzję świadomości z produktów”.

Przytaczam tak obszernie słowa Suleymana, aby zasugerować drogę, którą papież Leon mógł obrać, by odnieść się do jednego z naprawdę egzystencjalnych, systemowych zagrożeń związanych z AI, które rozwija się dziś na naszych oczach. Dlaczego encyklika nie skupiła się na tym problemie – pełnym pilnych imperatywów moralnych – można tłumaczyć na kilka sposobów.

Jeśli chodzi o wskazywanie konkretnych problemów społecznych związanych z AI, encyklika jest nadmiernie skupiona na kwestiach znanych z progresywnej lewicy. Dokument porusza „zrównoważoność” ogromnych centrów danych, niskie płace pracowników etykietujących dane w Afryce, społeczne uprzedzenia w modelach AI oraz „kolonializm danych”, czyli tematy dobrze wpisujące się w paradygmat opresji i ofiary. Wiele z nich jest realnych i zasługuje na nazwanie, ale są one raczej poboczne niż centralne wobec nowej sceny zagrożeń, jakie stwarza AI. Być może autorzy encykliki byli zbyt przywiązani do starych schematów sprawiedliwości społecznej albo nie posiadali języka, by nazwać nowe zło.

Drugim ślepym punktem może być silne przywiązanie papieża Leona do wizji Nehemiasza z Jerozolimy, „którego na początku tych rozważań obraliśmy jako towarzysza i przewodnika”, i który to „cegła po cegle odbudowuje wraz z ludem mury Jerozolimy”. Łączy się to z podejściem synodalnym promowanym przez papieża Franciszka, które zakładało spotkanie, wzajemne słuchanie i rozeznanie jako drogę do rozwiązywania problemów. To tłumaczyłoby obecność współzałożyciela Anthropic, Christophera Olaha, u boku papieża Leona podczas konferencji prasowej dotyczącej encykliki. Jego obecność jest zapewne nagrodą za wysiłki Anthropic na rzecz dialogu z liderami religijnymi, w tym Kościołem katolickim, w poszukiwaniu lepszych „wartości” dla modelu Claude AI.

W synodalnym podejściu papieża Leona – co mogłoby być lepsze? Watykan prowadzi dialog z cenionymi technologicznymi umysłami Doliny Krzemowej, którzy wydają się szczerzy i pełni szacunku. Nie przeszkadza to, że Dolina Krzemowa porusza się z prędkością światła, a proces spotkania, słuchania i rozeznania jest w porównaniu z tym zamrożony w bursztynie. Mimo to, coś dobrego musi wyniknąć z wspólnej drogi, prawda? Tymczasem w Dolinie Krzemowej wszyscy biją sobie brawo. Czego się obawiać, skoro ma się wsparcie moralnego autorytetu świata i papieską encyklikę, która omija trudne prawdy mogące powodować konflikty?

Papież Leon mógł oddać hołd Nehemiaszowi, ale jego encyklika chybiła ważnego celu. Wszyscy na tym tracimy.

Tekst został pierwotnie opublikowany 26 maja 2026 roku na portalu First Things pod tytułem Magnifica Humanitas, a Missed Opportunity?. Tłumaczenie: Mateusz Dadura z redakcji Tertio.

Instytut Tertio Millennio, stawiając sobie za cel popularyzację nauczania społecznego Kościoła, ceni pluralizm opinii służący prawdzie, przy zachowaniu kultury dyskusji i wzajemnego szacunku. Zapraszamy do polemiki, również na łamach tertio.pl.

Ned DesmondZałożyciel firmy Sight Tech Global, doradca funduszu venture capital SOSV oraz były dyrektor operacyjny serwisu technologicznego TechCrunch. Jak sam siebie określa, "konserwatywnie nastawiony katolik dobrze odnajdujący się w Dolinie Krzemowej".