Nieoczekiwany duchowy dar AI

Hands and arms – Wenceslaus Hollar, 1644–52.

XX wiek nie był szczególnie łaskawy ani dla pracowników fizycznych, ani dla Boga. Rewolucja przemysłowa oraz znaczenie, jakie przypisujemy nauce, zdeprecjonowały zarówno robotnika wykonującego pracę ręczną, jak i jego staroświecką wiarę w Boga. Gdy szkody są już w dużej mierze dokonane – uczestnictwo w praktykach religijnych spada, a zatrudnienie w sektorze pracy fizycznej jest na historycznie niskim poziomie – technologia kieruje teraz swój wzrok na prawników i księgowych.

Sztuczna inteligencja, zwłaszcza duże modele językowe (LLM), obiecuje zautomatyzować aspekty pracy umysłowej, które kiedyś uważano za odporne na mechanizację. Ta zmiana stwarza szansę – nie tylko ekonomiczną, lecz także duchową. Jeśli maszyny mogą pisać projekty pism procesowych i przeprowadzać audyty, jesteśmy zmuszeni zadać głębsze pytanie: po co właściwie jest praca?

W latach 70. chasydzki rabin o imieniu Shlomo Chaim Kesselman wysunął pewną przepowiednię: tak jak technologia uczyniła zbędnymi woźnicę i praczki, tak wkrótce „wynajdą maszynę, która będzie wielkim uczonym”. Gdy ten dzień nadejdzie – pisał rabin Kesselman – „wszyscy zrozumieją, że nawet samo studiowanie, jeśli nie wypływa z prawdziwej bojaźni niebios i przylgnięcia do Świętego… nie jest ostatecznym celem zstąpienia duszy na ten świat”.

Jeśli rabin Kesselman przewidział maszynę-uczonego, to rabin Eliasz ben Salomon Zalman (znany jako Gaon z Wilnaq) przewidział pokusę, która się z tym wiąże, już w XVIII wieku. Według pewnej tradycji wpływowy rabin odrzucił nadprzyrodzone skróty do wiedzy – odmówił aniołom, które chciały go nauczać – ponieważ w życiu religijnym nie ma skrótów. Sama duchowa walka jest sednem; nasza wolna wola odróżnia nas od zwierząt, aniołów i sztucznej inteligencji.

Sztuczna inteligencja nie może zastąpić religijnych obowiązków, które miliardy ludzi uznają za centralne dla swojego życia. Dziesięć Przykazań nakazuje nam przestrzegać szabatu i czcić rodziców. Technologia może pomagać w wypełnianiu tych obowiązków, utrudniać je albo od nich rozpraszać, ale nie może ich wypełnić za nas. Jeśli pisanie pism prawnych i przeprowadzanie audytów zostanie zautomatyzowane, warto pamiętać, że choć człowiek rodzi się do trudu, rabini wyjaśniają, iż chodzi o trud duchowy.

Na pustyni Synaj Izraelici usłyszeli, że Bóg „Utrapił cię, dał ci odczuć głód, żywił cię manną […] bo chciał ci dać poznać, że nie samym tylko chlebem żyje człowiek […]” [Pwt 8, 3]. Lekcja ta nie dotyczyła jedynie utrzymania przy życiu, lecz także sensu:

Praca nie jest celem samym w sobie. Nawet jeśli manna spada z nieba i znika potrzeba wypełniania formularzy podatkowych, wciąż pozostaje duchowa praca do wykonania.

Współczesne społeczeństwo przemysłowe opiera się częściowo na protestanckiej etyce pracy, ale także – jak zauważył historyk gospodarczy Emil Kauder – na filozofii moralnej późnych hiszpańskich scholastyków, którzy rozumieli znaczenie czasu wolnego dla proto-kapitalistycznych społeczeństw.

Praca jest środkiem. Celem organizacji gospodarczej jest zaspokojenie potrzeb konsumentów poprzez efektywną alokację kapitału. Jeśli te potrzeby można zaspokoić przy mniejszej ilości pracy (a większej ilości kapitału), tym lepiej. W latach 50. Al Capp stworzył słynną kreskówkową istotę o nazwie Shmoo, która natychmiast produkowała dla ludzi wszystko, czego tylko zapragnęli. Została wytępiona, ponieważ była „zła dla biznesu”, ale oczywiste jest, że Shmoo byłby dobry dla społeczeństwa, niezależnie od tego, jak bardzo szkodziłby wynikom finansowym firm. Wyobraź sobie, jak straszne byłoby mieć wszystkie potrzeby zaspokojone, całą żywność wyhodowaną, wszystkie choroby wyleczone, a wszystkie wojny zakończone natychmiast i za darmo – jak straszne byłoby to dla wskaźników zatrudnienia!

Sceptycy zauważą, że przewidywania o technologicznej eliminacji miejsc pracy są starsze niż XIX-wieczni ludyści.

Ludzka kreatywność zawsze znajduje nowe zawody do stworzenia i nowe dokumenty do wypełnienia. Ten moment wydaje się jednak inny, ponieważ nowa technologia powiela aspekt pracy szczególnie ludzki: zdolność posługiwania się językiem.

A dla tych, których nie zachwyciło kilka prób z ChatGPT czy Claude’em, spróbujcie użyć najnowszych płatnych modeli do wykonania zadania, które pochłania najwięcej godzin waszej pracy. To, co potrafią zrobić, jest zdumiewające.

Istnieje też religijny wymiar technologicznego optymizmu. Niektóre tradycje opisują epokę mesjańską nie jako czas jawnych cudów, lecz jako epokę postępu technologicznego i politycznego, w której głód, choroby i wojny stają się przeszłością. Ta aspiracja często schodziła na niebezpieczne manowce; groźni utopijni ideologowie, tacy jak Karol Marks (zainspirowany religijnymi ruchami millenarystycznymi), próbowali – jak ujął to Eric Voegelin – „zimanentyzować eschaton”, czyli siłą sprowadzić Królestwo Boże na ziemię. Ale to, że nie powinniśmy przyspieszać przyjścia Mesjasza, nie znaczy, że nie możemy z niecierpliwością na niego czekać. W istocie większość religii abrahamowych uważa to oczekiwanie za religijny obowiązek. Choć sztuczna inteligencja może ostatecznie nie wprowadzić świata post-niedoboru, połączenie AI i automatyzacji jest w naszych czasach technologią najbardziej zgodną z tradycyjną wizją epoki mesjańskiej.

Teraz jest czas, by pojednać się z Bogiem. Uwolnieni od wymogów pracy ludzie są zmuszeni zastanowić się nad sensem (albo – niestety – uciec od tej odpowiedzialności w hedonizm).

Społeczeństwo, które może zlecić większą część swojej pracy produkcyjnej maszynom, albo na nowo nauczy się dawnych sposobów korzystania z wolności – modlitwy, nauki, rodziny, obowiązku – albo znieczuli się rozrywkami.

Tak czy inaczej, wymówka znika. Świat się zmienia i być może jesteśmy bliżej końca niż początku – bliżej chwili, w której zostaniemy poproszeni o zdanie sprawy.

Tekst został pierwotnie opublikowany 6 marca 2026 roku na portalu First Things pod tytułem The Spiritual Windfall of AI. Tłumaczenie redakcji Tertio.

Max RaskinPracownik naukowy oraz adiunkt w Szkole Prawa New York University.