Dialog międzyreligijny 60 lat po soborze: kontrowersje i granice prawdy

Jerozolima – skrzyżowanie religii abrahamowych. Widok z kościoła Dominus Flevit na Wzgórze Świątynne. Fot. Berthold Werner, 10 listopada 2008, domena publiczna.

28 października minęło 60 lat od ogłoszenia deklaracji Soboru Watykańskiego II Nostra aetate. Dokument ten, poświęcony relacjom Kościoła katolickiego z religiami niechrześcijańskimi, dla jednych stał się symbolem zdrady i bluźnierstwa, dla innych – nadziei i potrzebnego kroku naprzód. Słynne porównanie światowych religii do różnych języków, użyte przez papieża Franciszka w zeszłym roku, było kolejną deską dorzuconą do palącego się od wielu lat ogniska sporów wokół – podobno – „heretyckiego” przewrotu, jaki dokonał się na Soborze.

„Rewolucyjny” dokument

Deklaracja soborowa składa się z kilku paragrafów, które na początku odnoszą się do fenomenu religii jako takiej. Tekst następnie coraz dokładniej określa podejście Kościoła do konkretnych tradycji religijnych świata, kończąc na judaizmie rabinicznym. Kiedy czytamy ten dokument w duchu tradycji katolickiej, oprócz bardziej otwartego tonu nie widać na pierwszy rzut oka niczego aż tak przełomowego, co mogłoby wpływać na jego powszechnie negatywną ocenę wśród wielu zwolenników tradycji. W pierwszym paragrafie deklaracja określa, jak Kościół katolicki postrzega swoje miejsce w odniesieniu do religii niechrześcijańskich we współczesnym świecie, w którym narody są coraz bardziej zależne od siebie. Ukazuje wspólne dążenie ludzkości do Boga jako ostatecznego celu oraz wskazuje, że różne religie starają się odpowiedzieć na uniwersalne pytania o sens życia, cierpienie i życie po śmierci.

Drugi paragraf dostrzega w człowieku i tworzonej przez niego kulturze pewną tęsknotę za prawdą i absolutem, której wyrazem jest właśnie powstawanie różnych systemów religijnych. Określa także, w jaki sposób główne religie Wschodu – hinduizm, buddyzm i inne – próbują prowadzić człowieka do wyzwolenia, oświecenia lub zjednoczenia z boskością poprzez nauki, praktyki i obrzędy. W tym fragmencie pada również chyba najpopularniejsze stwierdzenie całej deklaracji:

„Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych prawdziwe jest i święte. Ze szczerym szacunkiem odnosi się do owych sposobów działania i życia, do owych nakazów i doktryn, które chociaż w wielu wypadkach różnią się od zasad przez niego wyznawanych i głoszonych, nierzadko jednak odbijają promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi” (NA, DRN2)

Kościół wyraźnie pragnie dowartościować pewne elementy innych religii, które w jego mniemaniu na to zasługują. Warto jednak zauważyć, że samo to stwierdzenie zawiera w sobie element obiektywizujący i zakłada istnienie owej Prawdy. Aspekty religii niechrześcijańskich, których Kościół nie odrzuca, są warte szacunku o tyle, o ile odnoszą się do pewnego porządku moralnego, który Kościół uznaje za obiektywny, ponieważ opiera się na doktrynie podanej do wierzenia przez samego Boga. W tym ujęciu zdanie to nie jest aż tak rewolucyjne, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka – oczywiście jeśli rozumie się je zgodnie z tradycją oraz wykładnią magisterium, do czego przejdziemy w kolejnej części.

Podobny sposób rozumowania odnajdujemy u wielkich ojców zachodniej myśli teologicznej. W Summa Theologiae św. Tomasz, rozważając relację rozumu i wiary, dochodzi do wniosku, że łaska nie znosi natury, lecz ją doskonali. Człowiek może dojść do prawdy rozumem naturalnym, a ponieważ prawda jest obiektywna, nie przestaje być prawdą bez względu na to, kto ją głosi. Intuicje Ojców Soboru wyrażone w Nostra aetate (NA), którzy pragnęli skupić się na tym, co nas – wyznawców różnych religii – łączy, a nie dzieli, nie są zatem żadną nowością ani odstępstwem od Tradycji. Sama deklaracja podkreśla zresztą, że: „Kościół głosi zaś i obowiązany jest głosić bez przerwy Chrystusa, który jest »drogą, prawdą i życiem«” (NA 2).

Kolejne dwa akapity dokumentu przedstawiają stanowisko Kościoła względem wyznawców islamu oraz judaizmu. Wyrażone jest ono w podobnym duchu jak w przypadku poprzednich fragmentów, z tą różnicą, że Ojcowie soborowi podkreślają szczególne wspólne dziedzictwo, które chrześcijanie dzielą z mahometanami, a zwłaszcza z wyznawcami judaizmu.

Dialog jako narzędzie pokoju

Nostra aetate, jak wspomniałem wyżej, bardziej akcentuje podobieństwa między różnymi wyznaniami a katolicyzmem, niż zachęca do gorliwej misji ewangelizacyjnej. W czasach, kiedy refleksja nad źródłem cierpienia w świecie, jakim są wojny religijne, zaczęła się pogłębiać, a postępująca globalizacja pozwoliła ujrzeć ludzkość w nowym świetle, trudno dziwić się, że pragnienie pokoju pojawiło się w sercach wyznawców i przywódców wielu religii. Odpowiedź Kościoła katolickiego na ten problem była potrzebna i z pewnością przyczyniła się do umocnienia pokoju oraz zmniejszenia wrogości między wyznawcami różnych systemów wierzeń.

Od czasu ogłoszenia dokumentu miała miejsce znaczna liczba spotkań między przedstawicielami wielu religii a głową Kościoła katolickiego, co często wywoływało różnorodne reakcje medialne. Media bardziej konserwatywne widziały w tym zagrożenie relatywizacją, natomiast media liberalne oraz głównego nurtu dostrzegały raczej piękne świętowanie jedności i zgody ponad podziałami. Nie uważam podkreślania wartości pokoju i dążenia do ogólnego dobrostanu w relacjach między różnymi kulturami za coś stojącego w sprzeczności z chrześcijańskim przesłaniem. Przeciwnie, postrzegam te pragnienia jako integralne z nauczaniem społecznym Kościoła. Sposobem osiągnięcia porozumienia jest rozmowa i spotkanie, a więc dialog. Każdy człowiek stworzony jest na obraz i podobieństwo Boga, dlatego każdemu należy się szacunek i każdy jest partnerem do rozmowy.

W wystąpieniu jubileuszowym z okazji wydania dokumentu papież Leon XIV podkreślał wartość dialogu. Powiedział, że soborowy dokument „otworzył nasze oczy na prostą, ale głęboką zasadę: dialog nie jest taktyką ani narzędziem, ale sposobem życia – pielgrzymką serca, która przemienia wszystkich zaangażowanych, zarówno tych, którzy słuchają, jak i tych, którzy mówią”. Takie spojrzenie na współpracę międzyludzką jest istotne i bez wątpienia warto docenić ocieplenie podejścia Kościoła wobec innych kultur.

Brak połączenia podejścia dialogicznego z misyjnością Kościoła powoduje jednak problem, który sprawił, że nawet po 60 latach – mimo oficjalnych deklaracji Stolicy Apostolskiej – wśród katolickich publicystów wciąż można spotkać opaczne rozumienie Nostra aetate.

Zagrożenie relatywizmem

Wśród katolików, którym bliższy jest bardziej stonowany w kwestii innych religii głos Kościoła wyrażany przed Drugim Soborem Watykańskim, dają się słyszeć głosy o relatywizmie i indyferentyzmie, jaki wprowadza Nostra aetate. Faktycznie, problem ten został zauważony przez samą Stolicę Apostolską, a następnie zaadresowany w deklaracji Dominus Iesus (DI), podpisanej przez Josepha Ratzingera i wydanej przez Kongregację Nauki Wiary w 2000 roku. Deklaracja ta jest o tyle ważna, że w oparciu o nią powinniśmy interpretować oficjalne podejście Kościoła do wyznawców innych religii. To jeden z ważniejszych dokumentów wydanych po soborze, poruszający temat Kościoła jako narzędzia zbawienia. Należy do grupy dzieł, które autorytatywnie wyjaśniają naukę Kościoła w kwestiach budzących wątpliwości lub błędne interpretacje.

Często mam jednak wrażenie, że dokument ten został zamieciony pod dywan jako pewnego rodzaju kłoda rzucona pod nogi zwolennikom idei powszechnego braterstwa rozumianego jako równość kulturowa i doktrynalna, wyrażana kosztem głoszenia prawdy o konieczności istnienia „w Kościele katolickim jedynego Kościoła Chrystusa” (DI 4), jako jedynego środka zbawienia dla wszystkich ludzi. Przechodząc przez poszczególne punkty deklaracji, możemy znaleźć odpowiedzi na większość niezgodnych Magisterium postulatów i wypowiedzi dziennikarzy czy nawet ludzi Kościoła w sprawach miejsca, jakie wśród innych religii zajmuje Kościół katolicki.

Dominus Iesus zaznacza, że pośród trudów dialogu międzyreligijnego zawsze należy pamiętać, iż nie zastępuje on misji ad gentes Kościoła. Misyjność wynika bezpośrednio z polecenia, jakie nasz Pan wydał swoim apostołom: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 16, 15–16). Kardynał Ratzinger wraz z teologami Kongregacji odpowiadają w tekście na problemy, które narosły w czasach po Soborze Watykańskim II – problemy traktowania religii katolickiej jako jednej z opcji czy dróg, którymi człowiek kroczy, aby dotrzeć do swojego celu ostatecznego: Boga.

Poza nierzadkimi, jak już wspomniałem, artykułami czy komentarzami duchownych (teologów!) sugerującymi, że nie ma większego znaczenia, czy buddysta przejdzie na katolicyzm, czy też nie, nawet samemu papieżowi zdarzało się w ostatnich latach wprowadzać wiernych w błąd i szerzyć tym samym religijny relatywizm. W roku 2024, podczas spotkania z młodymi przedstawicielami różnych religii w Catholic Junior College w Singapurze, papież Franciszek powiedział słowa, które odbiły się szerokim echem w świecie katolickim:

„Wszystkie religie są drogami dojścia do Boga. Są – dokonuję porównania – jak różne języki, różne wyrażenia, aby tam dotrzeć. Ale Bóg jest Bogiem dla wszystkich. A ponieważ Bóg jest Bogiem dla wszystkich, wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi. »Ale mój Bóg jest ważniejszy niż twój!« Czy to prawda? Jest tylko jeden Bóg, a my, nasze religie, są językami, ścieżkami prowadzącymi do Boga”.
(Franciszek, przemówienie do młodzieży, Singapur, 13 września 2024)

Słowa te, choć utrzymane w duchu dialogu i pokoju, stoją w jawnej sprzeczności z doktryną Kościoła katolickiego, jasno wyrażoną w deklaracji Dominus Iesus:

„[…] byłoby sprzeczne z wiarą katolicką postrzeganie Kościoła jako jednej z dróg zbawienia, istniejącej obok innych, to znaczy równolegle do innych religii, które miałyby uzupełniać Kościół, a nawet mieć zasadniczo taką samą jak on wartość, zmierzając co prawda tak jak on ku eschatologicznemu Królestwu Bożemu” (DI 21)

Katolicka nauka nie pozostawia tu miejsca na relatywizm religijny: Kościół nie jest jedną z wielu dróg do Boga, lecz jedynym narzędziem zbawienia ustanowionym przez Chrystusa. W dokumencie znajdziemy ostrzeżenie:

„Z drugiej strony nie należy zapominać, że inne obrzędy, jako związane z przesądami lub innymi błędami (por. 1 Kor 10, 20–21), stanowią raczej przeszkodę na drodze do zbawienia” (DI 21)

W świetle tych słów trudno uznać wypowiedź papieża za zgodną z Magisterium. To tylko jeden z przykładów, które można znaleźć w różnych kościelnych, mainstreamowych źródłach. Zgodnie z Dominus Iesus – poza Chrystusem nie ma innej drogi, a poza Kościołem, który jest Jego Ciałem, nie ma pełni środków zbawienia.

Często podczas tego typu dialogu czy wydarzeń, promujących wzajemne spotkanie przedstawicieli różnych religii (również w tym samym wystąpieniu papieża), można spotkać głosy zniechęcające do porównywania ze sobą systemów wierzeń. Pojawia się ostrzeganie przed tym, aby – broń Boże – kultur czy doktryn nie porównywać, ponieważ rzekomo prowadzi to donikąd.

Szkoda, że takie stwierdzenia padają, ponieważ właśnie porównywanie religii i ich wartościowanie (tak, niektóre są lepsze od innych, a jedna najlepsza), oczywiście z poszanowaniem rozmówcy i jego godności, może prowadzić do nawrócenia członków innych wspólnot na wiarę prawdziwą. Zresztą, nie jestem w tym przekonaniu odosobniony:

Równość, będąca podstawą dialogu, dotyczy równej godności osobistej partnerów, nie zaś treści doktrynalnych ani tym bardziej Jezusa Chrystusa – Boga, który stał się człowiekiem – w odniesieniu do założycieli innych religii. Kościół bowiem, powodowany miłością i poszanowaniem wolności musi troszczyć się przede wszystkim o przepowiadanie wszystkim ludziom prawdy […]” (DI 22)

Bądźmy więc ostrożni, ponieważ często nawet w dobrej wierze można natknąć się na wydarzenia, które budują narrację sprzeczną z tym, czego Magisterium rzeczywiście pragnie i czego naucza – przynajmniej jeśli opieramy się na Dominus Iesus.

Jeśli zaniedbamy głoszenie Chrystusa jako jedynego Zbawiciela, to (często świadomie) narażamy innych na potępienie. Zaniedbujemy bowiem wtedy nakaz samego Jezusa, który posłał swoich uczniów, aby głosili.

Kościół natomiast pragnie jedynie pełnić wolę swojego Założyciela, któremu spodobało się zbawić wszystkich ludzi w Nim samym.

Michał Kok
Michał KokProgramista, którego zainteresowania obejmują teologię i liturgię. Inspiruje się myślą św. Tomasza z Akwinu, szczególnie jego podejściem do rozumu i wiary. W wolnym czasie wędruje po górach, ceniąc ich ciszę i przestrzeń sprzyjającą refleksji.