Kardynał Grzegorz Ryś, metropolita krakowski, zwrócił się z prośbą o pomoc do wiernych swojej archidiecezji. Zbiórka odbędzie się już jutro, a jej celem jest wsparcie Kijowa, dotkniętego kolejną falą rosyjskich ataków na infrastrukturę energetyczną. W odpowiedzi pojawiły się jednak głosy krytyczne, również wśród katolików: że powinniśmy raczej pomagać „swoim”, że w Polsce także są pilne potrzeby, że mamy bezdomnych, ubogich, ludzi marznących na ulicach. Jako uzasadnienie przywoływana jest często zasada ordo caritatis. Nie brakuje też obaw o defraudację środków.
Argumenty te nie są z gruntu fałszywe. Wskazywanie na realne problemy w Polsce jest zasadne, a korupcja w Ukrainie miała miejsce. Problem zaczyna się jednak w momencie, gdy te racje stają się usprawiedliwieniem bierności wobec dramatu rozgrywającego się tuż za naszą granicą. Chciałbym zaproponować inną perspektywę: taką, która nie przeciwstawia sobie pomocy „u nas” i „tam”, lecz pokazuje, że w obecnej sytuacji chrześcijańska wielkoduszność domaga się odpowiedzi także – a może właśnie teraz szczególnie – wobec Ukrainy. Jednocześnie wykażę, że korupcja w Ukrainie nie dotyczy organizacji pomocowych.
Kościół od dawna uznaje wielkoduszność (magnanimitas) za cnotę, szczególnie w nauczaniu św. Tomasza z Akwinu i późniejszej teologii moralnej. Zresztą nie trzeba się na nią powoływać – wystarczy wspomnieć kardynalną cnotę sprawiedliwości albo naczelną zasadę miłości Boga i bliźniego. Trudno więc zrozumieć, dlaczego w momencie, gdy w Kijowie prognozowane są temperatury sięgające –24°C, a rosyjskie ataki systematycznie pozbawiają mieszkańców energii, ciepła i wody, mielibyśmy szukać powodów, by nie pomagać, zamiast zapytać: jak możemy pomóc więcej i mądrzej.
Chrześcijaństwo nie jest religią „albo–albo”. To raczej logika „i–i”: i Bóg, i człowiek; i sprawiedliwość, i miłosierdzie; i odpowiedzialność za własnych, i otwartość na tych, których los postawił na naszej drodze. Także dziś: i Polska, i Ukraina.
W tym kontekście trudno zignorować apel arcybiskupa Swiatosława Szewczuka, który – opisując nocne bombardowania Kijowa, mróz i walkę o przetrwanie – zwrócił się do Kościoła w Polsce z prośbą o pomoc. Kardynał Ryś odpowiedział bez wahania, ogłaszając zbiórkę w diecezji krakowskiej w ramach niedzielnej „tacy” 1 lutego i deklarując osobiste ufundowanie pierwszego generatora, co miało już miejsce. Trudno nie widzieć w tym także znaku rozeznania duchowego i zwyczajnej, chrześcijańskiej, odruchowej, ludzkiej odpowiedzi na bardzo konkretną, dramatyczną potrzebę.
W Kijowie najpoważniejszy zimowy kryzys energetyczny od początku wojny
Kijów doświadcza ekstremalnego mrozu na poziomie zagrożenia życia. Temperatury w drugiej połowie stycznia i na początku lutego regularnie spadają poniżej –20°C, a lokalnie sięgały nawet –26°C, przy prognozach utrzymania się silnych mrozów przez kolejne dni. Styczeń 2026 był wyraźnie zimniejszy od normy klimatycznej, co spotęgowało skutki zniszczeń infrastruktury energetycznej.
Skala kryzysu doprowadziła do masowego exodusu ludności: od początku stycznia miasto opuściło ok. 600 tys. osób, czyli nawet jedna piąta populacji Kijowa sprzed ataków. Główne powody to brak prądu, ogrzewania i wody oraz spadek temperatury w mieszkaniach do 8–10°C, co grozi pękaniem instalacji i czyni wiele lokali niezamieszkalnymi. Ci, którzy wyjechali, najczęściej wysłali dzieci poza miasto lub schronili się u krewnych; pozostali to często osoby starsze, samotne lub niemające dokąd pójść.
Infrastruktura krytyczna była w styczniu wielokrotnie paraliżowana. Trzy duże fale rosyjskich ataków (9, 20 i 24 stycznia) pozbawiły ogrzewania nawet 6 tys. budynków jednocześnie, czyli niemal połowę zasobu mieszkaniowego miasta. Choć pod koniec miesiąca sytuację częściowo ustabilizowano, setki budynków – głównie na lewym brzegu – pozostają bez ciepła, a eksperci ostrzegają, że część z nich nie odzyska ogrzewania do końca zimy. Równolegle, w dniach 20–21 stycznia niemal 60% Kijowa było pozbawione prądu, a 31 stycznia doszło do systemowej awarii energetycznej, która spowodowała masowe blackouty i całkowity brak wody w całym mieście.
Brak prądu automatycznie oznacza brak wody, ponieważ pompy nie są w stanie tłoczyć jej do wysokościowców – w wielu budynkach woda dociera najwyżej do 4–5 piętra. Mieszkańcy zmuszeni są topić śnieg, nosić wodę w kanistrach lub polegać na dostawach, co szczególnie dotyka osoby starsze i niepełnosprawne. W połączeniu z trwającymi atakami rakietowymi i dronowymi oznacza to, że Kijów funkcjonuje w warunkach pełnoskalowego kryzysu humanitarnego, którego skutki – bez szybkiego i zewnętrznego wsparcia – będą się pogłębiać co najmniej do wiosny.
Słowem – to sytuacja nadzwyczajna, która – także w klasycznej teologii moralnej – zmienia hierarchię pilności działań.
Korupcja wśród ukraińskich NGOs jest mitem
Zajmijmy się teraz korupcją, która rzekomo miałaby nas powstrzymywać przed pomocą. Jak uczą scholastycy, po pierwsze dobrze rozróżniać. Skandale w ukraińskich ministerstwach niewiele mają wspólnego z pomocą Caritas (na rzecz którego odbywa się zbiórka pieniędzy w diecezji krakowskiej).
Argument „z korupcji” opiera się na fundamentalnym błędzie kategoryzacji instytucjonalnej. Badania wykazują, że korupcja ujawniona na Ukrainie w 2025 roku dotyczy wyłącznie sektora publicznego (ministerstwa energii, spółki Enerhoatom, agencje rządowe), podczas gdy organizacje charytatywne takie jak Caritas operują w niezależnym sektorze pozarządowym z całkowicie odrębnymi strukturami finansowania i nadzoru.
Według kompleksowego badania Refugees International (2024), obejmującego 32 państwowych donatorów, międzynarodowe organizacje humanitarne (INGO) oraz agencje ONZ, od lutego 2022 roku na Ukrainę trafiło ponad 10 mld dolarów pomocy humanitarnej. W tym okresie nie potwierdzono systemowej korupcji wśród ukraińskich partnerów współpracujących z organizacjami pozarządowymi. Odnotowane nieprawidłowości miały charakter marginalny i dotyczyły głównie kwestii programowych lub interpretacji linii budżetowych, a nie korupcji systemowej.
Raport podkreśla, że ukraińska odpowiedź humanitarna należy do najbardziej audytowanych w historii współczesnych kryzysów – z rozbudowanym systemem kontroli, audytów i wyrywkowych inspekcji. Co istotne, ten brak potwierdzonych nadużyć w sektorze humanitarnym wyraźnie kontrastuje z udokumentowanymi przypadkami korupcji w sektorze publicznym, sięgającymi ponad 145 mln dolarów, m.in. w Enerhoatomie oraz instytucjach rządowych. A jak wygląda to w konkretnym przypadku Caritas?
Caritas Ukraine powstała w 1994 roku na inicjatywie greckokatolickich wspólnot Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego (UGCC), które wznowiły działalność po upadku ZSRR. Jest oficjalną organizacją charytatywną UGCC i członkiem zarówno Caritas Europae, jak i Caritas Internationalis – międzynarodowej konfederacji 162 organizacji katolickich. Podobnie Caritas-Spes (inicjatywa Kościoła Rzymskokatolickiego) operuje w ponad 30 biurach regionalnych z około 1000 pracowników. Obie organizacje Caritas działają w ramach znormalizowanych struktur prawa kanonicznego i międzynarodowych standardów charytatywnych.
Co więcej, Caritas w Ukrainie wdrożył kompleksowe polityki zapobiegania korupcji, oszustwom, praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, które przekraczają minimalne standardy wymagane przez prawo ukraińskie. Mam nadzieję, że udało się rozwiać wątpliwości.
Kościół, Ordo caritatis a pomoc Ukrainie
Przejdźmy do argumentów płynących z naszej wiary. Jezus w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie nie pyta o narodowość, przynależność czy wcześniejsze zobowiązania. Człowiek leży pobity przy drodze – i to wystarcza. Każda próba racjonalizacji, która prowadzi do tego, by „nic nie zrobić”, zostaje w tej przypowieści jednoznacznie skompromitowana.
Oczywiście, Pismo Święte zna także zasadę odpowiedzialności za „swoich” – choćby słowa z Pierwszego Listu do Tymoteusza: „A jeśli kto nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego” (1 Tm 5, 8). To ważne i prawdziwe. Ale nigdy nie było rozumiane jako zakaz pomocy innym, lecz jako sprzeciw wobec ucieczki od elementarnych obowiązków. Pomoc Ukrainie nie jest zaniedbaniem Polski – chyba że uznamy, iż każda forma solidarności ponad granicami jest z definicji błędem.
Święty Augustyn – prekursor ordo amoris
Również przed Soborem Watykańskim II to rozumienie ordo caritatis było w Kościele jasno obecne, szczególnie w kontekście II wojny światowej. Zaraz po jej wybuchu, w encyklice Summi Pontificatus, Pius XII wyraźnie odrzuca myślenie, które absolutyzuje pomoc „swoim” kosztem obojętności wobec innych. Wprost pisze:
„[…] Jednak godziwa i uporządkowana miłość do własnej ojczyzny nie powinna nas czynić ślepymi na powinność obejmowania miłością wszystkich ludzi i przeszkadzać nam w ogarnianiu wszystkich ludzi wraz z ich interesami światłem miłości niosącym pokój” (pkt 39).
Pomoc własnej wspólnocie jest więc czymś naturalnym i słusznym, ale nie może stać się moralnym alibi dla odwracania wzroku od tragedii sąsiadów. Pius XII wzywa też do czynnej pomocy, odwołując się do przypowieści o Dobrym Samarytaninie, który pomógł człowiekowi spoza własnej wspólnoty. Papież pisze jednoznacznie:
„[…] Ufamy więc, że wszyscy Nasi synowie, a zwłaszcza ci, których ominęła klęska wojny, pójdą w ślady Boskiego Samarytanina i pośpieszą z pomocą wszystkim ofiarom wojny, mającym prawo nie tylko do współczucia, ale również do czynnej pomocy” (pkt 82).
Papież ostro krytykuje ignorowanie solidarności, które rodzi wrogość między narodami, i przypomina, że wspólna natura ludzka poprzedza wszelkie podziały polityczne:
„Pierwszy błąd, przynoszący dziś wielkie i powszechne szkody, polega na zapomnieniu o istnieniu więzów wzajemnej solidarności i miłości między ludźmi, na które, jako na konieczność, wskazuje wspólne pochodzenie wszystkich i równość duchowej natury, jednakowej u wszystkich, niezależnie od przynależności narodowej, i które są nakazane faktem ofiary, złożonej na ołtarzu Krzyża Ojcu Przedwiecznemu przez Chrystusa Pana dla odkupienia skażonej grzechem ludzkości” (pkt 28).
Wreszcie Pius XII sięga po analogię historyczną (która dla polskiego czytelnika jest szczególnie wymowna). W punkcie 79 encykliki wspomina Polskę napadniętą w 1939 roku, mówiąc o jej prawie do „ludzkiego i braterskiego współczucia”:
„[…] Krew tysięcy ludzi, nawet tych, którzy nie brali udziału w służbie wojskowej, a jednak zostali zabici, zanosi bolesną skargę, zwłaszcza w Polsce, narodzie tak Nam drogim, tej Polsce, która przez swą niezłomną wierność dla Kościoła i przez wielkie zasługi, jakie zdobyła, broniąc chrześcijańskiej kultury i cywilizacji – o czym historia nigdy nie zapomni – ma prawo do ludzkiego i braterskiego współczucia całej ludzkości […]”.
Dziś w analogicznej sytuacji znajduje się Ukraina. Skoro wówczas świat i Kościół upominały się o pomoc dla Polaków, ten sam mechanizm moralny – według nauczania Piusa XII – nakazuje dziś solidarność z Ukraińcami.
Benedykt XVI podtrzymuje tradycję ordo caritatis
W encyklice Deus Caritas Est Benedykt XVI porządkuje chrześcijańskie rozumienie miłości w sposób Augustyński, Tomaszowy i ten związany z przedsoborowym Magisterium. W punkcie 25 b papież jasno wskazuje, że przypowieść o Dobrym Samarytaninie pozostaje podstawowym kryterium miary miłości chrześcijańskiej – miłości, która z definicji ma charakter powszechny i kieruje się ku człowiekowi spotkanemu w potrzebie, niezależnie od jego pochodzenia:
„b) Kościół jest rodziną Bożą w świecie. W tej rodzinie nie powinno być nikogo, kto cierpiałby z powodu braku tego, co konieczne. Jednocześnie jednak caritas-agape wykracza poza granice Kościoła; przypowieść o dobrym Samarytaninie pozostaje kryterium miary, nakłada powszechność miłości, która kieruje się ku potrzebującemu, spotkanemu « przypadkiem » (por. Łk 10, 31), kimkolwiek jest. Obok tego uniwersalnego przykazania miłości, istnieje również konieczność specyficznie eklezjalna — mianowicie, by w Kościele jako rodzinie żaden z jej członków nie cierpiał, gdy jest w potrzebie. Taki jest sens słów Listu do Galatów: «A zatem, dopóki mamy czas, czyńmy dobrze wszystkim, a zwłaszcza naszym braciom w wierze» (6, 10)”.
Benedykt XVI potwierdza tu klasyczny porządek: powszechność miłości (wszyscy potrzebujący) oraz pewien priorytet troski o „domowników wiary” (co akurat staje się kolejnym argumentem na rzecz pomocy Ukrainie). Ten priorytet nie znosi jednak uniwersalnego obowiązku miłosierdzia, lecz go porządkuje. W dalszej części encykliki papież wyraźnie podkreśla, że w świecie globalnych zależności miłość bliźniego musi przekraczać granice kulturowe i narodowe, a troska o potrzebującego „rozszerza horyzonty na cały świat” (por. pkt 30). Nie jest to więc zawężenie ordo caritatis, lecz jego otwarcie na solidarność uniwersalną.
Najmocniejszym argumentem przeciwko logice „pomagajmy tylko swoim” jest jednak sposób, w jaki Benedykt XVI definiuje samego „bliźniego”. W punkcie 15 encykliki papież pokazuje, że Jezus radykalnie zmienił dotychczasowe rozumienie tego pojęcia, znosząc podział na „naszych” i „obcych”:
„Podczas, gdy pojęcie «bliźniego» odnosiło się, aż do ówczesnego czasu, zasadniczo do rodaków i cudzoziemców, którzy osiedlili się na ziemi Izraela, czyli do solidarnej wspólnoty danego kraju i danego ludu, teraz to ograniczenie zostaje zniesione. Ktokolwiek mnie potrzebuje, a ja mogę mu pomóc, jest moim bliźnim”.
Myślenie „pomagajmy tylko Polakom”, jest myśleniem sprzed czasów Jezusa. Chrześcijaństwo zniosło ograniczenie miłości do jednej wspólnoty narodowej. Bliźnim jest ten, kto znajduje się w potrzebie i komu możemy realnie pomóc.
***
Myślenie wyłącznie polityczne – kalkulujące, komu „bardziej się opłaca” pomóc – jest nieadekwatne wobec chrześcijańskiej wizji miłości. Ordo caritatis nie jest narzędziem do usprawiedliwiania obojętności, lecz zasadą porządkującą realną, czynną miłość w świecie ograniczonych zasobów.
W sytuacji wojny i ekstremalnego mrozu pomoc Ukrainie nie jest konkurencją dla pomocy w Polsce, tylko – po Augustyńsku – odpowiedzią na los, który postawił przed nami konkretnych ludzi w śmiertelnym zagrożeniu. Chrześcijaństwo nie pyta: „czy to nasi?”, lecz: „czy możemy pomóc?”.
I właśnie na to pytanie – jako Kościół – zostaliśmy dziś wezwani, by odpowiedzieć bez lęku, bez racjonalizacji i bez fałszywych alternatyw.
