George Weigel: Prawo silniejszego nie oznacza ani posiadania racji, ani nawet sensu

A boxing match, or another bloody nose for John Bull; W. Charles, 1813

„Silni czynią, co mogą, a słabi cierpią, co muszą” – pisał Tukidydes. Czy naprawdę taka zasada ma rządzić światem XXI wieku? Pisze George Weigel.

Dialog melijski z klasycznej Wojny peloponeskiej Tukidydesa to tekst założycielski realistycznej szkoły teorii stosunków międzynarodowych.

Jest rok 416 p.n.e. Niewielkie wyspiarskie państwo Melos pozostaje neutralne w wojnie między dwoma lokalnymi supermocarstwami: Atenami i Spartą. Ateńska delegacja przybywa na Melos i żąda, by Melijczycy dołączyli do „drużyny Aten”. Melijczycy odmawiają, najpierw powołując się na zasady sprawiedliwości. Ateńczycy, niewzruszeni, sięgają ostatecznie po siłę i, krótko mówiąc, Melos zostaje pokonane. Ocalałych mężczyzn zabija się, kobiety i dzieci sprzedaje w niewolę, a terytorium kolonizują Ateńczycy. W ten sposób brutalnie wcielają w życie najsłynniejsze zdanie z Dialogu, w którym ateńscy negocjatorzy mówią do przywódców Melos: „wiecie tak samo dobrze jak my, że sprawiedliwość, jak to bywa na świecie, jest rozważana tylko między równymi w potędze; silni czynią, co mogą, a słabi cierpią, co muszą”.

I to prowadzi nas do Stephena Millera, zastępcy szefa personelu Białego Domu, oraz do jego występu w CNN na początku stycznia. W rozmowie z Jake’em Tapperem Miller powiedział:

„Żyjemy w świecie, w którym możecie sobie mówić do woli o międzynarodowych uprzejmościach i tym podobnych sprawach, ale żyjemy w świecie – w realnym świecie, Jake – który rządzi się siłą, który rządzi się przemocą, który rządzi się potęgą. To żelazne prawa świata, istniejące od początku dziejów” (tłum. red. Tertio)

Tukidydes powinien to usłyszeć.

Wystąpienie Millera było nie tylko moralnie odrażające; było też historycznie ignoranckie i strategicznie idiotyczne.

Jeśli chodzi o moralną odrazę, przechwalanie się, że „racja jest po stronie silniejszego i zawsze tak było, więc się z tym pogódźcie” brzmi raczej jak gadanie szkolnego łobuza (albo – jeśli ktoś woli – totalitarnego zbira) niż jak słowa męża stanu demokratycznego państwa.

W znakomitym filmie „Jak zostać królem”, król Jerzy VI, heroicznie pokonując wieloletnie jąkanie, broni brytyjskiej deklaracji wojny wobec nazistowskich Niemiec z 3 września 1939 roku. Twierdzi, że uległe pogodzenie się z niemiecką inwazją na Polskę oznaczałoby przyjęcie brutalnej definicji stosunków międzynarodowych z Dialogu melijskiego:

„Zostaliśmy wezwani, wraz z naszymi sojusznikami, by stawić czoło zasadzie, która – gdyby zwyciężyła – byłaby śmiertelna dla wszelkiego cywilizowanego ładu na świecie.
To zasada pozwalająca państwu, w egoistycznym dążeniu do potęgi, lekceważyć traktaty i uroczyste zobowiązania; sankcjonująca użycie siły lub groźbę jej użycia przeciw suwerenności i niepodległości innych państw.
Zasada ta, pozbawiona wszelkich masek, jest niczym innym jak prymitywną doktryną, że racja jest po stronie silniejszego” (tłum. red. Tertio)

Jeśli chodzi o ignorancję historyczną, Miller mógłby zapoznać się z historią dekady, w której się urodził – lat osiemdziesiątych. To właśnie w tej dekadzie zakończyło się istnienie imperium sowieckiego w Europie Środkowej i Wschodniej.

Owszem, twarda siła NATO współtworzyła kontekst tego zwycięstwa niedoskonałych demokracji nad doskonałymi tyraniami. Jednak to „miękka siła” rewolucji sumienia, która od końca lat siedemdziesiątych przetoczyła się przez region – rewolucji kształtowanej przez człowieka, którego jedyną armią była Gwardia Szwajcarska, papieża Jana Pawła II – umożliwiła pokojowe wyjście z komunizmu, jeszcze po 1945 r. wydające się niemożliwe.

A w czym przejawia się strategiczna idiotyczność? Nie zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że popisy Millera dały Władimirowi Putinowi carte blanche do podboju Ukrainy (a potem Gruzji, Mołdawii, państw bałtyckich czy fragmentów Polski i Norwegii), a Xi Jinpingowi – zielone światło do „połknięcia” Tajwanu. Tacy totalitaryści kierują się własnym amoralnym rachunkiem, a nie rzekomymi pozwoleniami wystawianymi przez amerykańskich urzędników. To, co Miller faktycznie uczynił, to poważne podkopanie strategicznego uzasadnienia, które mogłoby wesprzeć wysiłki demokracji w oporze wobec rosyjskiego i chińskiego imperializmu. Słowem – wracając do tego, od czego zacząłem – jednym ruchem pozbawił cywilizowane kraje świata prawa do moralnej przewagi w obliczu agresji ze strony Rosji i Chin.

Amerykańska polityka zagraniczna zawsze dążyła do realizacji interesu narodowego, a więc zawsze miała w sobie komponent realistyczny. Ale „interes narodowy” nie jest pojęciem istniejącym poza sferą moralności. Jego definiowanie oznacza także sporządzenie bilansu zasad moralnych danego narodu i roztropne wprowadzanie ich w życie.

Od II wojny światowej to właśnie te zasady sprawiały, że Stany Zjednoczone były postrzegane jako supermocarstwo godne zaufania (choć często irytujące) – przynajmniej w oczach cywilizowanych narodów świata. Roztrwonić to zaufanie – wysadzić je w powietrze kilkoma głupimi, zapalnymi bon motami w CNN – to oszałamiająca lekkomyślność.

 

Tłumaczenie redakcji Tertio. Felieton George’a Weigla „The Catholic Difference” jest dystrybuowany przez „Denver Catholic” dla Archidiecezji Denver. Ten tekst pod nazwą Might does not always make right, or even sense ukazał się na łamach jej portalu 11 lutego 2026 roku.

George Weigel
George WeigelAmerykański pisarz, teolog, działacz społeczny i polityczny. Jest jednym z najbardziej wpływowych intelektualistów katolickich na świecie. Członek wielu organizacji, w tym American Enterprise Institute, Ethics and Public Policy Center i Council on Foreign Relations. Odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej w 2024 roku. Główny organizator corocznego TMS for Free Society we współpracy z ITM.