Kanonizacja Piotra Jerzego Frassatiego i Carla Acutisa zgromadziła 7 września w Rzymie kilkadziesiąt tysięcy pielgrzymów z całego świata. Nie wiemy, czy byliby zwolennikami edukacji zdrowotnej w szkole, nie wiemy na 100% czy kibicowaliby Jannikowi Sinnerowi, nie wiemy nawet, jaki byłby ich stosunek do najnowszej książki Jordana Petersona i dyskusji na ten temat. Wiemy jedno, Kościół rozpoznał w nich osoby godne zaliczenia w poczet świętych. Czy dwóch młodych Włochów pozwala nam odpowiedzieć na fundamentalne pytanie „jak żyć”?
Nie kochasz Boga, gdy pogardzasz człowiekiem
Pierwsza lekcja tych młodych świętych odnośnie do postawionego pytania jest bardzo prosta, a jednocześnie fundamentalna. Serce jest jedno. EKG naszego życia wiary to relacja do człowieka, siebie oraz bliźniego. Z Bogiem postępujemy dokładnie tak samo, jak z innymi ludźmi. Relacje do rodziców, pracowników, przyjaciół, sąsiadów są najlepszym miernikiem tego, jaki jest stan naszego nawrócenia.
„Dla niego wiara nie była prywatną pobożnością: pobudzany mocą Ewangelii i przynależnością do stowarzyszeń kościelnych, wielkodusznie zaangażował się w życie społeczne, wniósł swój wkład w życie polityczne, z zapałem poświęcił się służbie ubogim”.
Tak o Frassatim w trakcie homilii kanonizacyjnej powiedział papież Leon XIV. O podobnej wrażliwości na los drugiego człowieka możemy przeczytać w przypadku Carlo Acutisa. Ich przykład jest doskonałym narzędziem do badania kondycji naszego życia wewnętrznego. Nie wiesz, czy dobrze się modlisz? Sprawdź jak kochasz. Częste uczestnictwo w Eucharystii odbijało się na ich stosunku do drugiego człowieka, którego spotykali na swojej drodze. Chrześcijaństwo, by było czytelne, potrzebuje zintegrowania świata słów i czynów.
Uważność
Druga sprawa do wzięcia do swojego serca to fakt, że świętość realizuje się w codzienności. Jest darem (wbrew niestety pogańskiej optyce, że można sobie na nią zapracować), który ma być wykorzystany w konkretnej rzeczywistości i czasie. Któż z nas nie był zainteresowany bardziej sprzątaniem mieszkania niż nauką w toku sesji egzaminacyjnej. Sam fakt troski o porządek zdecydowanie wart jest pochwały, ale nie w chwili kiedy powinniśmy powtarzać macierze czy budowę układu pokarmowego. Zarówno Frassati, jak i Acutis byli zanurzeni w codzienności i życie w ich otoczeniu. Odpowiadali na realia sytuacji, która była ich udziałem. Kochali konkretnych ludzi w konkretnym momencie, nie uciekali w świat marzeń i idei, lecz obiema nogami stali twardo na ziemi.
Skurcz egocentryczny a droga na ołtarze
Smutek to wzrok zwrócony na samego siebie. Szczęście to wzrok skierowany ku Bogu. Tak mawiał ponoć Święty Carlo Acutis. Świętość jest sprawcza i twórcza. Jest aktywna, zanurzona w Bogu, ale płodna. Nie pozwala na status quo w sprawach wymagających naprawy. Wychodzi na peryferia, widzi dalej niż czubek własnego nosa. Jest przeniknięta radością będącą owocem Ducha Świętego. Nie jest to rubaszność po wypiciu nadmiaru wina, wesołkowatość po przedawkowaniu stand-upu, ale zadowolenie płynące z zażyłej więzi i zaufania Panu. To pokój płynący z odpowiedzi na miłość Tego, który pierwszy ukochał. To z tego źródła płynęła satysfakcja wspólnego czasu w górach czy jazdy na rolkach.
„Pan chce od nas wszystkiego, a to, co oferuje, to życie prawdziwe, szczęście, dla którego zostaliśmy stworzeni. Chce, abyśmy byli świętymi i nie oczekuje, że zadowolimy się życiem przeciętnym, rozwodnionym, pustym”.
Tymi słowami rozpoczynał adhortację o powołaniu do świętości w świecie współczesnym papież Franciszek. Słowa te zrealizowały się na dwóch młodych Włochach, których wizerunki w ostatnią niedzielę pojawiły się na fasadzie Bazyliki Świętego Piotra w Rzymie. Istnieje realna możliwość, że nasze sylwetki nigdy nie wylądują na portretach kanonizacyjnych, co nie zmienia faktu, że obaj zdecydowanie mogą nam pomóc przeżyć życie szczęśliwe, do którego jesteśmy stale zapraszani.
