Zawsze black and white. Piąta rocznica śmierci o. Macieja Zięby OP

„Nie jestem w stanie chronologicznie napisać o wszystkich spotkaniach i rozmowach z Maciejem Ziębą OP na przestrzeni tych 5 lat, w których się znaliśmy. Mam ochotę zostawić jednak kilka takich pocztówek, które we mnie rezonują i które pokazują złożoność osoby, którą poznałem” – pisze Mikołaj Musiał w 5. rocznicę śmierci założyciela Instytutu Tertio Millennio.

„Mikołaju drogi, wczoraj nie udało mi się dodzwonić, ale we Mszy Świętej pamiętałem o Tobie, modląc się o wszelkie potrzebne Ci łaski”. To ostatni SMS z 7 grudnia, który otrzymałem od Ojca Macieja Zięby przed śmiercią. Jest mnóstwo osób zdecydowanie bardziej uprawnionych do napisania wspomnienia, ale nie wyobrażam sobie, bym w kolejną już rocznicę śmierci nie oddał wyrazu wdzięczności osobie, która tak mocno ukształtowała koleje moich losów i nadal je kształtuje.

Przez wiele lat był dla mnie postacią z mediów – jednym z tych nielicznych sensownych (to jedno z tych słów, które bardzo mi się z nim kojarzy) księży, którzy pokazują się w telewizji i mają coś interesującego do powiedzenia. Aż w 2015 roku poznałem go osobiście. Zbliżał się jubileusz 25 lat Instytutu Tertio Millennio (O jubileuszu ów! Kto ciebie widział…). Zwerbowany przez kumpla zgłosiłem się do pomocy, szczególnie że wydawało się to znacznie ciekawsze niż nauka do egzaminu z prawa Unii Europejskiej. Egzaminu, który (jak dowiedziałem się po wielu latach) zdawałem u wykładowczyni związanej ze środowiskiem Tertio Millennio.

Na spotkaniu dla wolontariuszy siedział niedaleko mnie. W trakcie wspólnego przygotowywania balonów skomentował jakoś moją nieporadność manualną, co w mojej głowie wywołało wiązankę, która nie była błogosławieństwem. Tu pora na zastrzeżenie. Mój stosunek do Ojca Macieja to zdecydowanie biel z dodatkiem czerni. Mimo długu wdzięczności, który w sercu noszę i pewnie nigdy go nie spłacę, to też nie ukrywam, że wielokrotnie nie było mi po drodze z tym nieprzeciętnym dominikaninem i bardzo często nie byłem w stanie zrozumieć zapatrzenia wielu osób z mojego otoczenia w sposób bycia byłego prowincjała dominikanów. Sam jubileusz 25 lat Tertio to dla mnie kwintesencja funkcjonowania Ojca Macieja. Przedsięwzięcie na wysokim poziomie merytorycznym i logistycznym, okraszone koncertem zespołu Raz Dwa Trzy. Po takim wydarzeniu trudno nie wyciągnąć wniosku, że uczestniczy się w wartościowym projekcie.

Po nieco ponad pół roku wziąłem udział w tak zwanej Szkole Zimowej. Nigdy nie oddam tego długu, który zaciągnąłem wobec Ojca Macieja na tym wyjeździe. Pomijam świetne wykłady gości oraz krótki kurs KNS Ojca Macieja czy homilie głoszone przez założyciela Instytutu. Największym talentem i darem Macieja Zięby OP była dla mnie zdolność do gromadzenia wokół siebie fantastycznych osób, które do tej pory stanowią integralną część mojego serca i żywię nadzieję, że będą stanowiły do ostatnich uderzeń tego mięśnia.

Nie jestem w stanie chronologicznie napisać o wszystkich spotkaniach i rozmowach z Maciejem Ziębą OP na przestrzeni tych 5 lat, w których się znaliśmy. Mam ochotę zostawić jednak kilka takich pocztówek, które we mnie rezonują i które pokazują złożoność osoby, którą poznałem.

Był wyśmienitym spowiednikiem. Gdybym miał powiedzieć, dlaczego zwrot „ojciec” pasował do Macieja Zięby OP, to wskazałbym na doświadczenie spotkań z nim w konfesjonale. Nigdy nie był moim stałym spowiednikiem, ale ilekroć prosiłem o spowiedź, to zawsze miałem doświadczenie spotkania z miłującym Ojcem. Kimś szczerze zatroskanym o dobro przychodzącego poranionego dziecka – schylającym się ku pogubionemu biedakowi. Traktował ten sakrament bardzo poważnie i w oceanie zobowiązań znajdował dla niego czas. Nie jestem zupełnie zaskoczony faktem, że wiele osób później zaangażowanych w działania Tertio było niejako „werbowanych” ścieżką przez konfesjonał.

Tytan pracy i perfekcjonista. Z mojej perspektywy to jedna z tych przestrzeni, które najmniej miło wspominam. Dzięki tej współpracy bez wątpienia można było się bardzo wiele nauczyć i na pewno wymuskane zadania później generowały zadowolenie i pochwały Ojca Macieja, jednak sam proces wspólnej pracy niejednokrotnie był dla mnie drogą krzyżową. Licytowanie się na poziom standardów i oczekiwane detale nie jest dla mnie powodem do chlubienia. Widziałem niejeden raz osoby, które nie godziły się na taką formę współpracy i rezygnowały z działania.

Pisanie o erudycji byłoby banałem. Każdy obcujący z Maciejem Ziębą OP miał świadomość obcowania z kimś niebywale oczytanym i inteligentnym. Mam jednak w głowie stopklatki mniej oczywiste. Oczy Ojca Macieja podczas Modlitwy Pańskiej intonowanej w trakcie jutrzni czy też nieszporów. Milczące trwanie w kaplicy ośrodka w Wadowicach. Pamięć o swojej pierwszej i głównej Miłości – mimo olbrzymiego zaangażowania w wiele działań.

Nie wspominałem celowo w tym tekście o wszystkich medialnie znanych słabościach Ojca Macieja, jego charakterze i decyzjach (czasem błędnych). Jest dla mnie źródłem ogromnej nadziei fakt, że Bóg potrafi dokonywać wielkich dzieł – a za takie uważam liczne inicjatywy Ojca Macieja – posługując się człowiekiem pełnym kruchości i niedoskonałym.

Mikołaj Musiał
Mikołaj MusiałKatolik. Siedlczanin. Personalista. Absolwent WPiA UW. Autor tekstów i podcastów Tertio. Interesuje go drugi człowiek. Boi się Chrystusa przechodzącego obok. Brak talentu zabił jego marzenia o karierze piłkarskiej oraz muzycznej. Po śmierci chciałby być kanonizowany.