Hasło „nawrócenie języka” za sprawą kardynała Rysia wybrzmiało w tym roku wyjątkowo mocno. Jednocześnie wywołało ono mocny sprzeciw i oburzenie z uwagi na polityczny aspekt problemu migracji, do którego kardynał nawiązał. Jego słowa jednak nie koncentrowały się na tym wymiarze, który wzbudził kontrowersje wśród szeroko pojętej prawicy.
Dlaczego należałoby mimo wszystko tego hasła wysłuchać i wprowadzić je w życie? Zanim przejdę do sedna, pragnę zaznaczyć, że nie będę zabierał głosu w samej dyskusji o migrantach. Uważam, że więcej dobra przyniesie zakreślenie szerszego kontekstu słów kardynała. Chociaż jego słowa były moim zdaniem słuszne także w tym wąskim aspekcie, to nie dawały jednoznacznej odpowiedzi na problem migracji, gdyż nie taki był ich cel. Zwracały raczej uwagę na to, jak istotna w dyskusji jest mowa, która stanowi wyznacznik naszego szacunku wobec drugiego człowieka. Szczególnie w zinformatyzowanym, globalnym świecie, gdzie słowo może oddziaływać mocniej niż kiedykolwiek, warto poddać to hasło refleksji.
Moc słowa i odpowiedzialność za język
Mowa zawsze była w centrum życia człowieka, zwłaszcza wierzącego. Jak napisał Ewangelista Jan: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo” (J 1, 1). Słowo było zatem sercem chrześcijańskiego świata. I nie tylko jego.
Wartość słowa doceniali również wielcy myśliciele. Najsłynniejszy ze stoików, cesarz-filozof Marek Aureliusz, w swoich Rozmyślaniach wielokrotnie podkreślał: „Nikt nie ma siły powstrzymania cię, abyś w każdej chwili […] nie mówił tego, co jest zgodne z naturą”. Ukazywał tym samym ogromną wartość słów. Wartość, którą chrześcijaństwo otoczyło troską w szczególny sposób.
Według Marka Aureliusza, skoro naturą człowieka jest bycie istotą rozumną i społeczną, to mowa „zgodna z naturą” musi być:
-
Prawdziwa (zgodna z rzeczywistością).
-
Nieszkodząca wspólnocie (społeczna).
-
Wolna od nieopanowanych emocji.
Natomiast Erazm z Rotterdamu pisał w Podręczniku żołnierza Chrystusowego, że życzyłby sobie, aby adresat jego dzieła prowadził jak najbardziej zbożne rozmowy. W swojej twórczości kładł nacisk nie tylko na to, o czym powinno się rozmawiać, ale przede wszystkim jak to robić. Nawet jego najbardziej kontrowersyjne dla ówczesnych odbiorców dzieło – Pochwała głupoty – choć było satyrą, zostało napisane z niezwykłym szacunkiem, bez wycelowania w konkretnego człowieka, o czym autor informował w listach. I ta troska o język powinna stanowić aktualny priorytet w życiu codziennym.
Oczywiste jest, że czasy się zmieniają i świat, który znali starożytni filozofowie (czy bliższy nam Erazm) już odszedł, ale zachował jeden wspólny element: kreacyjną moc słowa. Słowo może przeszywać serca – albo hejtem, albo miłosierdziem i troską. Oczywiście szczególnie osoby wierzące powinny dążyć do tego, by ich mowa odzwierciedlała wyłącznie tę drugą opcję.
W odpowiedzi na taką argumentację często pojawiają się komentarze, że zawsze można spotkać kogoś oschłego i trzeba mieć „twardą skórę”, a nie oczekiwać, że każdy będzie „obchodził się z nami jak z jajkiem”. Jest w tym sporo racji. Gdy sami doświadczamy ciosów od takiego języka, powinniśmy nadstawić „drugi policzek”. Nie chodzi oczywiście o to, by samemu dawać się poniżać, lecz by nie odpowiadać tym samym, nie czynić tego samego zła napastnikowi.
Stoicy zwróciliby uwagę, że osoby, które nas atakują, wskazałyby jeszcze gorsze rzeczy, gdyby znały nas tak, jak my sami siebie znamy. Nie ma więc co upadać z powodu tak błahych ciosów, lecz dalej pracować nad sobą. Jednocześnie nie możemy używać tego argumentu, by ubliżyć rozmówcy. Szczególnie, odkąd świat stał się „globalną wioską”, możemy wpływać na ludzi za pomocą słów mocniej i szerzej niż wcześniej z uwagi na to, jak szybko i szeroko potrafią się one roznosić.
Stoicka jedność myśli, mowy i czynów
W kontekście dbania o słowo należy również zwrócić uwagę na praktyczną kwestię, na którą często wskazywali stoicy: by mowa, czyn i myśl stanowiły swego rodzaju jedność. Jedność, która miała być podporządkowana mądrości, a przez to nie doznawać i nie wyrządzać szkody. Mówiąc prościej, należy tak myśleć, by te myśli nie ubliżały nikomu, gdyż to stanowi (według stoików) jedną z oznak mądrości, mówić tak, by te myśli wyrażać w sposób, jaki przystoi mędrcowi, a także działać tak, by nikt nie zarzucił nam hipokryzji i gołosłowności. Jest to jedno z najtrudniejszych założeń ich filozofii. Nie ukrywali, że natura ludzka nie jest doskonała i wymaga dużo pracy nad sobą, by osiągnąć ten cel. Dlatego też wymaga prób, z których wiele będzie nieudanych. Jednak porażki nie są wymówką, bo jak zapewne stwierdziliby stoicy, błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi.
Dobrze jest zastanowić się, co stoi za naszą mową: czy kieruje nami troska, czy inne motywacje. Każdy z nas ma impulsy, które łatwo biorą górę, lecz celem nie jest ich całkowite wyeliminowanie, a panowanie nad nimi. Porywczość często pomaga przy podejmowaniu trudnych decyzji i potrafi być pomocna, ale jej nadmiar jest szkodliwy. Podobnie jest z mową. Jeśli porywczo staniemy w obronie słabszego, będzie to czyn szlachetny, nawet jeśli nie w każdym detalu. Gdy jednak pod wpływem impulsu ubliżymy komuś, skłamiemy lub wypaczymy obraz drugiego człowieka, nie będzie to żadna forma cnoty.
Jako chrześcijanie powinniśmy szczególnie uważać na to, co mówimy o innych. Słowa potrafią czynić drugiego człowieka „obcym” i prowadzić do tragedii, zwłaszcza gdy rozchodzą się niczym plotka. Każde nienawistne słowo może zamienić się w falę, która uderzy we wszystkich, nie tylko w tych winnych.
W tym miejscu przytoczmy słowa Erazma, który przestrzegał chrześcijan przed obojętnością: „Nie jest cechą chrześcijanina myśleć tak oto: »Co mnie tamten człowiek obchodzi? Nie wiem, czy jest czarny, czy biały; nie znam go, jest obcy, nigdy mi nic dobrego nie zrobił, kiedyś mnie skrzywdził, nie pomógł mi ani razu«”. Nie pozwólmy, by ta obojętność weszła do naszej mowy.
Apel o nawrócenie języka w praktyce
Warto jednak wrócić do apelu kardynała. Chciałem pokazać, że słowa łódzkiego metropolity nie są pozbawione słuszności. Zastanawiałem się jednak na ile mogą być skuteczne. Trzeba spojrzeć na to z dwóch perspektyw. Po pierwsze, z punktu widzenia bezpośredniego celu, jaki postawił sobie kardynał – zmniejszenia nagonki prowadzonej względem migrantów. W tej warstwie jego słowa mogą nie wystarczyć. Strach przed obcym to potężne narzędzie w rękach polityków, a szczególnie dobrze posługują się nim nacjonaliści. Przedstawiciele polskiej prawicy ostro skrytykowali słowa arcybiskupa Rysia. Z kolei wśród szerokiego grona wiernych te słowa mogą przynieść zdecydowanie lepsze efekty, o ile kardynał podejmie dodatkowe działania, aby wierni poszli za jego słowem.
Drugim aspektem jest skuteczność tego apelu jako uniwersalnego hasła. W tym przypadku sprawa jest moim zdaniem znacznie prostsza. Wszechobecny hejt wręcz domaga się reakcji ze strony chrześcijan i Kościoła. To, co kardynał Ryś zaproponował w wąskim kontekście, może przynieść owoce w szerszym ujęciu. Aby tak się stało, trzeba uwrażliwiać ludzi na to, w jaki sposób się wypowiadają. Oczywiście szerzenie i objaśnianie tego hasła nie rozwiążą problemu, jeśli w ludziach nie nastąpi bardziej fundamentalna przemiana, o której pisał Marek Aureliusz:
„Zaczynając dzień, powiedz sobie: Zetknę się z ludźmi natrętnymi, niewdzięcznymi, zuchwałymi, podstępnymi, złośliwymi, niespołecznymi. Wszystkie te wady powstały u nich z powodu braku rozeznania złego i dobrego”.
Podsumowując, apel o nawrócenie mowy i każdy inny domaga się myślenia o praktyce i zadania sobie szeregu pytań. Co chcę osiągnąć, wypowiadając się w ten sposób? Jakie będą konsekwencje moich słów? Czy osiągnę tym samym dobro dla osoby, o której się wypowiadam? Jak to będzie oddziaływać na otaczający mnie świat? Czy chcę być odpowiedzialny za takie konsekwencje?
Warto też przypomnieć sobie złośliwe powiedzenie, że „mowa jest srebrem, a milczenie złotem”. Może dzięki temu łatwiej będzie nam przezwyciężyć impulsywność i zamiast eskalować jałowe kłótnie, zakończymy rozmowy bez „rozlewu krwi”. Ostatecznie, prawdziwym zwycięzcą nie jest ten, kto wygra bitwę, ale ten, kto wyjdzie z wojny z najmniejszym uszczerbkiem.
