Nie ma pojednania bez prawdy, ale prawda o Wołyniu nie może służyć zbiorowemu oskarżaniu dzisiejszych Ukraińców. Taki sens wyłania się ze wspólnego oświadczenia czterech kardynałów i abp. Światosława Szewczuka, którzy wobec pogarszających się relacji polsko-ukraińskich zaapelowali o „rozbrojenie języka”. Ich głos nie oznacza rezygnacji z ekshumacji, godnych pochówków ani jednoznacznego nazwania zbrodni. Przypomina natomiast, że walka o pamięć i solidarność z narodem broniącym się przed rosyjską agresją nie muszą się wykluczać.
Opublikowany 29 czerwca dokument warto czytać nie tylko jako reakcję na bieżący kryzys, lecz także jako kolejne ogniwo długiej katolickiej refleksji nad pamięcią, winą i przebaczeniem. Jej ważnym świadectwem była postawa lwowskich metropolitów Józefa Bilczewskiego i Andrzeja Szeptyckiego, którzy podczas polsko-ukraińskich walk o Lwów w 1918 roku próbowali ograniczyć rozlew krwi. Drogę pojednania rozwijał następnie św. Jan Paweł II, wzywając oba narody do oczyszczenia pamięci i wzajemnego przebaczenia. Papież Franciszek przestrzegał z kolei przed pamięcią, która obsesyjnie koncentruje się na złu popełnionym przez innych. Do tej samej tradycji nawiązywał o. Jacek Salij OP – urodzony na Wołyniu i ocalony jako niemowlę dzięki pomocy anonimowej Ukrainki – wskazując na prawdę i przebaczenie jako dwa nierozłączne filary pojednania.
Pod oświadczeniem podpisali się kardynałowie Mykoła Byczok, Grzegorz Ryś, Konrad Krajewski i Kazimierz Nycz oraz abp Światosław Szewczuk, zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. Dokument, napisany „w jedności z Ojcem Świętym Leonem XIV”, został opublikowany po zakończeniu konsystorza, w którym uczestniczyli wszyscy jego sygnatariusze z wyjątkiem abp. Szewczuka.
„Rozbrojenie języka” wobec kryzysu relacji polsko-ukraińskich
Hierarchowie wskazują, że podstawowym warunkiem powstrzymania narastającego napięcia jest zmiana sposobu prowadzenia debaty publicznej – „rozbrojenie języka”. Potrzebie „rozbrojenia słów” Leon XIV poświęcił również osobny fragment swojej encykliki.
„Za papieżem Leonem jesteśmy przekonani, że pierwszym krokiem ku pokojowi jest rozbrojenie języka po obu stronach. Dotyczy to nie tylko słów, ale również gestów, znaków i symboli. One również mogą ranić, zamykać drogę do spotkania i budzić lęk. Ojciec Święty przypomina, że pokój jest „rozbrojony i rozbrajający”, a budowanie dobra wspólnego wymaga języka ewangelicznego: jasnego, ale nie poniżającego; odważnego, ale nie agresywnego; prawdziwego, ale nie zamykającego drogi do przebaczenia”.
Autorzy listu nie ukrywają zaniepokojenia nasilającymi się antagonizmami między obydwoma narodami. Przypominają jednocześnie o trwającej wojnie w Ukrainie, solidarności okazanej przez Polaków ukraińskim uchodźcom oraz przypadającej obecnie 25. rocznicy historycznej wizyty św. Jana Pawła II w Ukrainie.
„Z bólem obserwujemy wzrost wzajemnego napięcia i odradzające się nastroje wrogości między Polakami a Ukraińcami. Tym bardziej boli nas to, że dokonuje się to w czasie, gdy Ukraina nadal doświadcza okrucieństwa wojny, a Polska okazała w ostatnich latach wielką solidarność milionom ukraińskich sióstr i braci. To wszystko dzieje się w momencie, gdy ukraińscy katolicy przeżywają 25. rocznicę historycznej wizyty Papieża-Polaka w Ukrainie”.
Wołyń i pojednanie Polaków i Ukraińców. Słowa Jana Pawła II jako norma działania
Sygnatariusze wracają do słów św. Jana Pawła II z listu przygotowanego na 60. rocznicę – jak określił to sam papież – tragicznych wydarzeń na Wołyniu:
„W zawierusze drugiej wojny światowej, gdy pilniejsza powinna być potrzeba solidarności i wzajemnej pomocy, mroczne działanie zła zatruło serca, a oręż doprowadził do rozlewu niewinnej krwi. Teraz (…) w sercach większości Polaków i Ukraińców utwierdza się coraz bardziej potrzeba głębokiego rachunku sumienia. Odczuwa się konieczność pojednania, które pozwoliłoby spojrzeć na teraźniejszość i przyszłość w nowym duchu. To skłania mnie do wdzięczności wobec Boga razem z tymi, którzy w zadumie i w modlitwie wspominają wszystkie ofiary tamtych aktów przemocy.
Nowe tysiąclecie, w które niedawno wkroczyliśmy, wymaga, aby Ukraińcy i Polacy nie pozostawali zniewoleni swymi smutnymi wspomnieniami przeszłości. Rozważając minione wydarzenia w nowej perspektywie i podejmując się budowania lepszej przyszłości dla wszystkich, niech spojrzą na siebie nawzajem wzrokiem pojednania (Watykan, 07.07.2003)”.
Autorzy dokumentu przypominają, że wezwanie Jana Pawła II zostało podjęte przez Polaków i Ukraińców przy znaczącym udziale obu Kościołów. Wymieniają wspólne działania w kolejnych latach i komentują:
„To dziedzictwo jest wielkim zobowiązaniem otrzymanym od tych, którzy przed nami mieli odwagę mówić prawdę bez pogardy i nienawiści, zapraszać do nawrócenia, pokornie prosić o przebaczenie i odważnie przebaczać, wyciągając rękę do pojednania, mimo wciąż niezabliźnionych i bolesnych ran” – piszą sygnatariusze.
To kluczowe: przebaczenie nie oznacza, że wszystko zostało już wyjaśnione ani że winni w pełni okazali skruchę. Dalej biskupi piszą:
“Papież wzywa każdą i każdego z nas — Polaków i Ukraińców — do osobistego nawrócenia, a nie do rozliczania innych. Tylko wtedy możemy wzywać drugiego do nawrócenia, jeśli sami w pokorze przyznajemy się do własnych win”.
Jest to wysoko postawiona poprzeczka, ale odpowiada radykalizmowi chrześcijańskiego wezwania do przebaczenia. Katolicyzm nie słynie z niskich wymogów moralnych. Nie oznacza to tworzenia fałszywej symetrii ani zrównywania skali i charakteru krzywd doznanych przez Polaków i Ukraińców. Ten apel hierarchów przypomina raczej postawę polskich biskupów, którzy w orędziu do biskupów niemieckich napisali: „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”. Nie było to polityczne uznanie równowagi win, lecz chrześcijański gest otwierający drogę do pojednania bez negowania prawdy o niemieckich zbrodniach.
Słowa abp. Szewczuka i problem selektywnej interpretacji
Ważną część oświadczenia poświęcono sposobowi przeżywania pamięci historycznej:
“Jesteśmy przekonani, że dla chrześcijanina poznanie prawdy jest mu zadane zawsze razem z miłością bliźniego. Pamięć przeszłości jest niesłychanie ważnym elementem tożsamości każdej ludzkiej wspólnoty” – piszą hierarchowie.
Tutaj ponownie dają niełatwą do przyjęcia receptę cytując papieża Franciszka:
„Dobrą pamięcią jest ta, która (…) uwielbia Pana i Jego zbawcze dzieła. Pamięcią negatywną jest natomiast ta, która spojrzenie umysłu i serca obsesyjnie koncentruje na złu, zwłaszcza popełnionym przez innych” (Kraków, 27.07.2016)
Ostrzeżenie przed obsesyjną koncentracją na złu jest poważne, bo przecież wiele zarzutów wobec straszliwych zbrodni UPA czy (znacznie mniejszych w skali) polskich odwetów wobec Ukraińców jest trafnych. Ale bardzo łatwo w obecnej atmosferze zamienić trudną wypowiedź w paliwo dla dalszej wrogości, co pokazała reakcja na wcześniejszy wywiad abp. Światosława Szewczuka. Zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego tłumaczył w nim, że współczesne ukraińskie odwołania do walki narodowowyzwoleńczej są kształtowane przede wszystkim przez trwającą wojnę z Rosją, a nie przez zamiar uderzenia w Polskę.
“Dzisiaj, jeśli chodzi o Ukrainę, która jest w stanie wojny, historyczna pamięć o stosunkach ukraińsko-polskich, samo wspomnienie wydarzeń z udziałem UPA, nie ma w żadnym wypadku charakteru antypolskiego. Może to być dla Polski trudne do zrozumienia. Odwołanie się do bohaterskiej historii ukraińskiej walki narodowowyzwoleńczej przeciwko sowieckiej dominacji nie ma absolutnie żadnego antypolskiego wydźwięku”.
Dodawał, że ukraińscy politycy podejmują niekiedy decyzje bez uwzględnienia polskiej wrażliwości, ponieważ traktują Polskę jako przyjaciela i partnera, nie dostrzegając, że określone gesty lub symbole mogą Polaków głęboko ranić. Jak przyznawał, taki „militarno-polityczny kontekst” prowadzi do poważnych nieporozumień.
W medialnym i społecznościowym obiegu wypowiedź została jednak miejscami sprowadzona do twierdzenia, że abp Szewczuk po prostu „broni UPA”. Pomijano przy tym jego wyjaśnienie, że ukraińska pamięć o walce narodowowyzwoleńczej jest dziś kształtowana przede wszystkim przez wojnę z Rosją, a ukraińscy decydenci często nie dostrzegają, jak głęboko używane przez nich symbole ranią Polaków.
Nie oznacza to, że słowa hierarchy nie mogą budzić zasadniczego sprzeciwu. Użyte przez niego określenie „bohaterska historia” jest szczególnie trudne do przyjęcia w Polsce, gdzie pamięć o ofiarach OUN-UPA pozostaje żywa. Rzetelna krytyka powinna jednak uwzględniać całą wypowiedź, a nie rozszerzać jej sens ponad to, co rzeczywiście zostało powiedziane. Właśnie na tym może polegać „rozbrojenie języka”: nie na rezygnacji z oceny, lecz na odrzuceniu uproszczeń, selektywnych interpretacji i cytatów pozbawionych kontekstu.
Dwa filary pojednania: rozliczenie i przebaczenie. O. Salij i wielcy lwowscy metropolici
W liście wyraźnie wybrzmiewają dwa elementy, na które zwracał uwagę również o. Jacek Salij OP – ceniony teolog, duszpasterz i intelektualista urodzony na Wołyniu. 11 lipca 2019 roku, w 76. rocznicę zbrodni wołyńskiej, wygłosił on kazanie w katedrze łuckiej. Przekonywał, że autentyczne pojednanie może dokonać się jedynie na gruncie prawdy i musi opierać się na dwóch równie ważnych filarach:
„Te filary to, po pierwsze, rozliczenie, czyli rzetelne poznanie i uznanie prawdy, i po drugie, przebaczenie. Jedno i drugie jest niezbędne, żeby pojednanie mogło się dokonywać. Jednak nieustannie trzeba uważać, żeby któryś z tych filarów nie zdominował tego drugiego”.
Salij przestrzegał, że skoncentrowanie się wyłącznie na rozliczaniu może jeszcze bardziej pogłębić wzajemną wrogość. Z kolei przebaczenie, które pomijałoby nazwanie zbrodni, oddanie szacunku zamordowanym i uznanie krzywd, prowadziłoby jedynie do pozornego pojednania – przypominającego, jak obrazowo mówił, „plaster położony na ropiejącą ranę”.
Warto wspomnieć, że o. Salij jako ośmiomiesięczne dziecko prawdopodobnie ocalał wraz z rodziną dzięki anonimowej Ukraince, która w kwietniu 1943 roku przybiegła do domu jego rodziców i ostrzegła ich, że we wsi mordowani są Polacy.
Przykładów pokazujących, jak mimo panującej wrogości budować lepszą rzeczywistość, jest zresztą więcej. W listopadzie 1918 roku, podczas polsko-ukraińskich walk o Lwów, łaciński metropolita miasta abp Józef Bilczewski oraz greckokatolicki metropolita abp Andrzej Szeptycki – mimo dzielących ich ocen przyczyn i przebiegu konfliktu – podejmowali działania na rzecz ludności cywilnej, zabiegali o przerwanie walk oraz interweniowali w sprawie jeńców. 16 listopada w swoich świątyniach odczytali listy pasterskie wzywające wiernych do zaprzestania rozlewu krwi.
Do ich postawy nawiązał Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Ukrainy w czerwcu 2001 roku. We Lwowie beatyfikował abp. Józefa Bilczewskiego oraz ks. Zygmunta Gorazdowskiego. Papież przypomniał także, że jednym ze współkonsekratorów abp. Bilczewskiego był właśnie abp Andrzej Szeptycki. Jedność tych pasterzy przedstawił jako znak i wezwanie dla Polaków i Ukraińców, których wspólnocie nadal zagrażały pamięć dawnych krzywd oraz uprzedzenia wyrosłe z nacjonalizmu. Wzywał, aby oczyszczając pamięć historyczną Polacy i Ukraińcy potrafili stawiać wyżej to, co ich łączy, niż to, co dzieli:
„Czas już oderwać się od bolesnej przeszłości! Chrześcijanie obydwu narodów muszą iść razem w imię jedynego Chrystusa, ku jedynemu Ojcu, prowadzeni przez tego samego Ducha, który jest źródłem i zasadą jedności”
Przywołane historie oczywiście nie unieważniają sporów ani nie pozwalają przemilczeć doznanych krzywd. Pokazują jednak, że nawet w czasie otwartego konfliktu możliwe są działania, które chronią życie, ograniczają nienawiść i przynajmniej pozostawiają przestrzeń dla przyszłego pojednania.
Na zakończenie listu hierarchowie apelują, by nie zaprzepaścić dorobku wielu lat polsko-ukraińskiego dialogu i nie podporządkowywać wspólnej przyszłości partykularnym interesom ani logice wzajemnej wrogości:
„Zbyt wiele łączy nasze Narody, żebyśmy mogli pozwolić na zaprzepaszczenie wspólnego dziedzictwa. Narzucając innym partykularną wizję przeszłości i przyszłości, poddajemy się dominującej dziś kulturze przemocy i siły. Wraz z papieżem Leonem wzywamy wszystkich do trudu myślenia w kategorii dobra wspólnego, a nie jedynie partykularnych interesów. Ewangelia, w którą wierzymy, uczy nas, że lekarstwem na grzech jest przebaczenie, a granicą postawioną złu przez Boga jest miłosierdzie„.
Warto to podkreślić: “trudu myślenia w kategorii dobra wspólnego”. Wydaje się, że to istotnie coś wielkiego, myśleć solidarnie w obliczu ostatnich wydarzeń na linii Polska-Ukraina. Wielkiego, bo ciężar historii jest ogromny. Ale wielkiego również dlatego, że sprawa solidarności naszych narodów w obliczu rosyjskiej agresji jest dziś wyjątkowo ważna.
Domaganie się prawdy o Wołyniu i solidarność z Ukrainą nie muszą się wykluczać
Wspólnym mianownikiem oświadczenia hierarchów, nauczania Jana Pawła II, świadectwa lwowskich metropolitów i refleksji o. Jacka Salija jest przekonanie, że nie ma pojednania bez prawdy, ale prawda, kiedy zostaje podana w języku zbiorowego oskarżenia, może przestać służyć sprawiedliwości i stać się paliwem dla następnej krzywdy. Trzeba więc domagać się ekshumacji, godnych pochówków, jednoznacznego nazwania zbrodni i szacunku dla pamięci ofiar. Ale nie można doprowadzić do przeniesienia odpowiedzialności za czyny sprzed ponad 80 lat na Ukraińców, których spotykamy dziś na polskich ulicach. Odpowiedzialność za popełnione zbrodnie spoczywa przede wszystkim na ich sprawcach i organizacjach, które je przygotowały, a odpowiedzialność za dzisiejszą politykę pamięci – w pierwszej kolejności na rządzących.
Historia o. Jacka Salija pokazuje, dlaczego wskazane przez niego filary pojednania – rozliczenie i przebaczenie – muszą pozostać nierozłączne. Nie oznacza to, że w imię bieżącej polityki albo solidarności z napadniętym państwem należy przemilczeć Wołyń. Nie wszystko jednak musi być rozstrzygane w rytmie medialnej awantury i wzajemnych prowokacji. Sprawy pamięci, symboli, ekshumacji i odpowiedzialności historycznej wymagają konsekwencji, ale także cierpliwości oraz bezpośredniego dialogu. Prawda nie może zostać zawieszona na czas wojny, lecz nie powinna też być używana jak broń w kolejnej wojnie – tym razem prowadzonej słowami.
Tym bardziej że każdy wybuch polsko-ukraińskiej wrogości jest prezentem dla rosyjskiej propagandy, która świadomie wykorzystuje historyczne spory do pogłębiania antagonizmów między obydwoma społeczeństwami. Nie jest to powód, by rezygnować ze słusznych polskich roszczeń, lecz by szczególnie uważnie odróżniać walkę o prawdę od nakręcania spirali pogardy.
Polska ma prawo do pamięci, grobów i uczciwego rachunku historycznego. Ma także własną rację stanu i nie może zgadzać się na gloryfikację i bezkrytyczne nazywanie zbrodniarzy bohaterami. Żadne z tych zobowiązań nie zwalnia jednak z solidarności z narodem, z konkretnymi osobami, które nadal płacą krwią za obronę własnego państwa.
