Czy wypada pisać o biedzie z miękkiego fotela? Ubóstwo w Polsce, Leon XIV i merytokracja

Pierre Puvis de Chavannes, "Biedny rybak", 1881

W grudniowym temacie miesiąca na naszym portalu podejmujemy problem ubóstwa. Do tej kwestii nawiązuje również papież Leon XIV w swojej pierwszej adhortacji apostolskiej Dilexi te (łac. Umiłowałem cię), częściowo odziedziczonej jeszcze po jego poprzedniku. W niniejszym tekście chciałbym pokazać, że pisanie o ubóstwie ma sens tylko wtedy, gdy nie zatrzymuje się na analizie pojęć i danych, lecz prowadzi do nawrócenia spojrzenia – od abstrakcyjnych kategorii ku konkretnemu człowiekowi.

Co istotne, takie nawrócenie jest nam potrzebne zarówno na poziomie osobistym, jak i wspólnotowym. Zwrot Kościoła ku ubogim jest bowiem nie tylko odpowiedzią na materialną biedę, lecz może stać się także lekarstwem na duchowe ubóstwo współczesności. Jak pisze papież Leon XIV:

„Los ubogich stanowi krzyk, który w historii ludzkości nieustannie domaga się odpowiedzi: od naszego życia, naszych społeczeństw, systemów politycznych i ekonomicznych, a także – co nie mniej ważne – od Kościoła” (Dilexi te, 9).

Czy z wygodnego fotela wypada pisać o biedzie?

A jednak wciąż powracało do mnie pytanie: czy o ubóstwie w ogóle można pisać? To pozornie nieadekwatne pytanie narastało we mnie, gdy czytałem papieskie rozważania i próbowałem ująć własne myśli w słowa. Zastanawiałem się, czy – siedząc najedzony, w miękkim fotelu, w jasnym, ciepłym i nowoczesnym budynku, w zamożnym mieście i kraju – „wypada” podejmować temat ubóstwa. Mimo że z racji swoich studiów i innych aktywności często spotykam się z chorymi i ubogimi, nie byłem pewny, czy mam prawo o tym pisać. Czy ubóstwo nie jest dla mnie zbyt dalekie, zbyt łatwe do przeoczenia, gdy na co dzień otacza mnie komfortowa codzienność?

W pewnym momencie przestało chodzić już tylko o sam temat. Znaczenie zaczął mieć sam akt pisania – o to, czy nie odsuwam się od rzeczywistości, zamiast się do niej zbliżać. Ku mojemu zdumieniu właśnie do tej wątpliwości odnosi się Ojciec Święty w trzydziestym pierwszym punkcie dokumentu, przywołując słowa papieża Franciszka z Evangelii gaudium.

„Apel Słowa objawionego jest to przesłanie tak jasne, tak bezpośrednie, tak proste i wymowne, że żadna kościelna hermeneutyka nie ma prawa go relatywizować. Refleksja Kościoła nad tymi tekstami nie powinna ich zaciemniać ani osłabiać ich zachęcającego sensu, ale raczej pomóc przyjąć je jako własne – z odwagą i zapałem. Dlaczego komplikować to, co jest tak proste? Aparaty pojęciowe istnieją po to, by ułatwiać kontakt z rzeczywistością w celu jej wyjaśnienia, a nie po to, by od niej oddalać” (Dilexi te, 31).

To właśnie tam po raz pierwszy zrozumiałem, że nie chodzi o dystans między mną a ubogimi, lecz o dystans między mną a samą Ewangelią; o niebezpieczeństwo, że język – teologiczny, akademicki – stanie się nie mostem, lecz zasłoną. Przecież sama historia zbawienia jest najmocniejszą opowieścią o ubóstwie i o głoszeniu ubogim Dobrej Nowiny: poczynając od chromych, trędowatych, opętanych i pogubionych moralnie, aż po nas wszystkich, nieustannie żebrzących o Boże miłosierdzie.

Te słowa nie tylko porządkują dyskusję o ubóstwie na poziomie intelektualnym – dotykają one samego sedna problemu. Pokazują, że prawdziwą trudnością nie jest pisanie o ubóstwie, lecz pisanie w taki sposób, by nie osłabić ewangelicznego wezwania; by nie zagłuszyć go językiem, który miał służyć, a który niepostrzeżenie może zacząć dominować.

Istnieje tu realne ryzyko ulegania pokusie, która – jak mi się wydaje – szczególnie często towarzyszy nam w Kościele. Czy nie łatwiej zachwycać się architekturą, freskami czy obrazami w pięknej świątyni, niż dostrzec żebraka na schodach u jej progu? Czy podobnie nie bywa z pięknymi tekstami i wywodami teologicznymi, dotykającymi ważnych spraw społecznych, a jednak mogącymi odsuwać nas od życia i od celu, któremu mają służyć?

Pozostaje jeszcze jedna refleksja. Z ewangelicznej perspektywy nie istnieje w zasadzie coś takiego jak „ubóstwo” – są tylko ubodzy. Ubóstwo nie jest zwyczajną kategorią socjologiczną; ma twarz, imię i historię. Jest osobą, którą należy zauważyć i przyjąć.

Leon XIV i Franciszek o różnych formach ubóstwa

Kościół wielokrotnie przypominał, że ubóstwo przybiera różne formy, o czym pisze także Leon XIV:

„Istnieją bowiem różne formy ubóstwa: ubóstwo tych, którzy nie mają środków materialnych do życia; ubóstwo tych, którzy są wykluczeni społecznie i nie mają możliwości wyrażenia swojej godności i swoich zdolności; ubóstwo moralne i duchowe; ubóstwo kulturowe; ubóstwo tych, którzy znajdują się w sytuacji osobistej lub społecznej słabości lub kruchości; ubóstwo tych, którzy nie mają praw, nie mają przestrzeni, nie mają wolności” (Dilexi te, 9).

Poza tym, że ubóstwo przybiera wiele barw, na co wskazuje papież Leon, ma ono także wiele odcieni. Rozróżnia się ubóstwo skrajne – odnoszące się do niezaspokojenia podstawowych potrzeb egzystencjalnych – oraz ubóstwo relatywne, które nie oznacza już biologicznego zagrożenia, lecz życie poniżej społecznie akceptowanego minimum, ograniczające uczestnictwo osoby w życiu wspólnoty i możliwości integralnego rozwoju. Warto pamiętać, że interpretacja ubóstwa zmienia się także w czasie, o czym przekonująco pisał papież Franciszek:

„Istnieją zasady ekonomiczne, które okazały się skuteczne dla rozwoju, chociaż nie w tej samej mierze dla integralnego rozwoju człowieka. Wzrosło bogactwo, ale pozbawione równości, co prowadzi do powstawania ‘nowych form ubóstwa’. Kiedy mówimy, że współczesny świat ograniczył ubóstwo, czynimy to, mierząc je kryteriami z dawnych czasów, których nie da się porównać z dzisiejszą rzeczywistością. W innych czasach, na przykład, brak dostępu do energii elektrycznej nie był uważany za oznakę ubóstwa ani nie był powodem wielkiego udręczenia. Ubóstwo jest zawsze analizowane i rozumiane w kontekście rzeczywistych możliwości danego momentu historycznego” (Fratelli tutti, 21).

Ubóstwo w Polsce: Statystyki, dane GUS i postrzeganie biedy przez Polaków

Gdy w zachodnich społeczeństwach mówimy o ubóstwie, często pierwszym skojarzeniem jest ubóstwo duchowe, moralne czy kulturowe. Tymczasem rzeczywistość materialna pozostaje nie mniej dotkliwa. W 2023 roku 1,5 mln dzieci w Polsce nie miało wystarczających środków, by rozwijać swoje pasje i marzenia (Szarfenberg 2024). W 2024 roku 1,9 mln osób w naszym kraju żyło w skrajnym ubóstwie, a 53 tysiące ludzi nie miało dachu nad głową – liczba ta, jak wskazują specjaliści, jest najprawdopodobniej zaniżona. Dużym problemem pozostaje także ubóstwo transportowe, dotykające 2,5 mln osób, oraz ubóstwo żywnościowe, które może obejmować nawet 42% populacji (Szarfenberg 2025).

Jednocześnie, jak wynika z dostępnych badań, Polacy mają świadomość powagi sytuacji. W ankietach z 2017 roku nieznacznie przeszacowywali skalę ubóstwa, a równocześnie niedoszacowywali poziom własnej biedy (CBOS 2017). W innym badaniu z 2018 roku aż 87% respondentów uznało, że nierówności dochodowe w Polsce są zbyt duże (GUS 2018).

Kwestia postrzegania ubóstwa była w Polsce badana dość dokładnie na przestrzeni lat. Przed 2017 rokiem ankietowani najczęściej wskazywali bezrobocie jako główną przyczynę biedy, co odpowiadało realiom tamtego okresu. Od 1997 roku, kiedy rozpoczęto systematyczne badania na ten temat, brak pracy pozostawał dla Polaków podstawowym źródłem ubóstwa; w latach 2000 i 2004 aż 79% obywateli uznawało bezrobocie za jego główny powód.

W 2017 roku, wraz ze wzrostem zamożności społeczeństwa i spadkiem stopy bezrobocia, percepcja ta uległa wyraźnej zmianie. Brak pracy spadł dopiero na piąte miejsce, a ankietowani najczęściej wymieniali jako przyczyny ubóstwa: lenistwo i niechęć do podejmowania pracy (56%), alkoholizm (52%) oraz niezaradność życiową (49%). Co symptomatyczne, nie tylko wzrost ogólnego bogactwa, ale także postrzeganie własnej sytuacji materialnej wpływa na ocenę przyczyn biedy. Osoby oceniające swoją sytuację materialną jako złą wymieniają głównie brak pracy (53%) czy niskie emerytury (42%), podczas gdy osoby zamożne wskazują na lenistwo (62%), alkoholizm (53%) czy niezaradność życiową (53%) (CBOS 2017).

Tak więc ubóstwo, o którym mówi Kościół, nie ogranicza się do jednego wymiaru, lecz dotyka całego życia człowieka: jego ciała, relacji, godności i możliwości uczestnictwa w społeczeństwie. Dane empiryczne pokazują, że także w Polsce materialne formy biedy pozostają zjawiskiem powszechnym, mimo rosnącego dobrobytu części społeczeństwa. Jednocześnie sposób postrzegania przyczyn ubóstwa silnie zależy od własnej sytuacji materialnej, co sprzyja moralizowaniu biedy i przesuwaniu uwagi z uwarunkowań strukturalnych na winy jednostki.

Dlaczego oceniamy ubogich? Pułapka merytokracji i błąd atrybucji w postrzeganiu biedy

„Ubodzy nie istnieją przez przypadek ani z powodu ślepego i gorzkiego losu. Dla większości z nich ubóstwo nie jest wyborem. Są jednak tacy, którzy twierdzą inaczej, wykazując się ślepotą i okrucieństwem. Oczywiście, wśród ubogich bywają też osoby, które nie chcą pracować – być może dlatego, że ich przodkowie, pracując przez całe życie, zmarli w biedzie. Jednak wielu mężczyzn i kobiet pracuje od rana do wieczora, np. zbierając makulaturę lub wykonując inne podobne czynności, wiedząc, że ich wysiłek służy jedynie przetrwaniu, a nie poprawie jakości życia. Nie możemy twierdzić, że większość biednych jest nimi dlatego, że nie zdobyła sobie „zasług”, zgodnie z fałszywą wizją merytokracji, według której zasługi mają jedynie ci, którzy osiągnęli sukces w życiu” (Dilexi te, 14).

Zmiana sposobu postrzegania przyczyn ubóstwa w zależności od zamożności nie jest jedynie socjologiczną czy psychologiczną ciekawostką. Dotyka czegoś znacznie głębszego: sposobu, w jaki interpretujemy świat i samych siebie. Psychologia społeczna opisuje to od lat. Mamy skłonność, by sukcesy przypisywać własnym zdolnościom, a niedostatki tłumaczyć czynnikami zewnętrznymi. Gdy jednak oceniamy innych, mechanizm działa odwrotnie – jest to tzw. błąd atrybucji podstawowej. Biedę drugiego człowieka wyjaśniamy więc jego rzekomymi wadami, a nie złożonością sytuacji, w której się znalazł. Czy naprawdę wzrost PKB naszego kraju jest tylko moją zasługą?

Koresponduje to z innym zjawiskiem, zwanym efektem sprawiedliwego świata. To błąd poznawczy, który pozwala wierzyć, że na zło trzeba sobie zasłużyć, że bieda jest zawiniona, a przestępstwom winne są ofiary. W ten sposób zaciemnia się złożony i często nieprzewidywalny obraz świata, redukując jednocześnie związane z tym poczucie lęku.

W połączeniu ze wzrostem bogactwa zjawisko to tworzy subtelny, lecz groźny mechanizm. Im bardziej czujemy się bezpieczni ekonomicznie, tym łatwiej ulegamy iluzji, że nasza pozycja jest wyłącznie zasługą własnej zaradności, a czyjś brak powodzenia wynikiem braku cech, które sami uważamy za cenne. To nie tylko błąd poznawczy, lecz także forma duchowej pychy, która może służyć do usprawiedliwiania obojętności. Jeśli bowiem ubogi „sam jest sobie winien”, to pomoc przestaje jawić się jako obowiązek, a staje się aktem dobrej woli, który można podjąć lub odłożyć. Taka optyka może prowadzić do paradoksu, w którym gest jałmużny staje się wyrazem dumy lub wyższości, zamiast być aktem bezinteresownej miłości i prawdziwego spotkania z drugim człowiekiem i Bogiem.

Tymczasem nauka Kościoła przywraca właściwą perspektywę: ubóstwo nie jest abstrakcyjną kategorią, lecz życiem konkretnych osób. To osoby, które pracują od świtu do nocy, urodziły się w miejscu wykluczonym transportowo, w biednej rodzinie lub zmagają się z chorobą. Ignorowanie tej rzeczywistości jest nie tylko błędem rozumu, ale także zaniedbaniem serca.

Duchowe ubóstwo współczesności: Od Byung-Chul Hana do logiki Ewangelii

Zapomnienie o ubogich oznacza w istocie wykreślenie znacznej części Ewangelii. Zwrot ku ubogim nie jest więc dla Kościoła jedynie jednym z wielu zadań; jest powrotem do jego własnego źródła, do sposobu, w jaki Chrystus objawia samego siebie. Kościół przypomina, że pomoc ubogim nie polega tylko na filantropii czy dobroczynności. Znacząca przemiana rzeczywistości, która uwzględnia dobro ubogich, musi dążyć do wyjścia ze „struktur grzechu”. Nie dokonuje się ona tylko na poziomie prawa i instytucji, ale również na poziomie osobistym, poprzez wejście w logikę miłości, która przemienia serce.

Papież Leon XIV wyraża to jasno:

[…] umiłowanie Pana łączy się z miłością do ubogich. Ten Jezus, który mówi: „Ubogich zawsze macacie u siebie” (Mt 26,11), wyraża to samo znaczenie, gdy obiecuje uczniom: „Ja jestem z wami przez wszystkie dni (Mt 28,20)” (Dilexi te, 5).

I dalej:

[…] to właśnie ubodzy ewangelizują nas. W jaki sposób? W milczeniu swojej sytuacji stawiają nas wobec naszej słabości […] ubodzy skłaniają nas do refleksji nad bezpodstawnością tej agresywnej pychy, z jaką często stawiamy czoła trudnościom życia (Dilexi te, 109).

Te słowa przywodzą na myśl diagnozę współczesności sformułowaną przez Byung-Chul Hana, niemieckiego filozofa pochodzenia południowokoreańskiego. Han opisuje „duchowe ubóstwo” naszej cywilizacji jako efekt kultury pozytywności i hiperaktywności. Zachęca ona człowieka do nieustannego zwracania się ku samemu sobie, poszukiwania autentyczności, samorealizacji i ciągłego doskonalenia własnego życia. Ta pozornie wyzwalająca dynamika prowadzi jednak do zjawiska określanego przez niego jako „samowyzysk”: człowiek staje się jednocześnie pracodawcą i pracownikiem samego siebie, przekonany, że się rozwija, podczas gdy internalizuje logikę neoliberalnych korporacji i staje się wytworem ich oczekiwań.

W tym świetle zwrot Kościoła ku ubogim jawi się jako próba wyrwania człowieka z tego destrukcyjnego schematu. Miłość ubogich staje się nie tylko nakazem moralnym, lecz również wyzwaniem duchowym – zaproszeniem, by spojrzeć poza własny projekt „ja” i wejść w rzeczywistość rozwoju serca, relacji, daru i wzajemności.

Papież podkreśla również znaczenie służby:

„Służba oznacza przeważnie troskę o to, co słabe. Służenie oznacza troszczenie się o osoby słabe w naszych rodzinach, w naszym społeczeństwie, w naszym narodzie. W pełnieniu tej posługi każdy potrafi pozostawić na boku swoje dążenia, oczekiwania i pragnienie bycia wszechmocnym w obliczu konkretnego spojrzenia najsłabszych. Służba zawsze patrzy w twarz brata, dotyka jego ciała, czuje jego bliskość, a w pewnych przypadkach «znosi» ją i zabiega o rozwój brata. Dlatego służba nigdy nie jest ideologiczna – nie służy się ideom, lecz osobom” (Fratelli tutti, 115).

 

Bibliografia

  1. CBOS, Społeczne postrzeganie problemu ubóstwa (komunikat z badań), 2017.
  2. Franciszek, Dilexit nos. Encyklika o miłości ludzkiej i Bożej Serca Jezusa Chrystusa, Watykan, 2020.
  3. Franciszek, Fratelli tutti. Encyklika o braterstwie i przyjaźni społecznej, Watykan, 2020.
  4. Gilbert, D. T., & Malone, P. S., „The correspondence bias”, Psychological Bulletin, 117(1), 21–38, 1995.
  5. Główny Urząd Statystyczny, Postrzeganie ubóstwa i nierówności dochodowych w Polsce. Wyniki badania spójności społecznej, Warszawa, 2018.
  6. Han, B.-C., Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje, Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2022.
  7. Klub Jagielloński, „Prorok neoliberalnego świata Zachodu. Filozofia Byung-Chul Hana”, 2025 (dostęp: 11.12.2025).
  8. Leon XIV, Adhortacja apostolska „Dilexi te” o miłości do ubogich, Watykan, 2025.
  9. Szarfenberg, R., Poverty Watch 2024. Monitoring ubóstwa i polityki społecznej przeciw ubóstwu w Polsce 2023–2024, Warszawa, 2024.
  10. Szarfenberg, R., Poverty Watch 2025, Warszawa, 2025.

Tekst dofinansowany ze środków Korpusu Solidarności – Rządowego Programu Wspierania i Rozwoju Wolontariatu Systematycznego na lata 2018-2030.

Tomasz Motyczyński
Tomasz MotyczyńskiStudent kierunku lekarskiego na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Fascynuje go człowiek, jego cielesność, myśl i duch. Od medycyny i psychologii, po filozofię i teologię. Prywatnie lubi podróże, książki i sztukę.